Gdy odradzała się Polska, Rzeszów już był wolny

Fot. Archiwum

11 listopada dla rzeszowian nie był dniem szczególnym, oni już wcześniej wyrzucili ze swojego miasta okupantów

11 listopada 1918 roku nasz kraj, po 123 latach niewoli, zrzucił kajdany i odzyskał niepodległość. W tym właśnie dniu Rada Regencyjna ogłosiła Naczelnym Dowódcą Wojsk Polskich Józefa Piłsudskiego. W Warszawie rozpoczęło się rozbrajanie stacjonującego w niej garnizonu niemieckiego, a obce wojska zaczęły wycofywać się z terenu Królestwa Polskiego. Gdy stolica stawała się wolna, w Rzeszowie już od kilku dni na ulicach powiewały biało-czerwone flagi. Tutaj wolność przyszła wcześniej.

Nasz region w czasie zaborów dostał się we władanie Austriaków. Podkarpacie było wówczas częścią Galicji. To tutaj Polacy mogli cieszyć się największymi swobodami podczas niewoli, to tutaj najwcześniej udało się im wyzwolić z jej pęt.

Zaczęło się w październiku

Kulminacja zdarzeń, które doprowadziły do szczęśliwego finału, miała miejsce w ostatnich dniach października. Już 30 dnia tego miesiąca do największych miast ówczesnej Galicji, dotarła depesza: “Kraków jest wolny”. Co prawda była ona nieprawdziwa, ale jej nadawca wyprzedził bieg wydarzeń o zaledwie kilkanaście godzin.

Tak naprawdę wszystko zaczęło się dzień później, gdy w godzinach porannych Polacy służący w armii austriackiej opanowali koszary w królewskim grodzie. Wieść o tym rozeszła się lotem błyskawicy. Wciąż jednak były to informacje niepotwierdzone. Rzeszowskie środowiska niepodległościowe, nie wiedząc co robić, postanowiły wysłać do stolicy Małopolski swoich emisariuszy. Tymczasem miejscowa młodzież w porywie euforii zaczęła rozbrajać austriackich żołnierzy (głównie byli to Słowianie służący w tej armii) przebywających w mieście. Było to o tyle proste, że ci zupełnie nie stawiali oporu, oddawali broń w zamian za możliwość odejścia wolnym.

Okupanci ustąpili przed północą

Do akcji wkroczyli też zaprawieni w bojach byli legioniści, którzy opanowali rzeszowski dworzec. Tam zatrzymywali austriackich dezerterów, odbierali im broń, bo zachodziła obawa, że w mieście rozpoczną się grabieże i rozboje. W ten sposób rozbrojono około 3 tys. żołnierzy, których jedynym marzeniem było uciec do domu. Salwować się ucieczką nie zamierzali natomiast rdzenni Austriacy i Niemcy służący w Wiedeńskim Pułku Piechoty, który w liczbie blisko 200 osób, stacjonował w Rzeszowie. Ten mały oddział szybko mógł stłumić niepodległościowe zapędy mieszkańców, przy okazji nie obyłoby się pewnie bez wielu ofiar.

Negocjacji z Austriakami podjął się por. Włodzimierz Babka, mający dopiero odebrać nominację na komendanta POW w Rzeszowie. Zażądał od okupantów złożenia broni i wycofania się miasta. Ci długo opierali się jego argumentom, ulegli dopiero kilkanaście minut przed północą. Rzeszów był wolny.

W nocy z 31 października na 1 listopada kilku śmiałków pozrywało z urzędów austriackie orły. Rankiem mieszkańcy miasta mogli je oglądać zawieszone do góry nogami na parkanie szaletu na placu Farnym.

11 listopada – dzień jak co dzień

Dzień Wszystkich Świętych również był bardzo pracowity dla wyzwolonego miasta. Mieszkańcy przejęli koszary, na czele formujących się oddziałów zbrojnych stanął płk Celestyn Bruckner, były komendant rozbrojonego kilka godzin wcześniej garnizonu austriackiego. Zostało wydanych też kilka odezw, w tym jedna wzywająca mężczyzn w wieku 18-35 lat do mobilizacji. 2 listopada burmistrz Rzeszowa Roman Krogulski odebrał od pierwszej grupy urzędników przysięgę wierności Państwu Polskiemu. W ten sposób, w przyszłej stolicy Podkarpacia, rozpoczęła się odbudowa struktur odradzającego się państwa. 11 listopada 1918 dla rzeszowian był zwykłym dniem, dopiero wieczorem dotarły radosne wieści, że Warszawa jest wolna…

Piotr Pezdan

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.