Gdzie te autostrady Panie premierze?

Fot. Archiwum

Kontynuujemy naszą akcję “Rozliczamy premiera Tuska z kłamliwych obietnic”. Dzisiaj przyglądamy się budowie sieci autostrad i dróg ekspresowych oraz modernizacji PKP.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Zmiany w systemie emerytalnym – reforma czy antyreforma?

Czy Polska pod rządami Tuska stała się „kluczowym aktorem na scenie europejskiej”?

To była bodaj największa gruszka na wierzbie obietnic Donalda Tuska. Narodowy Program Wielkiej Budowy, z którym Platforma Obywatelska szła wówczas do wyborów, zakładał budowę ponad 1,5 tys. kilometrów autostrad oraz ponad 4 tys. km nowych i zmodernizowanych dróg ekspresowych. Większość z nich miała być gotowa na turniej Euro 2012, a reszta do 2020 roku. – Wszystkie dotychczasowe rządy bez wyjątku mówiły, że trzeba je budować i żadnego rządowi dotychczas się to nie udało. Autostrad przyzwoitych dróg jest skandalicznie mało (…) Zrobimy wszystko, żeby to zmienić. Przyspieszymy budowę obwodnic i autostrad i w tym naszą ambicją będzie połączenie miast, tych głównych aren mistrzostw Europy 2012 siecią szybkich dróg – mówił w expose z 2007 roku premier. Co z tego wyszło?

W pierwszej kadencji rządu PO-PSL oddano do użytku 195 km autostrad, 400 km dróg ekspresowych i 134 km obwodnic. Oznacza to, że do połowy bieżącego roku żadne z miast będących w Polsce współgospodarzami Euro 2012 nie będzie połączone autostradą bądź drogą ekspresową. Nic dziwnego zatem, że kiedy Polacy rozmawiają o autostradach, to zazwyczaj towarzyszą temu żarty i ogromna ilość śmiechu. Wszystkich pocieszył nowy minister transportu Sławomir Nowak mówiąc, że “to nie drogi grają na mistrzostwach”. To zresztą nie przypadek, że najgorzej ocenianego ministra w poprzednim rządzie Tuska, czyli Cezarego Grabarczyka, zastąpił właśnie on – mistrz politycznego PR-u. Pomysłów ma pełną głowę. Jeden z ciekawszych zakłada, by niektórymi odcinkami autostrad, które nie zostaną w pełni ukończone do rozpoczęcia Euro, kierowcy poruszali się z prędkością 70-90 km/h. Genialne!

Biedni kibice

W Polsce buduje się obecnie trzy autostrady, które mają połączyć największe polskie miasta, w tym czterech gospodarzy nadchodzących Mistrzostw Europy. Jedna z nich – A4 – ma łączyć także Polskę z Ukrainą i prowadzić kibiców do najbliższego Polsce miasta-gospodarza Euro na Ukrainie – Lwowa. Jeszcze kilka lat temu plan minimum naszego rządu zakładał połączenie autostradą A2 Warszawy i Poznania z siecią autostrad w Niemczech, Trójmiasta z Łodzią i Warszawą za pośrednictwem autostrady A1, zaś autostradą A4 Wrocławia z Górnym Śląskiem i Krakowem oraz doprowadzenie jej do granicy z Ukrainą.

Na niespełna 3 miesiące przed Euro 2012 wiadomo, że praktycznie żaden z tych celów nie zostanie osiągnięty. Eksperci oceniają, że może uda się “dociągnąć” A2 do Warszawy i na czas mistrzostw uczynić tą trasę przejezdną. Prawdopodobnie jednak kibice jadący do stolicy będą musieli korzystać z zakorkowanych zwykle dróg przez Pruszków lub Błonie.

Postęp budowy dróg ekspresowych jest jeszcze wolniejszy niż przy autostradach, mimo iż kilka lat temu z harmonogramu pracy wykreślono blisko połowę dróg ekspresowych planowanych do Euro 2012. Wszystko wskazuje więc na to, że w czerwcu na polskich drogach będzie paraliż jakiego jeszcze nie widzieliśmy.

Podróż pociągiem to gehenna

Premier obiecywał, że już w 2012 roku będziemy jeździć pociągami z prędkością od 200 do 250 km na godzinę. W tym celu miały być zmodernizowane tory. Niestety, może i będą, ale dopiero w 2014, albo i kilka lat później. Ale nawet wtedy, będą jeździć tylko 160/h.

Pociągi teraz jeżdżą poniżej 100 km na godzinę, spóźniają się, a wagony i toalety są brudne. W całym kraju utworzono kilkadziesiąt spółek kolejowych i nie wiadomo kto za co odpowiada. Z tego powodu rok temu doszło do sytuacji, że w okresie świąt Bożego Narodzenia na dworce wjechały za krótkie pociągi, a pasażerowie dostawali się do nich przez… okna i jechali stłoczeni jak sardynki. Donald Tusk obiecywał, że szybkie pociągi będą alternatywą dla zatłoczonych dróg. Niestety, jak zwykle były to obietnice bez pokrycia.

Mariusz Andres

Marcin Fisz

 

Kolej w długach i tylko 40 procent gotowych autostrad

Rozmowa z Adrianem Furgalskim, dyrektorem w Zespole Doradców Gospodarczych TOR

-          W 2007 roku premier w expose obiecywał, że rząd uzdrowi sytuację w kolejowych przewozach regionalnych. Minęło ponad cztery lata i poprawy nie widać. Czy cokolwiek udało się w tej sprawie załatwić?

-          Reforma nie do końca udała się. Przekazano spółkę 16 marszałkom, którzy nie mają wspólnej wizji co dalej z nią robić. Wydano z pieniędzy podatników na jej oddłużenie 2,1 mld zł, ale pozbawiając majątku, zabierając połączenia międzywojewódzkie wpędzono spółkę w kolejne problemy finansowe i pojawienie się nowego zadłużenia (obecnie ok. 700 mln zł),  a przy okazji popsuto także sytuację w Intercity dociążajac ją dodatkowymi kosztami w związku z przejęciem pracowników, zaplecza technicznego do obsługi pociągów międzywojewódzkich.

-          Premier zapewniał też, że po Polsce będą jeździć czyste i punktualne pociągi, że dworce będą czyste…

-          Plusem ekipy jest na pewno ruszenie programu rewitalizacji dworców, nie tylko tych związanych z Euro. Stworzono na ten cel nową pozycję w budżecie państwa oraz uruchomiono środki z UE. Program objął ok. 80 obiektów. Czynnych dworców mamy jednak blisko 1000 i tutaj wydaje się rozsądny pomysł ministra Sławomira Nowaka o przekazywaniu ich (poza największymi) samorządom. Dobrze byłoby stworzyć program podobny do Orlików czy schetynówek, gdzie państwo dopłaci samorządom np. z funduszy UE jakąś część środków niezbędnych do remontu dworca. Pociągi choć nie stają się wiekowo młodsze, to jednak pewną zmianę na plus w zakresie czystości można odnotować. Kwestia punktualności, bez wchodzenia w szczegóły jak ona wygląda w Polsace, ma chyba dzisiaj mniejsze znaczenie wobec i tak znacznego wydłużenia czasów podróży na skutek modernizacji szlaków kolejowych oraz pogorszenia jakości infrastruktury kolejowej.

-          Premier obiecywał też w expose, że “ autostrady i drogi ekspresowe łączyć będą miasta organizatorów Euro 2012”. To były nieprzemyślane obietnice, bo w tym roku na mistrzostwa gotowe będą tylko nieliczne i tylko krótkie odcinki autostrad…

-          Program przejęty po ekipie PiS był od samego początku nierealny jeśli idzie o powstanie 900 km autostrad i 2000 km dróg ekspresowych do 2012 roku oraz nieprecyzyjnie wyliczony w zakresie kosztów finansowych. Minister Grabarczyk robił dobrą minę do złej gry i dopiero minister Nowak ujawnił prawdę o zaawansowaniu rzeczowym w zakresie budów drogowych. Na Euro zrealizujemy tylko 40 proc. obiecanych na Euro 2012 dróg, a reszta będzie gotowa późnymi wakacjami bądź jesienią.

Rozmawiał Mariusz Andres

do “Gdzie te autostrady Panie premierze?”

  1. ANDRZEJ

    a motłoch ciemnogrobowców tz.poliaczków wykrztałciuchów ich POpierał

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.