Gen. MacArthur nad Sanem

Chyba najsłynniejszy, a przynajmniej najbardziej rozpoznawalny obraz z kolekcji zakupionej dla Muzeum Regionalnego w Stalowej Woli. Gdy gen. MacArthur odwiedzał Polskę, Stalowej Woli nie było jeszcze nawet w planach.

STALOWA WOLA. W Muzeum Regionalnym będzie centrum badań nad twórczością Stefana Norblina. Na początek Ministerstwo Kultury dało pieniądze na kilkanaście jego obrazów.

Słynny amerykański dowódca będzie „stacjonował” w Stalowej Woli tylko na jednym portrecie, ale już na stałe. To portret autorstwa Stefana Norblina, którego prochy niedawno spoczęły na stołecznych Powązkach. Ale to stalowowolscy muzealnicy odkryli „maharadżę art deco” dla współczesnych i dlatego spotkała ich nagroda. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznało stalowowolskiemu Muzeum Regionalnego dotację na kupno szesnastu płócien Norblina z czasów jego kalifornijskiej twórczości. Wśród nich jest ten przedstawiający generała, który w 1945 r. przyjmował kapitulację Japonii.

MR w Stalowej Woli specjalizuje się w art deco, a najmłodszy z artystów słynnej linii Norblinów jest uważany za reprezentanta tego stylu. Nasi muzealnicy podążyli jego śladami aż do Indii i USA, przez które to kraje wiodły wojenne szlaki malarza i projektanta. Gdy rok temu w Zamku Lubomirskich otwierano wystawę prac S. Norblina, przyjechał nie tylko minister Bogdan Zdrojewski, ale nawet maharadża Jodphuru (Indie), gdzie nasz artysta tworzył w czasie wojny.

Nie wiedział, że rodzice pochowani są tuż obok
O prawo wystawienia prac Norblina biły się krajowe muzea, ale ostatecznie pojechały one do Indii i prawdopodobnie nigdy już do Polski w prezentowanej rok temu kolekcji nie wrócą. Wśród nich było jednak 16. obrazów, wypożyczonych od The Polish Arts and Culture Foundation z San Francisco. Obrazy te przed publiczną prezentacją przeszły w Polsce drogi cykl konserwatorski. Na ich pierwszy krajowy pokaz przyjechał Andrew Norblin, syn Stefana Norblina i Leny Żelichowskiej. Mówił wtedy, że prochy jego wcześnie zmarłych rodziców zostały rozsypane w okolicach San Francisco. Wkrótce okazało się, że przez dziesięciolecia żył w nieświadomości.

Urny z prochami Norblina i aktorki Żelichowskiej, która na planie filmowym debiutowała w słynnym „Szpiegu w masce”, spoczywały na amerykańskich cmentarzach. Miesiąc temu zostały sprowadzone do Polski i po państwowym pogrzebie, wstawione do krypty Norblinów na Powązkach. Dopełnieniem październikowej uroczystości było wmurowanie pamiątkowej tablicy w ścianę domu na stołecznych Bielanach, który wybudował dla siebie Stefan Norblin. W trakcie warszawskich uroczystości padło zapewnienie ze strony ministra Zdrojewskiego, że kolekcja dzieł „maharadży art deco” będzie gromadzona w Muzeum Regionalnym w Stalowej Woli. Po kilku dniach, w ślad ze deklaracją poszły pieniądze – kwota jest tajemnicą – i na wiosnę przyszłego roku obrazy zakupione od amerykańskiej fundacji, zostaną znów pokazane w Zamku Lubomirskich.

Nie tylko amerykańskie oleje
Prawdopodobnie na planowanej ekspozycji będą nie tylko amerykańskie oleje Norblina. Wieść o gromadzeniu w Stalowej Woli kolekcji i dokumentacji słynnego w świecie artysty, rozeszła się szeroko. Na ubiegłoroczną wystawę przyjechał z Niemiec Claus U. Simon, który lata pracy poświęcił naszemu rodakowi. W tym roku oddał stalowowolskiej placówce w depozyt dwie prace Norblina: „Portret kobiety” w tuszu i akwarelę „Dama w kostiumie”. Może na wiosnę uda się wydobyć z krajowych muzeów kilka portretów marszałka Piłsudskiego, którego Norblin uwielbiał malować

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.