„Gołębniki” tylko straszą kierowców

Popielata skrzynka na słupie wzbudzała kiedyś wielkie zainteresowanie. Dziś stoi pusta i czeka na zmiłowanie ITD, albo na śmierć przez rdzę. Fot. Autor

STALOWA WOLA. Przed laty samorządy składały się na maszty do fotoradarów, a teraz kamery zostały z nich wyjęte i na drogach łamane jest prawo. Łamią je właściciele pustych skrzynek na słupach.

W żadnym z kilkunastu masztów stojących przy stalowowolskich drogach, nie ma fotoradaru. Stare urządzenia zabrała Inspekcja Transportu Drogowego, ale nowych nie wstawiła. Przed pustymi „gołębnikami” stoją znaki ostrzegawcze i budzą wątpliwości, czy w ten sposób powinno się oszukiwać kierowców. Kierującym nie radzimy jednak przyspieszać przed pustą skrzynką, bowiem gdzieś w okolicy na piratów czają się policjanci z jak najbardziej sprawnymi fotoradarami. Czy tylko po to maszty pozostawiono?

Maszty stoją, bo nikt nie ma pomysłu, co z nimi zrobić. ITD zajęła to, co było państwowe, czyli same kamery, które dostała policja. Maszty w pow. stalowowolskim były i są własnością lokalnych samorządów, które stawiały je i oddawały w użytkowanie policji. W ten sposób gminy zapewniały bezpieczeństwo swoim mieszkańcom, bo piraci na ich drogach nie szaleli.

Niech weźmie straż, a straży nie ma…

Stalowa Wola była jednym z pionierów „fotoradaryzacji”. Pomysł na ściąganie haraczu z piratów mundurowi przywieźli z Austrii i szybko namówili gospodarzy miasta na postawienie masztów. Te wcale nie są tanie, bo zwykła atrapa kosztuje u wytwórcy 7 tys. zł, a tu w rachubę wchodzi jeszcze doprowadzenie prądu, opłacenie podatków i projektu technicznego, bo jest to budowla jak najbardziej stała. Teraz gminy, takie choćby jak Stalowa Wola zostały z masztami i nadziejami, że ITD kiedyś się nimi zainteresuje. Owszem, Inspekcja przejęła maszty, ale tylko od GDDKiA. O wykorzystaniu samorząodwych „gołębników” na razie milczy.

Wg nowych przepisów, czynne maszty muszą być w jaskrawym kolorze, by kierowca widział je z daleka. Musi je też poprzedzać niebieski znak ostrzegawczy. Maszty bez kamer mają być zasłaniane, podobnie zresztą jak znaki ostrzegawcze. Czy więc puste maszty i znaki ostrzegawcze z fotoradarem, to łamanie prawa? I tak i nie, bo ustawodawca zostawił ITD aż trzy lata na wprowadzenie w życie nowych zasad i dlatego jej służby się nie spieszą. Ministerstwo Transportu poproszone o komentarz do tej sytuacji stwierdza wyraźnie, że nieczynne fotoradary i znaki muszą być zasłaniane. Z tego wynika, że tam, gdzie stoją bez kapturów, dochodzi do kolizji z prawem. Resort nie wypowiedział się ws. masztów samorządowych. Doradza tylko, by oddać je w ręce straży miejskich i wtedy problem sam się rozwiąże. Sęk w tym, że nie wszędzie, bo w Stalowej Woli sama Straż Miejska została kilka lat temu rozwiązana. Popielate maszty będą rdzewieć, aż zajmą się nimi chuligani. Do tego też czasu kierowcy będą straszeni przez znaki ostrzegawcze, chyba, że zarządcy dróg nimi się zainteresują.

Przenośne fotoradary załatwiają sprawę

Policjanci, choć z powołania stoją na straży prawa, na takie jego łamanie przez brak zasłony na pustym maszcie, patrzą przez palce. To już nie ich sprawa, a znak ostrzegawczy, jaki by nie był, wzmaga jednak czujność kierowcy i przez to poprawia bezpieczeństwo na drodze. Z tego, że ani jeden stały fotoradar w Stalowej Woli nie jest czynny, nie robią problemu. – Mamy kilka wysokiej jakości fotoradarów przenośnych oraz doskonale wyposażony samochód alfa romeo i jak na razie, to zupełnie wystarcza, by powstrzymać piratów przed szaleństwami na drogach – mówi asp. szt. Andrzej Walczyna, oficer prasowy policji w Stalowej Woli.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.