Gorąca sesja o podatkach

Za nowymi ulgami byli tylko radni PiS oraz dwójka wspierających ich radnych niezależnych. To za mało, żeby cokolwiek przegłosować. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Niektórzy przedsiębiorcy, chcąc dostać ulgi podatkowe, posuwali się do oszustw. Były firmy, które najpierw zwalniały pracowników, a potem przyjmowały innych, udając, że tworzą nowe miejsca pracy. Tego już nie będzie.

Radni miejscy przymierzyli się do programu pomocy dla przedsiębiorców, a przez to ratowania rynku pracy. Przygotowali go samorządowcy z PiS, a dokładnie ściągnęli z innych miast. Gdyby był to ich autorski projekt i odpowiednio uzasadniony, może by go uratowali. Zamiast debaty o bezrobociu, była jednak klasyczna pyskówka. W głosowaniach padły nie tylko uchwały przygotowane przez PiS, ale i stara uchwała dająca przywileje przedsiębiorcom, którzy tworzą miejsca pracy. – Gdybyśmy przed sesją rozdali każdemu radnemu maselnice, to może byśmy trochę masła na tej sesji ubili – skwitował debatę radny Andrzej Barwiński (59 l.)

Opozycyjni radni z PiS chcieli wprowadzić ulgi podatkowe dla przedsiębiorców tworzących nowe miejsca pracy lub nowoczesne technologie. W zamyśle miałoby to rozruszać rynek pracy, bo stopa bezrobocia w pow. stalowowolskim przekroczyła 15 proc. Gdyby uchwały przeszły, to biznes w Stalowej Woli miałby się lepiej niż pączki w maśle.

Jest tu wszak specjalna strefa ekonomiczna, od kilku lat prezydent zwalnia niektórych z podatków, a do tego nad dolnym Sanem obowiązują najniższe stawki podatkowe w województwie.

Socjalistyczne ciągoty do majstrowania przy gospodarce
- Mamy 4043 powody, by nowe ulgi uchwalić – przekonywał Lucjusz Nadbereżny(28 l.) z PiS. Liczba powodów jest równa liczbie mieszkańców miasta zarejestrowanych w urzędzie pracy. I w zasadzie była to jedyna liczba, jaka znalazła się w uzasadnieniu. Nie było prognozowanych strat i zysków, ani też żadnych innych szczegółów. Były tylko dobre intencje. Radni z rządzącej koalicji wyłapali słabość projektu i przypuścili zmasowany atak, a trzeba przyznać, że do dyskusji byli przygotowani.

Jerzy Augustyn(61 l.) wszedł na mównicę z plikiem kilkuset kart dokumentujących dotychczasową pomoc miasta dla biznesu. Od 2002 r. przedsiębiorcom magistrat umorzył podatki na blisko 10 mln. zł. Były też inne formy pomocy. Najważniejsze jednak jest to, że od kilku lat podatki w Stalowej Woli ani drgnęły. – Pod koniec ub. roku wnosiłem o podniesienie podatków, bo taka polityka prowadzi tylko do pustoszenia kasy miejskiej – mówił radny Augustyn. – Przedsiębiorcy żyją z gminy, a wcale nie rozumieją jej interesów. Kolejne ulgi byłyby niesprawiedliwością, a nawet prowadziłyby do patologii.

Temat był na tyle ciekawy, że na sesji pojawił się prezydent Andrzej Szlęzak (51 l.). Włodarz miasta też nie pozostawił suchej nitki na projektach nowych uchwał. – Budżet miasta nie zawaliłby się od tych ulg, ale dają one pole do mataczenia – przemówił prezydent. – Proponujecie złe prawo, które jest niczym innym jak powieleniem socjalistycznych ciągot do majstrowania przy gospodarce. Jedyną metodą do dźwignięcia gospodarki są niskie, stabilne i przewidywalne podatki. Żadnych ulg i indywidualnych preferencji.

Równe prawa dla wszystkich
Słowa prezydenta zmobilizowały rządzącą w Radzie Miejskiej koalicję kilku klubów. W głosowaniach po kolei odpadały wszystkie projekty uchwał zgłoszone przez PiS. Na koniec prezydent wniósł jeszcze o uchylenie uchwały, która dawała mu prawo do umarzania podatków dla wybranych przedsiębiorców, choć uchwała ta obowiązuje tylko do końca tego roku.  Przestanie obowiązywać za miesiąc. Jak równość, to równość. Od tej pory w Stalowej Woli nie ma żadnych ulg podatkowych. Są tylko niskie podatki, a to powinno przedsiębiorcom wystarczyć.

Po zakończeniu głosowań, Lucjusz Nadbereżny nazwał kolegów głosujących przeciwko projektom PiS „statystami prezydenta”. W odpowiedzi usłyszał, żeby „się zamknął”. Ot, takie sobie pogawędki radnych o gospodarce.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.