Gorączka sobotniej nocy

Tomasz-SzeligaGdy miałem naście lat, najważniejszym dniem tygodnia była sobota, a adresem hala ROSiR przy ul. Pułaskiego. Szliśmy całą paczką na mecz koszykarzy, potem zostawało się na drugi – siatkarzy. Bite cztery godziny, czasem i pięć.

Gdy do Rzeszowa przyjeżdżała Polonia Przemyśl, Siarka Tarnobrzeg albo Stal Stalowa Wola, na trybunach nie było gdzie szpilki włożyć. Człowiek zdzierał gardło i zazdrościł pokoleniu rodziców, którzy doświadczyli sukcesów, bo wtedy, na początku lat 90. XX wieku, Resovia już nie miała pieniędzy, klasowych zawodników i najczęściej przegrywała. Lepiej wiodło się Polonii, która w 1994 i 1995 roku sięgała po srebrne i brązowe medale mistrzostw Polski, nieźle radziły sobie kluby z północy regionu, wciąż wspierane przez kombinaty hutniczy i siarkowy. W 2006 roku do elity awansował Znicz Jarosław i Podkarpacie znów odwiedzali najwięksi. Pamiętam twarde boje z Anwilem Włocławek, Śląskiem Wrocław i Prokomem Sopot, halę wypełnioną po brzegi kibicami z całego województwa.

Dziś nic już nie zostało z tamtych pięknych dni. Pierwsze padły „Bieszczadzkie Wilki”, mistrz kraju z 1975 roku. Najbardziej przeraża, iż tak łatwo się z tym pogodziliśmy. Nie przypominam sobie bowiem, aby upadek koszykarskiej Resovii odbywał się w dramatycznej scenerii. Aby zawiązywał się np. w ratuszu, komitet pomocy drużynie będącej przez lata chlubą i dumą miasta. To była raczej cicha agonia, coś jak dopełnienie tragicznego losu. Miecz wisiał nad głową skazańca i spaść musiał.

– A jak to się niby miało skończyć? – spytał mnie, a raczej stwierdził fakt, były dyrektor Resovii. – Podpisywano umowy, których nie respektowano. Andrij Miechowych przykuł mi się kiedyś do kaloryfera i zapowiedział, że się nie ruszy, dopóki nie dostanie swoich pieniędzy.

Skoro koszykówka w męskim wydaniu zniknęła z krajobrazu 180-tysięcznego miasta, to nie powinna dziwić degrengolada Znicza, który nie przystąpił do rozgrywek trzeciej ligi. Zaraza o nazwie „niekompetencja” lub – jak kto woli – „niegospodarność” zabrała do grobu „Przemyskie Niedźwiadki”. Stal Stalowa Wola przetrwała, lecz o punkty walczy w trzeciej lidze. Jeśli nie zdarzy się cud, i w tym przypadku wieko od trumny w końcu się zatrzaśnie.

Tomasz Szeliga

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments