Gra w IV lidze to żaden obciach

O Macieju Nalepie znów zaczęło być głośno. Były bramkarz reprezentacji Polski pomógł Piastowi Tuczempy w IV lidze i w Pucharze Polski. Fot. Archiwum

PIŁKA NOŻNA. Bramkarz Maciej Nalepa o królewskim przyjęciu w Piaście Tuczempy, grze w tenisa z właścicielem Karpat Lwów i Euro 2012.

O Macieju Nalepie znów zaczęło być głośno. Były bramkarz reprezentacji Polski oraz m.in. Resovii, Stali Stalowa Wola i Karpat Lwów, pomógł Piastowi Tuczempy utrzymać się w IV lidze i zdobyć Puchar Polski na szczeblu województwa podkarpackiego.

- Już się wydawało, że nie zobaczymy pana na boisku, a tu proszę – niespodzianka.
- Jak to w życiu często bywa, o wszystkim zadecydował przypadek. Poszedłem do pracy i stwierdziłem, że w piłkę grać już nie będę. A już na pewno nie na wysokim poziomie, gdzie trzeba trenować dzień w dzień. Nie dałbym rady, bo przez tydzień pracuję na pierwszą zmianę, a potem na drugą. Spotkałem jednak trenera Jerzego Daniłę, który skierował do mnie Marka Strawę. Szkoleniowiec Piasta Tuczempy rozpaczliwie szukał bramkarza, bo ci, których miał, doznali kontuzji. Strawa miał obawy, żeby do mnie zadzwonić. Był przekonany, że go wyśmieję. Tymczasem dogadaliśmy się błyskawicznie.

- Marek Strawa nie był pewien, jak na propozycje gry w IV lidze zareaguje ktoś, kto kilka lat temu występował w reprezentacji Polski i miał wysoki kontrakt w ukraińskiej ekstraklasie.
- Przeszłość miałem ciekawą, ale to już za mną, nie wracam do tego, co było. Nie mam gwiazdorskich manier i uważam, że gra w czwartej lidze to żaden obciach. Przez ostatnie pół roku nie trenowałem, przytyłem, bywało, że przyjeżdżałem do Tuczemp kwadrans przed meczem, prosto z pracy, zmęczony. Ale dałem radę i mam z tego powodu wielką satysfakcję. W pięciu kolejnych spotkaniach nie puściłem gola, a na zakończenie sezonu ograliśmy Stal Sanok i w nagrodę zmierzymy się w Pucharze Polski z Garbarnią Kraków.

- Ma pan 34 lata, niedużo jak na bramkarza. Rozumiem jednak, że futbol przez większe F już pana nie interesuje?
- Pracuje fizycznie dość ciężko. Mam też co robić w domu, bo kilka miesięcy temu urodziło się nam drugie dziecko, córeczka Amelka. Teoretycznie mógłbym spróbować raz jeszcze w drugiej lidze, ale to byłoby jednak nierozsądne, obarczone zbyt dużym ryzykiem. Przecież musiałbym rzucić robotę i zaczynać wszystko od nowa.

- A w Piaście pan zostanie?
- Tak, wciąż jestem pod wrażeniem przyjęcia, jakie mi tam zgotowano oraz atmosfery panującej w klubie i w szatni. Ludzie w Tuczempach są szczerzy i konkretni.

- Znajduje pan jeszcze czas, by pograć w tenisa? Swego czasu zakładał się pan na korcie z samym Petro Dymińskim, właścicielem Karpat Lwów.
- Prezes był barwną postacią, a do tego miał gest. Kiedyś zgarnął mnie z drogi na trening, zawiózł na swój prywatny kort i zapowiedział, że gramy o równowartość mojej wypłaty. Nie wypadało mi się nie zgodzić…Pierwszego seta wygrałem, drugiego przegrałem, do trzeciego nie doszło, bo prezes opadł z sił. Ale zachował się fair, na tej grze nie straciłem (śmiech).

- Podobają się panu mistrzostwa Europy?
- Poziom jest wysoki. Rozczarowała nasza reprezentacja, Holandia, która wróciła do domu bez punktu i Rosja, bo nie wyszła z grupy. Sam trzymam kciuki za Hiszpanów.

- Co pan powie o bramkarzach?
- Fajnie, że pokazał się Przemek Tytoń. Euro może mu utorować drogę do klubu z najwyższej półki. Drugą młodość przeżywa Gianluigi Buffon, ale i tak numerem 1 jest Iker Casillas.

- Kibicował pan również Ukraińcom, naszym rywalom w walce o brazylijski mundial.
- Jednego jestem pewien: z naszej grupy by wyszli. Różnicę widać było w meczach o wszystko. Ukraińcy w starciu z Anglikami dali z siebie maksa, czego o Polakach w spotkaniu z Czechami powiedzieć nie można. Ukraina będzie trudnym przeciwnikiem. Andrij Szewczenko i Andrij Woronin rozstali się z reprezentacją, ale ma ich kto zastąpić. Żeby wspomnieć tylko o zdolnej młodzieży – Jewhenie Konopliance czy Jarosławie Rakickim.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.