Hebel i stalowe wióry

Fot. Wit Hadło

STAL RZESZÓW – GRYF WEJHEROWO. Sześć punktów w sześciu meczach.

Każda seria ma swój koniec. W sobotę piłkarze rzeszowskiej Stali przegrali przed własną publicznością pierwszy raz od grubo ponad roku. Brutalne obalenie na ziemię było im chyba jednak potrzebne.

– Założyłem się z chłopakami o piwo, że tego spotkania nie wygrają – śmiał się po meczu Łukasz Kowalski, trener Gryfu. Świetny nastrój szkoleniowca piłkarzy z Wejherowa dziwić jednak nie może, bo dla zespołu, który usilnie próbuje wygrzebać się ze strefy spadkowej, sukces przy Hetmańskiej jest jak wygranie losu na loterii. – Wszyscy moi zawodnicy schodzili z boiska bardzo zmęczeni, ale to jedyna droga, żeby w piłce nożnej zdobywać punkty. Nie wyobrażam sobie, żeby chłopaki wracali do szatni w śnieżnobiałych, czystych koszulkach – dodawał zadowolony. Najwięcej błota miał na sobie zwłaszcza bramkarz ekipy z Pomorza – uwaga – 39-letni Wiesław Ferra. Wspomniane piwo jemu powinno smakować najlepiej, bo wielokrotnie ratował swoim kolegom skórę. – Nie ujmuję nic Stali, ale po to jest bramkarz, żeby bronił – spuentował jednak krótko szkoleniowiec Gryfu.

W rzeszowskim obozie tymczasem dawno nie było tak cicho. Zaraz po ostatnim gwizdku piłkarze czmychnęli do szatni, gdzie ze zwieszonymi głowami wysłuchali trenera Janusza Niedźwiedzia. – Nie ukrywam, że nie spodziewałem się, iż taka piękna seria meczów ligowych bez porażki u siebie, po ponad 14 miesiącach, może się dziś zakończyć. Futbol pokazał, że bywa brutalny – tłumaczył już na konferencji prasowej 37-letni szkoleniowiec. – Chcę, żebyśmy w następnych meczach cały czas robili to samo, co do tej pory. Nie zawsze jest tak, że się wygrywa, ale nadal będziemy kroczyć tą drogą, która jest trudna i niepopularna – dodawał.

Biało-niebiescy w sześciu ostatnich spotkaniach zdobyli zaledwie sześć punktów i o tym, że świetnie zaczęli sezon, długo zajmując nawet pozycję lidera, wszyscy już zdążyli zapomnieć. W sobotę rzeszowianie świetnie zaczęli spotkanie, gdy Piotr Głowacki ładnie przyjął piłkę, pomknął lewą stroną i strzałem w dalszy róg pokonał bramkarza z Wejherowa. Jeszcze przed przerwą dwukrotnie dali się jednak zaskoczyć. Najpierw po dośrodkowaniu w pole karne piłka spadła pod nogi Szymona Nowickiego, a później, niemal równo z końcem pierwszej odsłony kapitalnym trafieniem popisał się Maksymilian Hebel. Pomocnikowi gości wyszedł strzał życia, jednak nie byłoby go, gdyby nie bezmyślna strata w środku pola Damiana Kostkowskiego. Stal zresztą po raz kolejny zapłaciła za nieodpowiedzialne wyprowadzenie piłki.

STAL 1
GRYF 2
(1-2)
1-0 Głowacki (7.)
1-1 Nowicki (21.)
1-2 Hebel (45.)

tc

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o