Hetmańska odczarowana! ZDJĘCIA

Rzeszowscy żużlowcy tym razem nie zawiedli i mimo absencji Nicki Pedersena pokonali wrocławską Spartę. Fot. Wit Hadło

ŻUŻEL. ENEA EKSTRALIGA. W przeddzień rocznicy śmierci Lee Richardsona, PGE Marma Rzeszów sięgnęła po pierwsze zwycięstwo na własnym torze.

Kibice PGE Marmy doczekali się wreszcie zwycięstwa rzeszowskich żużlowców na torze Stadionu Miejskiego w stolicy Podkarpacia. Ostatnie dwie porażki przed własną publicznością oraz pochmurna pogoda sprawiły jednak, że pierwszy domowy triumf „Żurawi” oglądała zaledwie garstka, jak na warunki Enea Ekstraligi, kibiców.

ZOBACZ ZDJĘCIA

Ponowna absencja Nicki Pedersena wymusiła na trenerze Dariuszu Śledziu zmianę w ustawieniu par. Rzeszowski szkoleniowiec rozdzielił duet Rafał Okoniewski – Jurica Pavlic i dokooptował do nich odpowiednio: Dennisa Anderssona i Dawida Lamparta. To właśnie nieobecność w szeregach PGE Marmy Duńczyka wprowadzała sporo niepewności w kwestii końcowego wyniku. Z drugiej jednak strony, z kim wygrać, jak nie ze Spartą? Ta jednak mocno postawiła się osłabionym rzeszowianom.

Przyczepniej i od razu lepiej
W przeciwieństwie do dwóch poprzednich spotkań, tym razem tor przy ul. Hetmańskiej był nieco bardziej przyczepny, co od razu przełożyło się na lepszą jazdę rzeszowian. Gospodarze rozpoczęli od dwóch zwycięstw 4-2. W biegu juniorów refleksem błysnął nieoczekiwanie Łukasz Kret, który wyszedł z pierwszego wirażu tuż za plecami Łukasza Sówki, ale na dystansie niestety dał się wyprzedzić Patrykowi Dolnemu.

Gonitwę nr 3 kibice oglądali na stojąco. Wszystko to związane z tragiczną śmiercią żużlowca PGE Marmy Rzeszów, Lee Richardsona, której rocznica przypada właśnie w poniedziałek (Anglik zginął 13 maja 2012 roku w następstwie upadku podczas meczu Betard Sparta Wrocław – PGE Marma Rzeszów – przyp. red.). W biegu tym emocjonująco było już na starcie, kiedy to na łokcie walczyli Peter Ljung i Dawid Lampart. Rzeszowianin nie odpuszczał i zakładając się na wejściu w drugi wiraż na Szweda, zapoznał się z nawierzchnią toru. W powtórce na dystansie Jurica Pavlic objechał Tomasza Jędrzejaka, dzięki czemu gospodarze uniknęli podwójnej porażki (8-10). Chorwat w niedzielę często przysypiał pod taśmą i o swoje (punkty) musiał walczyć na dystansie.

- Tor tym razem jest OK. Nie jest za sucho. Nie mogę zabrać się ze startu i muszę to poprawić, bowiem czuję olbrzymią presję związana z walką na dystansie – mówił „Jura”.

Seria remisów
Miejscowi poszli za ciosem i w kolejnym wyścigu po błyskawicznym starcie para Walasek – Sówka dowiozła pewne zwycięstwo do mety i było już 15-9. „Greg” w niedzielę był niekwestionowanym liderem „Żurawi”, pewnie wygrywając swój następny bieg. Kolejny raz niewiele dobrego dało się powiedzieć o postawie Dawida Lamparta. Rzeszowski wychowanek po ambitnej jeździe w pierwszym wyścigu, zakończonej wykluczeniem, w kolejnym zawalił start i przyjechał do mety ostatni, przegrywając m.in. ze Zbigniewem Sucheckim. Przegraną z Patrykiem Malitowskim lepiej przemilczeć…

Zdecydowanie lepsze wrażenie sprawiał Dennis Andersson, który przywoził do mety cenne „oczka”. Wraz z bonusami zdobył ich aż 10, co z pewnością jest zaskoczeniem in plus. W połowie zawodów gospodarze nadal nie mogli być pewnymi zwycięstwa (26-22). Co gorsza, z biegu na bieg wyglądało na to, że to wrocławianie coraz bardziej dopasowują się do rzeszowskiego owalu. Konsekwencją tego był seria remisów między 6., a 10. biegiem.

Drugi raz 5-1
Tę przerwali dopiero Grzegorz Walasek i Dennis Andersson, którzy nie mieli problemów z pokonaniem słabo spisujących się w niedzielę Tomasza Jędrzejaka i Zbigniewa Sucheckiego. W tym momencie ekipa Dariusza Śledzia mogła złapać lekki oddech (37-29). 8-punktowa przewaga gospodarzy utrzymywała się do biegów nominowanych (43-35). W nich, a konkretnie w przedostatnim wyścigu Piotr Baron po raz pierwszy tego wieczór skorzystał z rezerwy taktycznej i to od razu podwójnej, dzięki czemu dwa ostatnie wyścigi mógł „obskoczyć” tymi samymi zawodnikami (Woffinden – Ljung).

14. wyścig wygrał Anglik, a że za jego plecami przyjechała para rzeszowian (Okoniewski – Andersson), było to równoznaczne z końcowym zwycięstwem PGE Marmy. Na deser „Taiski” ponownie wygrywał, pozbawiając tym samy Grzegorza Walaska płatnego kompletu punktów.

PGE MARMA RZESZÓW – BETARD SPARTA WROCŁAW 48-42

PGE MARMA

9. R. Okoniewski 11+1 (3,2,1*,3,2)

10. D. Andersson 7+3 (1,1*,2,2*,1*)

11. J. Pavlic 9 (2,2,3,2,0)

12. D. Lampart 0 (w,0,0,-)

13. G. Walasek 13+1 (2*,3,3,3,2)

14. Ł. Kret 2 (1,0,1)

15. Ł. Sówka 6 (3,3,0,0)

BETARD SPARTA

1. T. Woffinden 15+1 (2,3,1*,3,3,3)

2. Z. Suchecki 3 (0,1,2,0)

3. T. Jędrzejak 3+1 (1,1*,0,1,-)

4. P. Ljung 11 (3,2,3,2,0,1)

5. T. Batchelor 7+1 (1,3,2,1*,-)

6. P. Dolny 2 (2,0,w)

7. P. Malitowski 1+1 (0,0,1*)

NC: 66,38 s – Rafał Okoniewski (1. bieg). Sędziował Artur Kuśmierz (Częstochowa). Widzów 3 tys.

Marcin Jeżowski

 

do “Hetmańska odczarowana! ZDJĘCIA”

  1. Boletz

    Jak widzę co robi Lampart to zaczynam mocno tęsknić za Kuciapą.
    Upadek i dwa zera na własnym torze, z jedną ze słabszych drużyn w lidze, to jest gorzej niż żenada. Martw się żeby cię w przyszłym sezonie w Krośnie chcieli.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.