Historia zatacza koło

Damian Domagała

SIATKÓWKA. PLUSLIGA. DAMIAN DOMAGAŁA, nowy atakujący Asseco Resovii.

– Co skłoniło pana do podpisania dwuletniego kontraktu z Asseco Resovią?

– To, że jest to wielki klub z bardzo dużymi tradycjami, z profesjonalnym podejściem i wielkimi ambicjami. Dodatkowo w Rzeszowie jest bardzo dobry trener, sztab szkoleniowy i skład, z którym trenując wspólnie będę mógł bardzo dużo skorzystać. Już same treningi w tak mocnej ekipie będą owocne.

– Pana tato Krzysztof grał w latach 1991-1995 w Resovii…

– Tak, w okresie studiów grał w Resovii, także historia zatacza koło i kolejny z rodu Domagałów będzie reprezentował barwy klubu z Rzeszowa. W tym przypadku podążam jego drogą.

– Jakoś doradzał panu gdy pojawiła się oferta z Asseco Resovii?

– Nie, raczej dał wolną rękę. Zresztą on nigdy nie próbuje mi nigdy niczego sugerować i nie narzuca mi nic. Oczywiście dyskutujemy przed podpisaniem kontraktu jak to będzie wyglądać i czy ma to „ręce i nogi”. To był mój wybór i bardzo się z tego cieszę.

– Od dłuższego czasu pana nazwisko pojawiało się w kontekście przyjścia do Rzeszowa. Kiedy pojawiła się oferta z Asseco Resovii?

– Dokładnie nie pamiętam, ale od kilku tygodni rozmawialiśmy z klubem z Rzeszowa i doszliśmy do porozumienia, a kontrakt został podpisany na dwa lata.

– W sobotę Asseco Resovia oficjalnie ogłosiła zakontraktowanie pana, ale zanim do tego doszło pojawiały się różne spekulacje, że w Rzeszowie może grać Francuz Stéphen Boyer czy Dawid Konarski. Nie miał pan obaw, że w ostatniej chwili może dojść do zmiany?

– Nie, rozmawiałem z moim menadżerem, który był w stałym kontakcie z klubem i w tej kwestii byłem spokojny. Z Asseco Resovią łączonych było wiele innych nazwisk, ale większość to były plotki. Tak więc nie martwiłem się.

– Na ataku w Asseco Resovii jest Karol Butryn, który miał świetny miniony sezon. Zdaje pan sobie sprawę, że czeka pana ciężka rywalizacja o miejsce w szóstce?

– Karol to bardzo dobry zawodnik, który już niejednokrotnie pokazał, że potrafi być liderem w zespole – czy wcześniej w Katowicach czy w minionym sezonie w Radomiu. No cóż, pozostaje mi uczyć się od niego, korzystać jak najwięcej na treningach i rywalizować z nim. Nie ma rzeczy niemożliwych, wierzę w siebie i zobaczymy co czas pokaże.

– Jest pan cały czas młodym zawodnikiem, ale to jest kolejny klub, w którym musi pan mocno walczyć o miejsce w podstawowym składzie. Tak było w ub. sezonie w Cuprum Lubin czy wcześniej w Tonno Callipo Vibo Valentia. Nie ma trochę obaw, że tej gry nie będzie zbyt wiele?

– W Lubinie niekoniecznie powiedziałbym, że byłem ściągany w roli drugiego atakującego. Po prostu nieszczęśliwa kontuzja ręki wykluczyła mnie z większości sezonu. Nic nie ujmując Kubie Ziobrowskiemu, ale w rozmowach przed sezonem trener jak i klub przedstawili swoją wizję, że stawiają na dwóch młodych atakujących, którzy mają ze sobą rywalizować. Niestety, poprzez kontuzję z tej rywalizacji wypadłem. W tym roku na pewno będzie zdecydowanie ciężej, ale uważam, że nadal jestem młodym zawodnikiem, który doświadczenie będzie zbierał także w tracie treningów, zwłaszcza pod okiem świetnego trenera jakim jest Alberto Giuliani. Trenując też z bardzo dobrymi zawodnikami jacy będą wokół mnie uważam, że mogę bardzo dużo skorzystać, nawet będąc drugim atakującym.

– Ma pan duże oczekiwania co do sezonu 2020/2021?

– Przede wszystkim chcę dać z siebie maksimum i przepracować ten czas jak najciężej. Postaram się zrobić wszystko, żeby Asseco Resovia wróciła na stare tory i znów stała się potęgą. Myślę, że każdy z zawodników ma taki plan, żeby dać z siebie wszystko po tym poprzednim nieudanym sezonie i sprawić przyjemność kibicom oraz całemu klubowi.

– Wspomnienia w Rzeszowa ma pan z ub. sezonu chyba miłe?

– No tak, wygraliśmy 3-0, ale nie miałem w tym meczu za dużo okazji żeby pograć. To był czas kiedy ledwo wróciłem po kontuzji. Tak więc to miejsce w szóstce nie należało do mnie. Na pewno jednak zachowałem miłe wspomnienia, bo był to bardzo dobry mecz w naszym wykonaniu.

– Trener Alberto Giuliani kontraktował się już z panem? Wiadomo kiedy ruszą przygotowania do sezonu, którego inauguracja planowana jest początkiem września?

– Jeszcze z trenerem nie miałem kontaktu. Wstępny plan jest taki, że przygotowania ruszą w połowie lipca. Myślę, że początkiem lipca, gdy będę znał już konkrety, zacznę się przeprowadzać do Rzeszowa.

– Rzadko się zdarza, żeby zawodnik z Polski wyjechał do włoskiej Serie A1 w tak młodym wieku jak pan. Mając 19 lat podpisał pan kontrakt z Tonno Callipo Vibo Valentia…

– Prawdę mówiąc gdy dostałem ofertę z Włoch byłem zszokowany. To akurat miało miejsce po mistrzostwach świata juniorów w Czechach w 2017 roku. Wtedy zainteresowanie moją osobą wzrosło na rynku włoskim. Miałem kilka propozycji i ostatecznie zdecydowałem się na zespół z Vibo Valentia. Nie żałuję tego ani przez moment, bo spędziłem tam bardzo dobre dwa lata. W pierwszym sezonie rywalizacja z amerykańskim atakującym Benjaminem Patchem była na dobrym poziomie, ponieważ miałem bardzo dużo okazji, żeby pokazać się na boisku. Bardzo dużo doświadczenia przywiozłem w Włoch. Generalnie przeskok z młodzieżowej siatkówki do tej seniorskiej nie jest łatwy. Cieszę się, że w tak dobrym miejscu i mocnej lidze mogłem postawić swoje pierwsze, seniorskie kroki.

– W pierwszym sezonie w Serie A1 rozegrał pan dużo meczów, w drugim już znacznie mniej. Z czego to wynikało?

– Nastąpiła zmiana atakującego. Klub za Benjamina Patcha zakontraktował Marokańczyka Mohammeda Al Hachdadiego, który okazał się hitem transferowym. Trafił on z francuskiej ligi, gdzie nie był aż takim objawieniem jak w Vibo Valentia. Miał bardzo dobry sezon, co tylko potwierdza, gdzie później trafił bo do brazylijskiego Funvic Taubaté, a teraz ma być zawodnikiem Jastrzębskiego Węgla. Jest to naprawdę bardzo dobry zawodnik, o czym się teraz przekonają kibice w Polsce.

– Prze te dwa lata nauczył się pan pewnie włoskiego i bariera językowa z trenerem Alberto Giulianim nie powinna stanowić żadnego problemu?

– Myślę, że nie. Włoski opanowałem w stanie komunikatywnym i jestem w stanie swobodnie się nim porozumiewać. Myślę, że mogę nawet w tej kwestii być pomocą dla trenera, gdy będzie taka potrzeba. W Kalabrii gdzie grałem z tym językiem włoskim nie jest taka łatwa sprawa, bo sporo ludzi mówi w miejscowym dialekcie. Nawet Włosi, którzy przyjeżdżają z północy, mają problem, żeby zrozumieć miejscowych. Jest to kompletnie inny język i stanowi jakiś tam problem dla mieszkańców Włoch.

– Pana pierwszym trenerem w Vibo Valentii był Marcelo Fronckowiak, który później ściągnął pana do Lubina…

– Mieliśmy bardzo fajny czas we Włoszech i już w drugim sezonie mojej gry w Vibo Valentii trener dzwonił do mnie kilka razy z zapytaniem czy chciałbym wrócić do Polski. Tam ruchy transferowe zaczynały się bardzo wcześnie. Jego osoba jako trenera bardzo mi odpowiadała i pomysł rywalizacji z Kubą Ziobrowskim w Lubinie też bardzo mi się podobała. Nie czekałem długo na podjęcie decyzji i zdecydowałem się wówczas na powrót do Polski.

– Po tym minionym sezonie, który spędził pan w barwach Cuprum, były jakieś inne oferty niż z Rzeszowa?

– To było stosunkowo wczesne wstępne rozmowy i już później takiej konkretnej propozycji nie miałem. Były jakieś rozmowy z innymi klubami, ale może tego nie będę zdradzać.

– W juniorskiej reprezentacji wygrał pan wszystko co było do wygrania. Wielu kolegów z tej złotej drużyny odgrywa już znaczące role w klubach PlusLigi, a kiedy Damian Domagała wskoczy na ten szczebel wyżej?

– Nie mogę powiedzieć, że byłem filarem tej reprezentacji. Razem z Kubą Ziobrowskim często zmienialiśmy się na boisku. Inne pozycje były tak naprawdę niezagrożone, np. wśród przyjmujących gdzie byli Tomek Fornal, Bartek Kwolek, czy Kuba Kochanowski na środku. Oni cały czas stanowili o sile tej ekipy i ogrywali się dużo częściej niż pozostali. Zebrali dużo więcej doświadczenia niż pozostali z tej reprezentacji. To też zaowocowało tym, że od razu po juniorskiej siatkówce dostali bardzo dużo szansy gry w klubach. Myślę, że sprawdzili się w tych rolach dobrze.

– Damian Domagała oprócz regularnej gry w klubie ma chyba też marzenia o reprezentacji Polski?

– Jak każdy mam oczywiście ambicje, żeby w seniorskiej kadrze być, grać i zdobywać medale. Marzeniem każdego sportowca jest medal olimpijski, także wszystko jeszcze przede mną.

Rozmawiał Rafał Myśliwiec

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Zbyszek
Zbyszek
4 miesięcy temu

Pamiętacie Wojtka Domagałę ze Zrywu Sanok, późniejszego gracza Płomienia Milowice i chyba AZS Warszawska