IKZE – żer dla akwizytorów

Kilkadziesiąt, a nawet kilkaset złotych odpisanych od podatku na pewno kusi, ale warto wiedzieć co nas czeka po zakończeniu oszczędzania na IKZE. Fot. Wit Hadło

KRAJ. PODKARPACIE. Nowa opcja oszczędzania na emeryturę na pierwszy rzut oka wydaje się atrakcyjniejsza niż dotychczasowe. Czy warto z niej skorzystać?  

Reforma OFE w 2011 roku bardzo szybko zmusiła rząd do stworzenia nowej możliwości oszczędzania na starość. Od początku nowego roku przyszli emeryci mogą dobrowolnie oszczędzać na Indywidualnych Kontach Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE). Nowy mechanizm kusi przede wszystkim licznymi zachętami podatkowymi, co skrzętnie wykorzystują akwizytorzy, ale czy rzeczywiście się to opłaca?

Parę groszy co rok    

Głównym argumentem, który ma przekonać przeciętnego Kowalskiego do odłożenia pieniędzy na IKZE, ma być ulga umożliwiająca odliczenie wpłat od podatku. Do IKZE można odłożyć co prawda tylko 4 proc. swojego wynagrodzenia brutto, ale później 18 proc. od tej kwoty odliczane jest od podatku PIT. Jeśli zatem nasze zarobki wynoszą 2 tys. zł brutto (24 tys. zł rocznie), to do IKZE możemy wpłacić w ciągu roku 960 zł, z czego 172 zł wraca do portfela, a reszta pieniędzy pracuje na naszą dodatkową emeryturę. Odliczenia można dokonać dopiero po zakończeniu roku podatkowego, czyli dla oszczędności z 2012 roku w zeznaniu składanym do końca kwietnia 2013 roku. Same wpłaty na konto IKZE muszą być natomiast dokonywane co miesiąc w ciągu całego roku.

Po latach fiskus i tak zabierze

Wypłata środków zgromadzonych w ramach IKZE następuje po osiągnięciu 60. roku w przypadku kobiet, a w przypadku mężczyzn po ukończeniu 65 lat. I dopiero na tym etapie okazuje się, że nowa forma oszczędzania na emeryturę nie jest tak wspaniała jak wydawała się na początku. Opodatkowaniu PIT podlegają bowiem zarówno wypłaty z IKZE po zakończeniu okresu oszczędzania, jak również ewentualna wypłata pieniędzy oszczędzającego na IKZE na rzecz osoby uprawnionej w wypadku śmierci oszczędzającego. I jest to główna różnica między IKZE, a istniejącym od 2004 roku IKE (Indywidualne Konto Emerytalne), w którym jednak nie można odpisywać wpłat od podatku. Oszczędności z IKZE można też wypłacić jednorazowo, ale istnieje przy tym poważne ryzyko, że znajdziemy się powyżej drugiego progu podatkowego i zapłacimy 32 proc. podatek, czyli de facto oddamy fiskusowi więcej niż zaoszczędziliśmy przez długie lata na podatku.

Niepewny zysk

Trzeba też przyznać, że ani IKZE, ani IKE nie gwarantują zysków, które obiecują instytucje oferujące te produkty. Wystarczy popatrzeć na II filar, czyli obowiązkowe dla ludzi urodzonych po 1968 roku Otwarte Fundusze Emerytalne, które w zeszłym roku straciły średnio 5 proc. Możliwość odpisania części wpłat od podatku może wydawać się atrakcyjna, co skrzętnie wykorzystują od początku stycznia akwizytorzy, ale w ostatecznym rachunku podatkowy zysk z oszczędzania na IKZE będzie zerowy, no chyba, że ktoś wierzy w obniżkę podatków.

Arkadiusz Rogowski

do “IKZE – żer dla akwizytorów”

  1. MIETEK

    MYŚLĘ,ŻE IKZE TO KOLEJNY ZŁODZIEJSKI POMYSŁ JAK NIE RUSZAĆ SK…ZUSu I KRUSU I OGRABIAĆ NAIWNYCH POLAKÓW Z KASY!!WZÓR ZACHODNICH DEMOKRACJI POKAZUJE,ZE TYLKO GROMADZENIE PIENIĘDZY W POLISACH UBEZPIECZENIOWYCH I INWESTYCYJNYCH, DAJE FIZYCZNĄ KASĘ NA STAROŚĆ, A RESZTA TO ZWYKŁA ŚCIEMA!!ALE POLACY LUBIĄ DAWAĆ ŁADOWAĆ SIĘ W CIULA!!MY SZCZYCIMY SIĘ TYM,ŻE LUBIMY ŻYĆ MIRAŻAMI I TĘPOTĄ!!

  2. ROMAN

    nowy pic- szukją nowych głupków – aby wyciągnąć od nich grosz – pamiętaj co w garści to twoje – ja bajki słyszę od ponad 60 lat i co i gówno z tych bajek – takie jest rezime

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.