Ile dzieci będzie musiało iść do prywatnego przedszkola?

Co roku rodzice muszą zmierzać się z tym samym problemem – z miejscami w przedszkolach. Wciąż tych miejsc mamy za mało i dziwię się, że taki Rzeszów, nazywany przez włodarza “miastem innowacji”, jest jednym z miast, które nie potrafią się z tym problemem uporać.

Dobrze. Od września ma ruszyć jedno nowe przedszkole, a w innym ma być więcej miejsc, ale czy to rozwiąże problem? Nie sądzę. Jednak poczekajmy na sygnały od niezadowolonych rodziców. W zeszłym roku apelowali do nas, że muszą płacić po 700 zł za prywatne przedszkole, bo nie dostali się do publicznej placówki, lub dostali, ale do oddziału przedszkolnego przy szkole, gdzie po pięciu godzinach należy dziecko wybrać. To jednak nie wchodzi w grę, jeśli oboje rodzice pracują na pełny etat, a nie mają dobrej babci do pomocy, która przyprowadzałaby i wybierała dziecko o konkretnej porze.

Do tego dochodzi też kiepski system naboru do przedszkoli. Niby elektroniczny, a i tak wymaga latania rodziców z papierami. Drugą sprawą jest fakt, że przy każdym przedszkolu w systemie powinna być zapisana liczba dostępnych miejsc albo powinno się wyłączyć z listy te placówki, które już mają wszystkie miejsca pozajmowane. Coś takiego jednak nie funkcjonuje, a dyrektorzy przedszkoli sami nawet do końca rekrutacji nie wiedzą, ile miejsc właściwie im zostaje.

Przyznam szczerze, że wątpię w ostatnie plany minister edukacji. Oprócz krytykowanej już chyba przez wszystkich ustawy o obniżeniu wieku szkolnego, przypomnijmy, że Krystyna Szumilas chce od przyszłego roku zapewnić miejsca w przedszkolach wszystkim trzylatkom. Idea dobra, gorzej będzie z wykonaniem, patrząc na to, jakie teraz są z tym problemy. Co więcej – pani Szumilas chce od 2014 roku zagwarantować też miejsca w przedszkolach dla wszystkich czteroletnich dzieci. To jeszcze nie koniec, bo docelowo rodzice mają płacić za każdą nadprogramową godzinę jedynie 1 złotego. To już brzmi zbyt pięknie, żeby mogło być prawdziwie. Ale cóż, minister Szumilas z uśmiechem na twarzy udaje, że wierzy (lub faktycznie tak jest) w powodzenie swoich planów. Jak dla mnie, to następny minister do odstrzału.

Blanka Szlachcińska