Ile kosztuje nas stanie w rzeszowskich korkach

Postanowiliśmy sprawdzić, ile czasu (i pieniędzy) pochłania dojazd głównymi arteriami do centrum Rzeszowa.

Inwestycje jakie są prowadzone w Rzeszowie, sprawiły, że stolica naszego regionu została sparaliżowana przez korki. Kierowcy i pasażerowie mogą tylko przeklinać, liczyć stracony czas, a przede wszystkim pieniądze. Ile dokładnie? Postanowiliśmy to sprawdzić dla naszych Czytelników. Przez kilka dni, w godzinach porannych sukcesywnie wyruszaliśmy z wybranych miejsc i dojeżdżaliśmy do punktu docelowego, którym była redakcja dziennika Super Nowości przy ul. Podwisłocze.

Do Rzeszowa wjeżdżaliśmy z kilku stron. Nasz wybór padł na: Łańcut, Boguchwałę, Głogów Małopolski, Tyczyn, Sokołów Młp. oraz osiedle Przybyszówka. Wszystkie trasy pokonujemy zgodnie z przepisami, tak aby oddać ich rzeczywisty przebieg.

Początek w Łańcucie
Czwartek. O 8 rano w Łańcucie wsiadamy do samochodu razem z 26-letnim Konradem. Zapinamy pasy i ruszamy. Już po kilkunastu minutach udaje się nam dostać do granic miasta. Przez ul. Lwowską przejeżdżamy bez większych utrudnień. – Najbardziej spowalniają światła. Korek robi się na obwodnicy – mówi Konrad.

Większą część drogi poruszamy się z prędkością 50-60 km/h.. Mija kilka chwil i jesteśmy na mecie, czyli pod redakcją Super Nowości. Patrzymy na zegarek, a tam 8:40. – To i tak nieźle. Najgorzej jest, gdy się jedzie na godzinę 7.00 do pracy. Wtedy stalibyśmy zdecydowanie dłużej – dodaje towarzysz naszej podróży.

Przejazd około 26 km zajął nam 40 min. A co z kosztem? – Jeżdżę na dieslu, więc na paliwo dużo nie wydaję. Auto spala mi jakieś 5,5l/100 km w trasie – wylicza pan Konrad. – Wychodzi blisko 400 zł miesięcznie. – Nie lepiej jeździć autobusem? – dopytujemy. – Bilet do Rzeszowa kosztuje 4 zł, ale w Rzeszowie potrzebuje następnego za 2,4 zł – wyjaśnia. Miesięcznie daje to niecałe 269 zł – wylicza. – Wolę jednak jazdę autem.

Z Boguchwały będzie szybciej?
Piątek. Czas na kolejną podróż. Dzisiaj korzystamy z uprzejmości studentki europeistyki, 22-letniej Sylwii. Naszą wycieczkę zaczynamy w Boguchwale, nieopodal kościoła pw. Wszystkich Świętych. Ruszamy o godzinie 7.50. Niestety korki zaczynają się już w tym miejscu. Z prędkością w porywach do 40 km/h toczymy się w kierunku Rzeszowa. Mamy do przejechania w sumie jakieś 13 km. W Rzeszowie wjeżdżamy na ul. Podkarpacką. Niestety z powodu remontów na drodze, poruszamy się w żółwim tempie. Z Podkarpackiej skręcamy w aleję Powstańców Warszawy. Tutaj wcale nie jest lepiej. Wielu kierowców z powodu prac w centrum miasta szuka alternatywnych dróg i korzysta właśnie z obwodnicy. Poruszamy się z prędkością w granicach 10-20 km/h.

- Do tej pory jeździłam autobusem, ale przez korki przestało mi się to opłacać. Wychodziło, że jechałam jakieś 15, a czasem nawet 20 min dłużej – mówi Sylwia. Pod redakcję Super Nowości docieramy o godzinie 8.29. Przejazd zajął nam prawie 40 min. – Miesięcznie wydaje na paliwo ok. 300 zł, bo moje auto spala ok. 8l/100 km – wyjaśnia. Studentka przyznaje, że wolałaby jeździć autobusem, bo wychodził ją taniej (studencka “sieciówka” kosztuje tylko 75 zł). – Niestety, ale jeżdżą one rzadko, a już o niedzielach nie wspomnę, bo wtedy nie mam żadnego autobusu do domu – mówi z rozżaleniem. – Dlatego musiałam przesiąść się do auta.

Długa droga z Przybyszówki
Czas na kolejną wyprawę. W poniedziałkowy poranek rozpoczynamy podróż z osiedla Przybyszówka. Do naszej redakcji jedziemy razem ze studentką prawa, Aleksandrą. Start o godzinie 8. Przejeżdżamy przez ulice Krakowską, Cieplińskiego, Lista-Kuli, dalej przez most Zamkowy, aż do celu naszej podróży. – Odkąd budują tę galerię w miejscu hotelu Rzeszów, to muszę wyjeżdżać dużo wcześniej, jeśli nie chce się spóźnić godzinę – mówi Aleksandra nie ukrywając niezadowolenia.

Nasza podróż zostaje spowolniona już przed wiaduktem Śląskim, gdzie tworzy się potężny sznur samochodów. Przez 15 min toczymy się (bo jazdą nazwać tego nie można). Kolejny postój zaczyna się przy skrzyżowaniu alei Piłsudskiego z Cieplińskiego na “prawoskręcie”. Po kilku minutach udaje się nam w końcu dotrzeć na w miarę przejezdną aleję Cieplińskiego. Następny postój zapewniają nam światła przy skrzyżowaniu ulic Lisa-Kuli z Dąbrowskiego (dla jadących w stronę mostu Zamkowego). Po 40 minutach udaje się nam dostać do redakcji Super Nowości. W tym czasie przejechaliśmy raptem 9 km. – Moje auto nie pali dużo, ale z powodu korków pewnie będzie to 7-8l/100 km – mówi Aleksandra. – Jednak wolę wydać więcej na paliwo, niż jeździć autobusami, bo połączenia są naprawdę kiepskie. Miesięczny koszt paliwa to ok. 250 zł. Za bilet miesięczny studentka zapłaciłaby tylko 75 zł.

Start w Głogowie
Nadszedł wtorek, a wraz z nim nasza czwarta podróż testowa. Tym razem z Głogowa Małopolskiego. O 7.40 wyruszamy z osiedla Niwa. Do pokonania mamy 17 km. Już na drodze wylotowej z centrum Głogowa zaczynają się małe utrudnienia. I tak aż do samego Rzeszowa. – Było dużo gorzej, ale kończy się budowa odcinka autostrady A4 – mówi Justyna, której towarzyszymy podczas jazdy z Głogowa. Poruszamy się ze średnią prędkością 50 km/h. Jedziemy stosunkowo powoli, ale większych kłopotów z dojazdem nie mamy. Problem zaczyna się przy wiadukcie tarnobrzeskim, na którym są zamknięte dwa pasy ruchu. Przez to, jak zapewnia nas nasz kierowca, czas dojazdu się znacznie wydłużył. – Normalnie dojeżdżałem w 30 min, teraz nawet 45 min to mało– zapewnia.

Cała przejażdżka zajmuje nam trzy kwadranse. A co ze spalaniem? – Auto spala mi ok. 11l/100 km, na szczęście gazu – śmieje się. – Czyli ok. 350 zł. Bilet sieciowy na trasie Głogów-Rzeszów kosztuje 124 zł (bez zniżek), ale żeby jeździć autobusem po Rzeszowie, trzeba się wyposażyć w kolejny bilet (cena 71 zł za bilet na określoną trasę). Razem daje to 195 zł.

Z Tyczyna przez bus-pasy
Następnego dnia jedziemy z granicy Rzeszowa i Tyczyna. Wyjeżdżamy z panią Katarzyną o godzinie 8.00. Jedziemy przez aleje Sikorskiego i Rejtana oraz ulicę Kopisto aż do redakcji. 7-kilometrową trasę pokonujemy w 17 min. – Gdybyśmy wyjechali wcześniej, to byśmy utknęli w korku – gasi nasz entuzjazm nasz kierowca. Cała drogę jedziemy płynnie, choć nie da się ukryć, że bus-pasy spowalniają ruch. – Zawsze można było trochę nadgonić trasę na Sikorskiego, ale odkąd je wprowadzili, to zamiast dwóch pasów, kierowcy mają jeden – dodaje. Na paliwo nasz kierowca wydaje niecałe 200 zł miesięcznie. Bilet autobusowy kosztuje 98 zł.

Jedziemy z Sokołowa Młp.
W środę sprawdzamy ostatnią trasę. Jedziemy z Sokołowa Młp. pod redakcję Super Nowości. Wyjazd o godzinie 8.10 Wybieramy drogą krajową nr 19 dalej przez ulice: Lubelską, Marszałkowską i przez centrum miasta, aż do ul. Podwisłocze. W sumie 26 km drogi. Czas przejazdu: 45 min. – Wszystko przez remonty w centrum. Kiedyś dojechalibyśmy znacznie szybciej – twierdzi nasza kolejna towarzyszka podróży – pani Dorota Z jej obliczeń wychodzi, że miesięcznie na dojazd do pracy musi wydać trochę ponad 400 zł (spalanie auta 7l/100 km). Bilet na PKS kosztowałby 180 zł, w Rzeszowie musiałaby kupić bilet np. za 78 zł (bilet na określoną trasę). Razem 258 zł.

Nie opłaca się?    
Z naszych obliczeń wynika, że najlepiej jest korzystać z komunikacji publicznej, gdy posiada się status studenta (upoważnia do dużych zniżek). W innym przypadku ceny biletów są tak wysokie, że dzieli je niekiedy tylko kilkadziesiąt złotych od kosztów paliwa. A jak powszechnie wiadomo, jazda autem jest znacznie wygodniejsza.
Zgodnie z zapowiedziami władz miasta, ceny biletów mają zostać po raz kolejny podniesione (np. z 2,4 do 2,8 zł). A to już na pewno nie wpłynie na to, żeby ludzie zaczęli się przesiadać z aut do autobusów, o co tak walczy miasto.

Ewelina Nawrot

do “Ile kosztuje nas stanie w rzeszowskich korkach”

  1. johny123

    wracaj na wioske swoich starych..

  2. Środmiescie

    Gzie te czasy jak rolnik przyjezdzał do Miasta PKSEM. Teraz korki tylko robią niszcza trawniki i jeszcze skarża sie na Miasto, to poco przyjezdzaja marchewka juz nie rośnie ?

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.