Intuicja mi podpowiadała

Aleksandra Rasińska

SIATKÓWKA. TAURON LIGA. ALEKSANDRA RASIŃSKA, nowa atakująca Developresu SkyRes Rzeszów.

– Po tak znakomitym sezonie w pani wykonaniu pewnie ofert nie brakowało. Zdecydowała się pani na Developres. Dlaczego?

– Pierwszy raz mi się zdarzyło, że miałam taki wachlarz wyboru klubów jakie sobie wymarzyła. Kiedy usłyszałam, że jest propozycja z Developresu od razu taka wewnętrzna intuicja podpowiadała mi, że to jest to i tam właśnie chcę być. Od razu zobaczyłam się w tych barwach i czułam, że odnajdę się w tym miejscu. Oczywiście rozważałam inne propozycje, ale ten wewnętrzny głos podpowiadał i wiedziałam, że tak czy siak wybiorę Rzeszów. Nie wiem czemu, po prostu tak poczułam.

– Czy konsultowała pani ten wybór z koleżankami, które grały w Developresie, choćby z dobrze znaną Natalią Gajewską, która raczej chyba niezbyt miło wspomina pobyt w Rzeszowie, z racji tego, że mało grała…

– Właściwie nie. Decyzję podjęłam bez sugerowania się opinią innych, bo wiedziałam, jak tam sytuacja wyglądała i każdy ocenia to subiektywnie. Czasami nie da się przypasować wszystkim. Dla mnie we Wrocławiu było wspaniale, a ktoś inny może powiedzieć, że mu się nie podobało, dlatego też nie do końca biorę do siebie takie opinie.

– Ten miniony sezon była dla pani pod względem indywidualnym bardzo dobry. Była pani najlepszą punktującą ligi – liderką wśród atakujących i  najlepsza w klasyfikacji zagrywających. Jest pani zaskoczona, że tak to wszystko świetnie wyglądało?

– Przechodząc do Wrocławia nie spodziewałam się, że moja droga potoczy się tak fajnie. Ponieważ gdzieś w tym Legionowie zgasłam. Ta moja młodzieżowa gra była fajna, ale jak się zaczęła seniorska, to nie dostawałam zbyt dużo szans, żeby się gdzieś tam pokazać. Wrocław zaskoczył mnie tym, że mogłam grać regularnie. Przez te dwa sezony praktycznie nie zeszłam z boiska. W tym ostatnim sezonie dobrze to wyszło jeśli chodzi o punkty, ale nie ma co ukrywać dostawałam dużo piłek. Żeby zdobywać punkty to też trzeba mieć możliwość ataku, a ja ich dostawałam bardzo dużo, za co mega dziękuję. Nie spodziewała się, że to będzie jednak aż taki skok i czołowe kluby będą o mnie zabiegać, ale bardzo się z tego powodu cieszę.

– Czyli można powiedzieć, że te dwa lata spędzone we Wrocławiu były dla pani taka trampoliną do tej wielkie siatkówki?

– Zdecydowanie. Po staniu przez trzy lata w kwadracie dla rezerwowych na pewno nie byłabym mile widziana w takich klubach topowych. We Wrocławiu, gdzie mogłam w pełni pokazać swoje możliwości, grając praktycznie w każdym meczu, każdy mógł zobaczyć co potrafię.

– Jakie ma pani wspomnienia z meczów na Podpromiu?

– Z meczów w Rzeszowie to akurat słabe, bo dziewczyny nas dosyć szybko „spakowały”. Nie były te spotkania dobrymi w naszym wykonaniu i kończyły się porażkami w trzech setach. Pamiętam takie sytuacje, gdzie będąc na boisku patrzyłam na Developres i to nie było tak, że denerwowałam się, że nam nie idzie, tylko jak widziałam jak rywalki grają doskonale czułam taką radość pozytywną, że można tak grać i tak do tego dążę. Bardzo się cieszę, że będę teraz mogła stać po drugiej stronie siatki z tymi najlepszymi.

– Ma pani jakieś znajome w Developresie?

– Jest Magda Grabka, z która się znam bardzo długo, przyjaźnię się też z jej szwagierką Alicją. Przyjaźnię się też z naszą nową rozgrywającą, z którą byłyśmy razem przez rok w SMS-ie w Sosnowcu. Resztę dziewczyn będę poznawać już na miejscu.

– Poprzeczka w Developresie na pewno pójdzie w górę, bo klub liczy na mistrzowski tytuł, a przed panią też rywalizacja o miejsce w składzie z Kanadyjką Kierą van Ryk…

– Porównując do Wrocławia będzie to „nowość”, bo wcześniej tak nie było. W pierwszym roku w Legionovii była Malwina Smarzek, potem Monika Bociek czy Gosia Jasek. To były zawodniczki, które goniłam i nie byłam od nich lepsza. Żeby się pokazać, to musiałam ciągle próbować itd. Teraz będzie to na pewno na wyższym poziomie, ale taka rywalizacja to nie jest coś, co nas rozleniwia tylko wręcz odwrotnie, pobudza, żeby jeszcze więcej pracować.

– Jakie ma pani oczekiwania co do gry w Developresie?

– Podpisując kontrakt wzięłam kota w worku, bo nie wiedziałam z kim będę rywalizować, bo to nie było pewne. Podkreślałam, że zależy mi na tym, żeby nie siedzieć na ławce rezerwowych cały sezon. Nie mówię o stałej grze w pierwszej szóstce, bo na to trzeba sobie zasłużyć oczywiście. Nie chciałam jednak przestać wśród rezerwowych większą cześć sezonu bo to by mnie zniszczyło. Szczerze to nie znam tej naszej atakującej, nie mam zbyt wiele informacji na jej temat. Na pewno jest doświadczona, bo ma za sobą grę w kadrze. Myślę, że będzie fajnie i będzie wyrównana rywalizacja. Wydaje mi się, że ani ja jestem od niej lepsza, a ni ona ode mnie i będzie możliwość żebyśmy szły łeb w łeb i trener zadecyduje kto będzie wychodził na boisku. Wydaje mi się, że idealnie się złożyło, bo nie będę posadzona na ławce rezerwowych, ale też nie będę rzucona na głęboka wodę, jeśli chodzi o grę. Bardzo się cieszę, że będę mieć na podobnym poziomie koleżankę na ataku.

– Zaczynała pani karierę jako przyjmująca, wygrywając w młodzieżowej siatkówce wszystko co było do wygrania. Później było przestawienie na atak, ale chyba nie żałuje pani tej zmiany?

– Na początku było mi bardzo ciężko się przestawić, ponieważ ja wbrew temu wszystkiemu bardzo lubię przyjmować i kochałam tą pozycję i atak z lewego skrzydła, który jest wspaniały. Gdy się przestawiałam to niestety z taką mentalnością, że muszę zmienić pozycję, bo nie umiem przyjmować, a nie dlatego, że będę lepsza na ataku. Gdzieś z takimi kompleksami do tego podchodziłam. Teraz z biegiem czasu uważam, że była to super decyzja. Odpada mi zmartwienie, że słabo przyjmę i nie siedzi mi to już w głowie. Teraz jestem tylko w ataku i to jest moje zadanie i obowiązek na boisku. Nie ma co ukrywać, że jak grałam na przyjęciu, to byłam pierwszym celem i było mi przykro jak nie szło.

– Pochodzi pani z małej miejscowości Rynia. Raczej tam nie było chyba tradycji siatkarskich?

– Nie. To jest blisko dosyć Legionowa, dlatego ktoś tam mnie zauważył gdy byłam w podstawówce. Legionovia mnie wypatrzyła i przeniosłam się z mojego UKS Dębina. Od małego ja kochałam wszystkie sporty to nie było też tak, że siatkówka była od zawsze. Grałam z chłopakami w piłkę nożną, a nie skakałam z dziewczynami na skakance itd. Grałam też w piłkę ręczną i tenis stołowy i bardzo to lubiłam. Później szybko urosłam, bo w podstawówce miałam już 180 cm i nauczyciel wypatrzył mnie nauczyciel i koniecznie musiała być siatkówka. Tak to się wyklarowało, a potem była już ww. Legionovia i gra już na poważnie.

– Ponoć gra pani na gitarze, a jakie są inne pozasportowe zainteresowania Aleksandry Rasińskiej?

– Ta gitara to bardzo hobbystycznie i amatorsko. Bardzo żałuję, że nie miałam możliwości, połączenia tego żeby skończyć szkołę muzyczną. Bardzo mi się podoba ogólnie muzyka. Zresztą film też, generalnie wszystko interesuje co jest związane z artystycznymi rzeczami, ale sama nie jestem jakąś wielką artystką, po prostu to lubię. Uwielbiam spędzać czas ze znajomymi i rodziną. W wolnym czasie zawsze umawiam się na jakieś kawy, rozmowy. Wciąga mnie bardzo oglądanie filmów i interesuje, ale to wszystko amatorsko, bo na pierwszym miejscu jest siatkówka.

Rozmawiał Rafał Myśliwiec

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o