Inwalida wojenny skazany na areszt domowy

- Przez dwa miesiące byłem skazany na areszt domowy, bo wyjazd wózkiem był całkowicie uniemożliwiony. Drogowcy odeszli, a ja nadal nie mogę wyjechać na drogę - mówi pan Aleksander Bereś (93 l.) z Rzeszowa. Fot. Wit Hadło
– Przez dwa miesiące byłem skazany na areszt domowy, bo wyjazd wózkiem był całkowicie uniemożliwiony. Drogowcy odeszli, a ja nadal nie mogę wyjechać na drogę – mówi pan Aleksander Bereś (93 l.) z Rzeszowa. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. – 30 lat czekaliśmy na remont tej ulicy, a kiedy wreszcie drogowcy weszli, na kilka miesięcy sparaliżowali nasze życie i pozostawili niedoróbki – mówią mieszkańcy ul. Borowej.

– Mój ojciec, 93-letni inwalida wojenny mówi, że nawet w niemieckim obozie nie czuł się tak bardzo uwięziony jak teraz, podczas remontu ul. Borowej. Przez dwa miesiące nie mógł wydostać się z domu, bo jezdnię podniesiono o pół metra i nie byliśmy w stanie przedostać się z nim na wózku przez tę barierę – mówi Maria J., córka inwalidy. – O ile jednak mogliśmy to zrozumieć w czasie remontu, to po zakończeniu prac i pozostawieniu takich niedoróbek nijak tego zrozumieć nie możemy.

Pani Maria, oprócz 93-letniego ojca, pod opieką ma także 87-letnią matkę poruszającą się o kulach. – Szczęście, że w tym czasie żadne z nich nie musiało dostać się do lekarza, bo połamaliby nie tylko nogi, ale i kule. Przez cały czas wykonawca zapewniał mnie, że podsypią mi ten uskok i zrobią zjazd, pokazywał, ile trzeba będzie uciąć bramy, żeby się zamknęła.

Mówił mi to z 50 razy, bo tyle razy upokarzałam się, prosząc o zlikwidowanie tej przeszkody. Cierpliwość straciłam, gdy w ostatni piątek dowiedziałam się, że remont się skończył, ale ze zrobieniem podjazdu u mnie będą nici. Od razu najęłam robotnika, żeby skończyć to, czego nie zrobił wykonawca drogi, by wreszcie uwolnić ojca z aresztu domowego. Gdyby nie jego wcześniejsze obiecanki, zrobiłabym to już wcześniej 0 mówi pani Maria.

Wykonawca nie może wejść na teren prywatnej posesji
Ul. Borowa to jedna z głównych dróg na osiedlu Staromieście. Łączy ul. Warszawską z Lubelską. Została przebudowana na odcinku ok. 1,3 km. Problemy z wjazdem na swoją posesję ma nie tylko pani Maria i jej rodzina. Podniesienie jezdni o pół metra sprawiło, że co najmniej kilku właścicieli musi teraz w swoim zakresie zrobić zejścia na swoje działki.

– Przecież to skandal. Po wyremontowaniu ulicy mamy gorzej niż przed. Czy o to chodziło? – mówi pani Maria. – W ogóle obserwując pracę drogowców czasami opadały nam ręce. A to studzienki im wyszły za nisko, więc zdzierali świeżo położony asfalt, a to zapomnieli zakopać kręgi odprowadzające wodę deszczową, a to chodniki się poluzowały.
Przebudowę prowadziło Miejskie Przedsiębiorstwo Dróg i Mostów, które wygrało przetarg. Czy umożliwienie wjazdu na wyremontowaną drogę z prywatnych posesji nie leży w gestii wykonawcy? W środę i czwartek próbowaliśmy się skontaktować z prezesem firmy, lub głównym inżynierem, który jest upoważniony do rozmów z prasą. Niestety, prezesa nie było (był na spotkaniu w Warszawie), a gł. inżynier nie znalazł czasu na chwilę rozmowy (dla ułatwienia kontaktu podałam w sekretariacie MPDiM swój prywatny telefon i interesujący mnie temat).

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w tym przypadku może chodzić o tzw. błąd w sztuce projektowej. Wykonawca wszystkie prace może prowadzić wyłącznie w pasie drogowym, a jeżeli w projekcie uskok wypadł już poza granicą pasa, to drogowiec nie może nic robić, bo wejście na prywatny teren naraziłby go na zarzut złego gospodarowania publicznymi pieniędzmi.

***
Być może przypadek pani Marii mieści się przedziale owego błędu w sztuce projektowania. Tylko co ją to obchodzi? Czy projekt nie jest ubezpieczony od takich „wpadek”? I czy w gestii tylko właściciela posesji leży chęć przywrócenie stanu poprzedniego? Czy obowiązkiem wykonawcy nie powinno być pozostawienie po sobie nie tylko równej powierzchni i chodników, ale i możliwości korzystania z nich?

Anna Moraniec

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
grunge94
grunge94
7 lat temu

Ci ludzie zawsze mieli nierówno pod sufitem! dziadzio był od lat walnięty na własne oczy widziałem jak chodził o kulach i tylko przeszkadzał i kontrolował kłócił się z robotnikami!ludzieopamiętajcie się!!!!!po co takie bzdury i kłamstwa piszecie?czy na starosć to już tak strasznie wam bije na dekiel?????pani Mario:wstyd i nic więcej żenada!!!!!!!!!!!!!!

sasiad
sasiad
7 lat temu

A pan Beres to niby inwalidztwa w ktorej wojnie sie nabawil ? I , II , czy …. .Jeszcze pare tygodni temu sasiadowi grozil ze do niego przyjdzie I mu krzywde zrobi .
ARTYKOL SPONSOROWANY ???

Wacław
Wacław
7 lat temu

Pani Redaktor -przed opublikowaniem artykułu w gazecie należałoby sprawdzic fakty a nie pisac bzdur pod dyktando Marii J. a co do użycia w t ytule .. .areszt domowy’ jest nieuzasadnione i pokrętne a to dlatego gdyż pisze Pani o areszcie p.Beresia a w tym czasie o kulach ale dość swobodnie poruszał się nieraz po tym ;nieszczęsnym’ chodniku Zarzuty pod adresem wykonawcy są również wyssane z palca.Pani Mario J. jak nie wstyd pani kompromitować siebie oraz rodziców w tak bzdurnej sprawie

beata
beata
7 lat temu

a jakiaz to z niego inwalida wojenny? Jemu sie po prostu nogi w dziecinstwie powyginaly w efekcie krzywicy. nie obrazajcie prawdziwych inwalidow wojennych! Mieszkam po sasiedzku. Przez caly czas robot drogowych wychodzil o kulach na zewnatrz I kontrolowal roboty budowlane. Jakos sie dalo. TEraz nagle go zwalilo z nog?? Do zdjecia ustawiana poza. Zenada!!!!!

Zofia
Zofia
7 lat temu

Jestem mieszkankom tej ulicy i chodzę codziennie z pracy koło tej pani i uważam że opisywana sytuacja jest mocno naciągana przez panią redaktor ponieważ panowie wykonujący remont drogi podsypywali wszystkie wjazdy umożliwiając dojazd oraz informowali o utrudnieniach z tym związanych a poza tym budowa cały czas trwa i panowie codziennie pracują do późnych godzin nie mówiąc już że starszy Pan jeździ po nowo położonym chodniku :) ale jak to mówią kij ma zawsze dwa końce a na miejscu firmy zgłosiłam bym doniesienie o pomówienie i oczernienie.

ROMAN
ROMAN
7 lat temu

może chodzi o to aby osoby w takim wieku kołkiem siedziały w domu nie ? – bo w cywilizowanym świecie jak zaczną robotę to ją kończą niestety – ale u nas to cywilizacja idzie ale wygląda że na ul. Borową to jeszcze nie doszła.