Jak łatwo zostać skazanym

1. Adam G. czuje się bezradny w swojej walce przed sądami. Mężczyzna twierdzi, że kobiety są przed sądami dużo lepiej traktowane niż mężczyźni. Fot. Bogdan Myśliwiec

Nie ma łatwiejszego sposobu na zniszczenie współmałżonka, jak oskarżenie go o znęcanie się nad rodziną. Na własnej skórze przekonał się o tym 61-letni Adam G. z Tarnobrzega.

61-letni Adam G. w 2004 r. został uznany przez sąd winnym znęcania się nad rodziną. Wyrok zapadł bez jego obecności i mimo wielu prób odwołania się od niego i udowodnienia swojej niewinności, mężczyźnie do dziś nie udało się oczyścić z oskarżeń. Mieszkaniec Tarnobrzega nie poddaje się jednak, bo wierzy, że tak jak dorosłe już dzieci stoją po jego stronie, tak i sąd przyzna kiedyś, że się pomylił.

Adam i Wiesława ślubowali sobie miłość na dobre i na złe w 1978 r. Doczekali się czwórki dzieci. Trzech córek i syna. On pracował zawodowo, ona miała zajmować się domem. Dorabiali we wspólnie prowadzonym maglu. Życie biegło do przodu. Raz było lepiej, raz gorzej, ogólnie jednak bilans wychodził na plus. Przy czwórce dzieci i obowiązkach zawodowych nie było nawet wielu czasu na kłótnie. Tydzień mijał za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Dzieci zaczęły dorastać, wyjeżdżać na studia i zakładać swoje rodziny.

Mniej obowiązków, więcej problemów
Sytuacja między małżonkami zrobiła się napięta na przełomie 2003 i 2004 r. Wówczas z dnia na dzień mieli sobie coraz więcej do zarzucenia. On miał pretensje, że ona nie dba o dom i coraz częściej rozgląda się za innymi mężczyznami, ona uważała, że on wszczyna awantury bez powodu i zagląda do kieliszka. Ostatecznie o rozwód wystąpił Adam G., który dowiedział się, że żona go zdradza. Dzieci małżonków nie potrafiły przed sądem wskazać winnego rozpadu małżeństwa, nie potwierdzały ani tego, żeby w domu dochodziło do awantur czy rękoczynów, nie potwierdziły, aby ojciec był alkoholikiem. Z ich zeznań wynikało, że rodzice po prostu przestali się kochać i czuły, że powrót do tego, co było jest niemożliwy. Rozpad małżeństwa bez orzekania o winie sąd orzekł w marcu 2004 r.

Początek gehenny
Sytuacja materialna małżeństwa G. była taka, że po rozwodzie wciąż mieszkali razem. Dla nikogo nie była to sytuacja komfortowa, ale że ich wspólny majątek nie został jeszcze podzielony, innego wyjścia nie było.

- Wtedy wszystko się zaczęło – przyznaje Adam G. – Zaproponowałem żonie podział majątku, wydaje mi się, że bardzo dla niej i dla dzieci korzystny, bo chciałem przekazać jej dom i kilka hektarów ziemi, które nadawały się do zalesienia i z których miałaby comiesięczny dochód w wysokości nawet 1200 zł, oddawałem jej trzy samochody i magiel, a także część wyposażenia AGD z mieszkania w bloku, w którym mieszkaliśmy. Sobie zostawiałem tylko mieszkanie i proponowałem, by dzieci jeśli chcą, nadal zajmowały część tego mieszkania. Zgody na taki podział jednak nie dostałem. W zamian żona zafundowała mi oskarżenie o znęcanie się nad nią i nad dziećmi.

Szybki wyrok
Choć trudno w to uwierzyć, skazujący wyrok za znęcenia zapadł zanim Adam G. zorientował się, że powinien się zgłosić do sądu. – Wezwania na rozprawę do mnie nie dotarły, ale rozprawa się odbyła i zapadł na niej wyrok zaoczny. Żona zeznała w sądzie, że ją obrażam, śledzę, pomawiam i awanturuję się pod wpływem alkoholu, a także zastraszam i obrażam 13-letnią córkę. Powiedziała, że wpadam w ciągi alkoholowe i demoluję mieszkanie. A wszystko to miało się dziać od lipca do listopada 2004. Troje dorosłych dzieci zeznało natomiast, że większości tych sytuacji nie widziały, ale potwierdzają, że matka im o nich mówiła. Najmłodsza córka odmówiła zeznań.

To wystarczyło sądowi, aby uznać Adama G. winnym zarzucanego mu znęcania się nad żoną i dziećmi.

Walka o sprawiedliwość
Tarnobrzeżanin, który ma dziś 61 lat od 2004 roku przed sądami kolejnych instancji, a także u Rzecznika Praw Obywatelskich i w Ministerstwie Sprawiedliwości walczy o to, by jego sprawa została ponownie rozpatrzona przed Sądem Rejonowym. – Niestety, w Polsce kolejne sądy sprawdzają wyłącznie to, czy pierwszy wyrok zapadł prawidłowo pod względem proceduralnym. Jeśli tak, to podtrzymują go i nie dają szansy na udowodnienie swojej niewinności – przyznaje mężczyzna.

Wyrok 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata, który usłyszał Adam G. zniszczył jego pozycję w pracy i upokorzył przed środowiskiem znajomych. – Ci, którzy mnie dobrze znali, wiedzieli, że zostałem skrzywdzony. W pracy i wśród dalszych znajomych, czy sąsiadów moja opinia została zszargana na całe lata. To nic, że do dziś utrzymuję dobre kontakty ze wszystkimi dziećmi i wiem, że chciałyby mi pomóc, ale nie staną przed sądem przeciwko własnej matce. Jedna decyzja prokuratora, który sformułował akt oskarżenia i sędziego, który dopatrzył się winy zniszczyły mi życie.

Znęcał się i pomagał
To czy między małżonkami w szczytowym momencie kryzysu były kłótnie, czy nie, tak naprawdę wiedzą tylko oni. Na pewno zresztą nie szczędzili sobie gorzkich słów, bo jeśli przez 26 lat coś się wspólnie buduje, a potem wali się to niczym domek z kart, trudno nie mieć do siebie pretensji. Na pewno nie dochodziło nigdy między małżonkami do rękoczynów, bo pytał o to sędzia zarówno Wiesławę G., jak i ich dzieci i żadne z nich ich nie potwierdziło. Nie było mowy o alkoholizmie, bo mężczyzna pracował wówczas w hucie szkła w Sandomierzu na trzy zmiany i obowiązywał tam bardzo duży rygor w kwestii trzeźwości. Adam. G. ma za to sporo dowodów na to, że od lipca do listopada mimo rozwodu z żoną pomagał jej w remoncie domu, który miała przejąć, spłacał zadłużenie mieszkania i płacił stanowiące połowę jego zarobków alimenty.

- Dzieci wiedzą jaka była prawda. Rozmawiałem z nimi o tym, ale dla nich minęło już tyle lat, że nie chcą na nowo rozdrapywać starych ran i przede wszystkim świadczyć przeciwko własnej matce. Mają już swoje życie i tak naprawdę stare sprawy ich już nie dotyczą. Ja nie mogę się jednak pogodzić z tym, co mnie spotkało. I nawet nie pociesza mnie to, że nie jestem jedynym, który został w ten sposób “załatwiony” przez byłego małżonka.

Eks
Adam G. z byłą żoną, o której nie mówi inaczej jak tylko “eks” nie utrzymuje żadnych kontaktów. Wie, że wkrótce po rozwodzie wyszła kolejny raz za mąż, ale małżeństwo to także nie przetrwało próby czasu. Przed sądem wciąż toczy się sprawa o podział ich wspólnie wypracowanego majątku.

Małgorzata Rokoszewska

do “Jak łatwo zostać skazanym”

  1. aneta

    ludzie z nienawisci, zemsty, chciwosci potrafia niszczyc i siac spustoszenie, dziwie sie jednak dzieciom ze sa bezduszne, widocznie za dobrze miały bo nie rozumieja krzywdy drugiego człowieka, a to ich ojciec który pracowal całe zycie zeby mialy wszystko zapewnione. nie wszystkie dzieci tak maja, ale jakie to ma znaczenie, widocznie zadne.

  2. edward

    Czasem baby wszystko zrobia by miec innego

  3. edward

    Nie glowa nia rzadzila tylko d**a.

  4. D

    coraz wiecej takich przypadkow ludzie sie nie szanuja a klotnie zazwyczaj rodza sie z malutkich problemow nie bede tu bronil tylko brzydkiej plci bo i my jestesmy winni ale z kobietami w takich sytuacjach w ogole nie da sie porozmawiac do konca do spodu walcza niszczac tez siebie tylko o co chodzi o prawo chore prawo czlowiek wymyslil prawo ok ale na podstawie prawa Boga to ma byc a nie do gory nogami i niestety tak wychodzi jeszcze dzieci tez maja gdzies wszystko wychowane przez matke widac bo ojca nie byla wiec matka powinna wychowac ale tak by byly obiektywne i nie umywaly rak jak Pilat Poncjus i zostawily problem rodzicom…

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.