Jak można upodlić Polaka?

Rokrocznie tysiące Polaków wyjeżdża do pracy za granicę. Jedni wracają zadowoleni, inni koszmar poniżenia zapamiętają do końca życia. Fot. Archiwum

Gdy wyjazd do pracy za granicę zmienia się w koszmar…

“Wszystkie Polki to k***” “Do dawania d*** się tylko nadajesz” – słyszała od swojego szefa 25-letnia Ada. Odezwać się nie mogła, bo co by powiedziała? “Noł”? Wiolce i Adamowi przyszło spać w baraku na rozklekotanych pryczach w brudzie i smrodzie. – Ciężko było spać, bo łaziły po nas robaki. Łazienka była jedna na 30 osób – tak wspominają wakacyjny wyjazd na zbiory do Niemiec. Zajęciem Kasi, teoretycznie “kelnerki” było mycie okien w domu szefa i jego samochodu. – Jesteś taka sexy – mówił klepiąc mnie po tyłku. Śmierdział potem – wspomina.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że pod koniec roku 2010 poza granicami Polski przebywało dłużej niż przez 3 miesiące 1 990 tys. Polaków. Zbliża się okres wakacji. W poszukiwaniu pracy zarobkowej pojadą kolejni. Jedni trafią dobrze i zadowoleni z pracy i zarobków wrócą do Polski. Dla innych wyjazd może okazać się piekłem.

“Wszystkie Polki…”
Ada, 22-letnia wówczas studentka z Rzeszowa, wyjechała do Anglii dorobić do skromnego studenckiego budżetu. – Z językiem było u mnie słabo, ale miałam pracować w barze jako kelnerka. Stwierdziłam, że do mycia podłóg, donoszenia piwa, ścierania stołu podstawy angielskiego mi wystarczą – wspomina. O tym, że tak nie jest przekonała się bardzo szybko. – Od samego początku traktowana byłam jak podgatunek człowieka. Bariera językowa powodowała, że pozostali pracownicy (wszyscy rodowici Anglicy) traktowali mnie jak wyrzutka. Szydzili ze mnie, popychali. Najgorzej było wtedy, gdy stawali za barem i widząc jak biegam ze szmatą po sali wyśmiewali się ze mnie na cały głos, nie szczędząc obraźliwych epitetów. Byłam taką dziewczynką do szturchania, poniżania. Zabawką. Nie przeszkadzali im nawet siedzący na sali klienci, którzy również dorzucali od siebie chamskie komentarze. A ja cóż mogłam im odpowiedzieć, kiedy sklecenie głupiego zdania sprawiało mi trudność. Zresztą panowała zasada “klient ma zawsze rację”. Pamiętam dzień, gdy nie wytrzymałam już nerwowo i zaczęłam płakać chodząc wśród stolików. Jeden z barmanów wziął mnie za ramię, wyprowadził na zaplecze i przyłożył w twarz. Krzyczał, że takie k*** jak ja tylko im wstyd przynoszą. Wróciłam do sali.

Dwa razy w tygodniu w barze Ady zjawiał się szef. – Od progu lustrował mnie wzrokiem, potem szedł do ekipy i zaczynał się horror. Tamci podpuszczali go wytykając mu moje błędy, zawinione i niezawinione. Opowiadali, jaką to ja jestem niedojdą. “Wszystkie Polki to k***” “Do dawania d*** się tylko nadajesz” – grzmiał zza baru. Ja spuszczałam głowę i czekałam aż wyjdzie. Potrzebowałam pieniędzy, wiedziałam, że wrócę do Polski i to wszystko się skończy. Czara goryczy przelała się, gdy jeden z klientów rozbił kufel  z piwem. Kelnerka z sali krzyknęła do jednego z barmanów, żeby podał jej mopa. Ten śmiejąc się kopnął mnie w tyłek aż się przewróciłam i krzyknął do niej “Mop nie wiem gdzie, weź tę polska szmatę”. Nie było w barze osoby, która nie wybuchłaby gromkim śmiechem. Wybiegłam z baru z płaczem. Czułam wstyd poniżenie, rosnącą nienawiść. Zaczęłam biec i płakać jak opętana. Chciałam wrócić tam i rzucić się na nich z pazurami. To był mój drugi i ostatni wyjazd.

Jak niewolnicy
Wiolka i Adam, dziś są już małżeństwem. Pochodzą z niewielkich miejscowości na Podkarpaciu. Trzy lata temu wyjechali do Niemiec na zbiory truskawek, by zarobić na wesele. Wyjazd zapamiętają do końca życia. Nic dziwnego, bo jak podkreślają, traktowani byli tam gorzej niż zwierzęta. – Miało być tak pięknie. Niezły zarobek i zapewnienia niemieckich pracodawców co do warunków bytowych. – zaczyna Adam – Dopiero na miejscu zapewnienia zderzyły się z rzeczywistością. Obskurny barak na 30 osób, rozwalające się prycze i jeden prysznic. – Tam wszędzie było mnóstwo robaków. Jak człowiek zasnął, to gryzły go po brzuchu, łaziły po ciele – dodaje Wiolka. – Pracowaliśmy od 3.30 do 22, cały czas w polu. O zgiętych plecach, bo zbieraliśmy truskawki. Jak się komuś skończyła woda, to ciężko było zdobyć nawet kranówkę. W ciągu dnia jedna godzinna przerwa na obiad i dwie krótsze na śniadanie i kolację. Na jedzenie czekaliśmy nawet kilkadziesiąt minut, bo kucharki nie zdążały z rozdawaniem posiłków. Na koniec szybki prysznic, bo w kolejce czekało kilkadziesiąt osób i szybko do łóżka.

Chociaż było koszmarnie gorąco, otulaliśmy się szczelnie kocami, żeby robaki nas nie zjadły. 3.30 i znów w pole, i tak 6 dni w tygodniu. To był koszmar. Wyzysk za marne 1200 zł. Tak, tak, nie zarabialiśmy kokosów. Dostawaliśmy na rękę jakieś 300 euro, ale to przecież były pieniądze, których tak bardzo było nam potrzeba. Ze zmęczenia padaliśmy na twarz, ludzie mdleli w polu. Znosili ich pozostali, albo cucili na miejscu. Gdy człowiek się wyprostował to “strażnicy” wrzeszczeli na nas, że nie chce się nam robić. A człowiek nie miał sił. To był koszmar.

Dziś tamten okres wspominam z obrzydzeniem. Staram się jak mogę wyrzucić z pamięci tamte obrazy, ale nie potrafię.

Sprzątaczka, pomywaczka
28-letnia Kasia spod Rzeszowa wyjechała do Anglii do pracy jako kelnerka. Skończyło się jednak na tym, że myła samochód szefa, robiła za prywatną sprzątaczkę, opiekunkę do dzieci i seksualny obiekt pożądania. – Delvi był hindusem, miał żonę i 1,5 roczną córeczkę. Pamiętam ten jego świdrujący wzrok, obleśne zachowanie i to jego przeświadczenie, że jestem jego zabaweczką. – wspomina z nieskrywanym obrzydzeniem Kasia. – Z dnia na dzień jego zachowanie stawało się coraz śmielsze. Na nic były moje protesty, gdy bez najmniejszych oporów klepał mnie w tyłek. Niby w żartach próbował zaciągać mnie na zaplecze, a tam przyklejał się do mnie i obłapiał. Pamiętam ten obrzydliwy zapach jego potu.

Dwa razy w tygodniu Kasia sprzątała u niego w domu. Robiłam za sprzątaczkę i niańkę. Dodatkowych pieniędzy nawet nie zobaczyłam na oczy. To było w ramach moich godzin pracy. Powiedziałam “dość”, gdy pewnego dnia zaczął dobierać się do mnie u niego w domu. Byliśmy sami, a on zaczął bezczelnie przyciągać mnie do siebie i obmacywać. Wyszarpnęłam się i uciekłam stamtąd. Wróciłam do Polski. Gdybym tak nie postąpiła, nie wiem jak mogło by się to wszystko skończyć. Do dziś dnia czuję obrzydzenie, gdy tylko pomyślę o tamtych momentach. Nie wiem co musiałoby się stać, żebym jeszcze raz zdecydowała się wyjechać do pracy za granicę, nawet do innego państwa.

***
Imiona bohaterów artykułu zostały zmienione na ich prośbę.

Katarzyna Szczyrek

do “Jak można upodlić Polaka?”

  1. Ervin

    Nalezy zauwazyc ze, wszytkie nawet najgorsze doswiadczeniejakie spotkalo polki i polakow za granica, liczac na kokosy jakie powinien im zapewnic ich kraj polska, moga zawdzieczac tylko i wylacznie swojemu krajowi, czyli polsce. polacy maja katastrofalna opinie wszedzie w Europie, bo sami ja wypracowali przez lata ale tez jest skandaliczne ze polacy ze granica licza na cos co mA obowiazek im zapewnic ich kraj. nie niech w polsce polacy napisza takie historie jak tu opisuja, do premiera polski, bo powszechnie wiadomo ze w polsce nie mA pracy ani wrunkow do zycia, i dlatego polacy milionami uciekaja z polski, zadajac od innych krajow zeby im zapewnily byt. To dziwne, prymitywne i skandaliczne vzahowanie polakow ma juz swoj oddzwiek w wielu krajach gdzie polacy probuja szczescia, powinni go szukac w polsce, i polskie wladze obwiniac za swoja makabryczna sytuacje.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.