Jak to było naprawdę z tymi samobójcami?

Fot. Archiwum

Waleczny Ordon jedynie się poparzył, a Konrad Wallenrod zmarł na atak apopleksji.

Dobra śmierć to chwalebna śmierć. Bo właśnie dzięki niej pamięć o bohaterach nie ginie, a potomni mogą czytać dzieła opiewające taką formę pożegnania ze światem, ocierając przy tym łzy wzruszenia. Nawet na samobójstwa, jeśli służyły dobru ojczyzny lub wyrażały niezgodę z okrutną rzeczywistością – przymykano oko.

Bo jak tu potępiać mickiewiczowskiego Wallenroda, który zażył truciznę, by nie dać satysfakcji mordu Krzyżakom, czy Wandę rzucająca się w odmęty Wisły, byleby nie splugawić się ożenkiem z byle Niemcem. Że nie wspomnę o bohaterskiej śmierci Ordona, czy samobójstwie Rejtana na widok wojska rosyjskiego. A czy tak było w rzeczywistości?

Więcej w Super Nowościach

Aneta Jamroży

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.