Jak twardziel z granicy został komendantem głównym

Gen. bryg. Dominik Tracz został powołany na stanowisko komendanta głównego Straży Granicznej. Fot. BiOSG

- Jesteście dla mnie, jak rodzina – tak żegnał się z funkcjonariuszami BiOSG gen. bryg. Dominik Tracz.

Była wielka feta, sztandar i galowe mundury. Ale były też cisnące się do oczu łzy, uściski i całkiem zwyczajne słowa: – Powodzenia w Warszawie, nie zapomnij o nas. W zeszły piątek (13 kwietnia) oficjalnie pożegnano gen. bryg. Dominika Tracza. Po 4,5 roku kierowania Bieszczadzkim Oddziałem SG opuścił Przemyśl. Odszedł “z tarczą”, został powołany na stanowisko Komendanta Głównego SG.

Kiedy podczas oficjalnej uroczystości przekazywał swe obowiązki komendanta BiOSG płk. Waldemarowi Skarbkowi, który dotychczas był jego zastępcą ds. granicznych, w oczach generała Tracza pojawił się “podejrzany” błysk. Prawdziwemu twardzielowi, który przeszedł wszystkie szczeble służby w SG łza się zakręciła w oku. – Jesteście dla mnie, jak rodzina – mówił do funkcjonariuszy SG, przyjaciół i znajomych. – Spodziewajcie się odwiedzin – zapewniał. To zapewnienie trzeba traktować, jako poważne, nie kurtuazyjne. Trudno sobie wyobrazić, że Dominik Tracz wytrzyma długo bez Bieszczadów.

Człowiek z zachodu na wschód

Na komendanta BiOSG powołano go w październiku 2007 roku. Zastąpił płk. Józefa Ostapkowicza. Nim pojawił się w Przemyślu, nasz dziennikarz dostał notkę biograficzną Dominika Tracza. – 41 lat, urodzony we Wschowej, pułkownik SG, ostatnio zastępca komendanta Lubuskiego Oddziału SG, po Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych i politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, żonaty, dwoje dzieci – sucha informacja niewiele powiedziała o Dominiku Traczu z zachodnich rubieży kraju. – Ciekawe, kto to taki, jaki będzie – szeptali między sobą strażnicy graniczni. – Ci z Lubuskiego mówią, że w porządku gość – dodawali “wtajemniczeni” przez kolegów z zachodniej granicy.

Wyzwania to jest to

Na  pierwsze spotkanie z naszym dziennikarzem D. Tracz przewidział całe 15 minut. – Pan komendant czeka tego i tego dnia, o tej i o tej – poinformowała sekretarka. Stawiliśmy się punktualnie. Za komendanckim biurkiem siedział młody człowiek, który “:na dzień dobry” uśmiechnął się wesoło. – Proszę pytać – zachęcał, a potem sam pytał. O miasto, o zabytki. – Lubię zwiedzać w wolnym czasie – rzucił, o Bieszczady. Rozmowa trwała nieco dłużej, niż przewidziany kwadrans. Wtedy dowiedzieliśmy się o Dominiku Traczu najważniejszych rzeczy: jest otwarty, sympatyczny, ciekawy świata, ambitny i pracowity.  No i lubi wyzwania. To plus, bo wschodnia granica to wyzwanie nie byle jakie.

Praktyk nie teoretyk

Nasz bohater nie zamierza rezygnować z uprawiania sportu, którego jest wielkim pasjonatem.

To jest praktyk, a nie teoretyk “przyniesiony w teczce” – to były pierwsze spostrzeżenia strażników granicznych na temat nowego komendanta BiOSG. Istotnie, Dominik Tracz przeszedł wszystkie szczeble służby w SG, do której wstąpił w 1991 roku. Od starszego kontrolera poprzez kierownika zmiany, kierownika grupy, komendanta placówki, naczelnika wydziału po zastępcę komendanta Lubuskiego OSG. Teraz kierował strategicznym Oddziałem SG na wschodniej granicy. Olśniewająca kariera, jak na kogoś, kto nie miał rodzinnych powiązań z mundurem, ani żadnych “pleców” Miał za to sporo zapału i talent. Mało kto jednak wpadłby te 4,5 roku temu na to, że na pagonach Tracza pojawią się generalskie szlify, a on zajdzie w SG najwyżej, jak się da. Dominik Tracz także tego nie podejrzewał. – Może namówię rodzinę do przeprowadzki do Przemyśla – zwierzył się kiedyś. – Bardzo mi się tu podoba, chciałbym tu zostać – mówił.

Ludzie go polubili

Tymczasem jakoś dzielił czas pomiędzy służbą, a rodziną mieszkającą daleko, bo aż pod Zgorzelcem. Pracy mu nie brakowało. Wprowadzał innowacje w BiOSG, nawiązywał kontakty z władzą samorządową, pracował nad wprowadzeniem ONE- STOP i całą masą innych spraw związanych z przygotowaniem do EURO 2012. W tym wszystkim znajdował jeszcze czas na sport, który jest jego pasją, ale także na to, by spotykać się z ludźmi tak zwyczajnie. Dlatego szybko zyskał spore grono przyjaciół.

Uśmiech lepszy od referatu

W maju zeszłego roku dostał awans. Nie byle jaki, został generałem brygady. Najmłodszym w historii SG funkcjonariuszem z takim stopniem, miał wówczas 45 lat. Nowe pagony wcale go jednak nie zmieniły. Z szerokim uśmiechem przyjął od podwładnych niecodzienny prezent darowany na okoliczność awansu: piżamę z lampasami i szlifami generalskimi na ramionach. – A to ci hecny pomysł – śmiał się. W ogóle często się uśmiechał nadal. – Uśmiech czasem jest lepszy, niż referat – mówił żartobliwie.

Da sobie radę!

Kiedy odchodził z Bieszczadzkiego Oddziału, by objąć najwyższe możliwe stanowisko w SG, też się uśmiechał. Tylko, że chwilami trochę przez błyskającą raz po raz w oczach wilgoć. – Nigdy o was nie zapomnę – mówił po prostu. Generała Tracza czekają teraz trudne zadania. Ma pokierować wszystkimi funkcjonariuszami SG w Polsce. – Da sobie radę – mówią strażnicy z BiOSG. – To jest twardziel i taktyk. A za naszego komendanta trzymamy kciuki – zapewnili.

Monika Kamińska

do “Jak twardziel z granicy został komendantem głównym”

  1. MAREK

    „W maju zeszłego roku dostał awans. Nie byle jaki, został generałem brygady. Najmłodszym w historii SG funkcjonariuszem z takim stopniem, miał wówczas 45 lat.”- szanowna pani, nie odrobiła pani lekcji!!!Najmłodszym generałem w historii SG był Marek DOMINIAK, mianowany na ten stopień w 2005 r. przez Kwaśniewskiego,który miał wówczas 40 lat…a za co to tylko można się domyslać

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.