Jak zginęła półroczna Magda?

Cały Sosnowiec został przez wolontariuszy oklejony zdjęciami Madzi. Fot. Policja

Sfingowane porwanie. Poszukiwane niemowlę nie żyje. Matka usłyszała zarzuty i przyznała się.

Od kiedy zaginęła, Polska żyła poszukiwaniami półrocznej Magdy z Sosnowca. Najpierw szukano domniemanego sprawcy porwania niemowlęcia, potem – po ujawnieniu przejmującej rozmowy matki z podającym się za detektywa Krzysztofem Rutkowskim – ciała dziecka. Znaleziono je w nocy z 3 na 4 lutego. Przysypane śniegiem i gruzem, zamarznięte w załomie muru opuszczonego budynku, w pobliżu torów kolejowych. Miejsce ukrycia zwłok wskazała 22-letnia matka Magdy, Katarzyna.

Matka półrocznej Magdy została aresztowana na dwa miesiące. Sąd przychylił się do takiej decyzji prokuratury, choć wiadomo, że sami śledczy bardzo długo przygotowywali wniosek o tymczasowy areszt. Ostateczną przesłanką do takiej decyzji stała się groźba utrudniania przez matkę śledztwa. Właśnie takie uzasadnienie pojawiło się we wniosku skierowanym do prokuratury.

Porwanie w środku miasta

Całą sprawą żyliśmy od ubiegłego wtorku. To wtedy na policję trafiło zgłoszenie, że przy ul. Legionów w Sosnowców, doszło do tajemniczego zniknięcia 6-miesięcznego dziecka. Matka dziewczynki twierdziła, że została pobita, a jej córka porwana z wózka. – Z relacji kobiety wynika, że została zaatakowana od tyłu, a kiedy ocknęła się, w wózku nie było małej Madzi. Niczego więcej nie pamięta – informował Paweł Warchoł z sosnowieckiej policji.

Momentalnie rozpoczęła się akcja poszukiwawcza, w którą zaangażowanych zostało ponad stu policjantów. Pomagało im też wielu ludzi dobrej woli. Przeszukiwano i sprawdzano wszelkie możliwe miejsca. Bez efektu, nie natrafiono na najdrobniejszy ślad dziecka.

Kilka hipotez policji

Badająca sprawę policja od początku przyjęła kilka hipotez. Jedną z nich było porwanie. Wersja zdarzenia przedstawiona przez matkę dziewczynki według przesłuchujących była spójna i brzmiała wiarygodnie. Śledczy nie odrzucali też możliwości, że w sprawę zniknięcia był zaangażowany ktoś z rodziny, a nawet jej rodzice. Przynajmniej tak twierdził w piątek rzecznik Komendy Głównej Mariusz Sokołowski. – Zawsze rozważaliśmy i taką opcję. Nie mogliśmy jednak mówić o tym głośno, tak ze względu na dobro śledztwa, jak i samej rodziny – przekonywał policjant.

Oddajcie mi dziecko

Los dziecka i dramat jej opiekunów poruszył serca Polaków. Cały Sosnowiec został przez wolontariuszy oklejony zdjęciami Madzi. Kolejne firmy i instytucje fundowały nagrody za informacje, które pomogą odnaleźć dziecko. Policja powołała specgrupę, która przejęła dochodzenie, a media na bieżąco relacjonowały całą sprawę. Poruszające dla wielu z nas były słowa jakie matka porwanej – Katarzyna W., kierowała do tajemniczych porywaczy. – Ja wycofam wszelakie oskarżenia czy prośby o ściganie na policji, tylko niech ten ktoś odda Madziunię. Niech zrobi to choćby anonimowo, gdzieś ją zostawi, w jakimś ciepłym, bezpiecznym miejscu. Na pewno ktoś ją zaraz znajdzie – apelowała szlochająca kobieta z ekranów naszych telewizorów.

Świadków nie było

Mijały jednak kolejne godziny, a przełomu w sprawie nie było. Policja szybko wykluczyła motyw porwania dla okupu, bo żaden potencjalny porywacz się nie skontaktował z rodzicami dziecka. Brano raczej pod uwagę, że mogła to być zemsta lub akcja osoby działającej pod wpływem silnych emocji. Śledczy największe problemy mieli jednak z dotarciem do świadków napadu na Katarzynę W., w wyniku którego miała zostać porwana jej córka. Tych po prostu nie było.

Rutkowski wkracza do akcji

W sprawę postanowił się zaangażować Krzysztof Rutkowski. Najsłynniejszy Polski detektyw spotkał się kilka razy z rodzicami dziewczynki i … niespodziewanie nastąpił przełom. W czwartek Katarzyna W. przyznała się Rutkowskiemu, że porwania nie było, a dziecko zginęło w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Dzień później kobieta zaprowadziła policjantów do zrujnowanej budowli w Sosnowcu, gdzie ukryła ciało, przysypując je liśćmi, kamieniami i śniegiem. – Dlaczego to mnie się udało przekonać matkę do wyjawienia prawdy? Bo ją po prostu przesłuchałem jak należy, przypierając do muru. Policjanci nie potrafili tego zrobić – mówił Rutkowski na specjalnej konferencji prasowej podczas której zaprezentował nagranie ze swojego “przesłuchania”. O tym, że było ono rejestrowane, kobieta nie wiedziała.

Co się naprawdę wydarzyło

W nocy z piątku na sobotę, Katarzynę W. przesłuchali z kolei prokuratorzy. Kobieta złożyła obszerne wyjaśnienia, podtrzymując w nich to, co mówiła wcześniej prywatnemu detektywowi. Jej córeczka miała umrzeć w ich mieszkaniu, po tym, gdy przypadkiem wysunęła się z kocyka, spadła na podłogę, uderzając w próg. Prokuratura w tej chwili weryfikuje tę wersję zdarzeń, szukane są ślady zdarzenia w mieszkaniu państwa W.
Kluczowa dla sprawy może być zaplanowana na poniedziałek sekcja zwłok dziewczynki, która ma odpowiedzieć na pytanie o przyczynę zgonu. Chodzi m.in. o ustalenie charakteru ewentualnych obrażeń, jakie odniosła półroczna Magda, oraz ustalenie w jaki sposób one powstały.

Biegli psychiatrzy wstępnie uznali, że w dniu śmierci Magdy jej matka była poczytalna, a obecny stan psychiczny podejrzanej pozwala na jej udział w toczącym się postępowaniu. Póki co Katarzyna W. usłyszała zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci swojego dziecka.

Nie osądzajmy zbyt pochopnie

Przez cały weekend miejsce, gdzie znaleziono ciało Magdy, odwiedzali mieszkańcy Sosnowca. Wieczorem płonęły tam już setki zniczy; przynoszono też zabawki, maskotki i malowane przez dzieci kartki. Ludzie nie ukrywają, że są wstrząśnięci losem dziewczynki; niektórzy ostro krytykują jej matkę. Sosnowiecka kuria zaapelowała o modlitwę za Magdę i wskazała, że nie należy pochopnie osądzać jej rodziców. – Na pewno ta pani zachowała się bardzo nieodpowiedzialnie. Z drugiej strony kto z nas jest w stanie sobie wyobrazić szok jaki wywołuje spowodowanie śmierci własnego dziecka i konsekwencje jakie się z tym wiążą. Ona musiała bardzo się bać i chyba nie spodziewała się jakie zamieszanie wywoła, tym co zrobiła. Tak to sobie tłumaczę – powiedziała Anna Zimoń, która brała udział w rozwieszaniu ulotek ze zdjęciem zaginionej Madzi.

Opr.p

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.