Jastrzębie rozszarpały Skowronka

Gdzie jest piłka? W takich sytuacjach lepiej orientowali się zazwyczaj piłkarze GKS Jastrzębie. Fot. Stal Mielec

GKS JASTRZĘBIE – PGE STAL MIELEC. Podkarpacka drużyna rozczarowała i znów musi odrabiać 7 punktów do ŁKS-u.

Za wolni, za mało agresywni i bezproduktywni w ataku – tacy byli piłkarze PGE Stali w Jastrzębiu Zdroju. Pytanie, co się stało z drużyną, która zaledwie sześć dni wcześniej rozbiła Raków Częstochowa?

Po tamtym fenomenalnym spotkaniu bukmacher Fortuna, sponsor tytularny I-ligowych rozgrywek, wyprodukował taki oto slogan: „Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale Skowronek już tak?” Niestety, biało-niebiescy wciąż grają w kratkę, a śląskie jastrzębie rozszarpały delikatnych skowronkowych wybrańców.

Najlepszy był bramkarz

Stali brakowało ukaranych kartkami środkowego obrońcy Jonatana de Amo Pereza, a nade wszystko Josipa Soljica. Chorwat to nie tylko król linii pomocy, ale też charyzmatyczny przywódca. W piątkowy wieczór Stal nie miała zawodnika, który uporządkowałby grę i w razie potrzeby zebrał towarzystwo do kupy. Artur Skowronek zdziwił wszystkich, wyciągając z niebytu Krzysztofa Kiercza, bo wydawało się, że Martinowi Dobrotce na środku defensywy partnerować będzie Rafał Grodzicki. Dawny kapitan bardzo się starał, lecz po długiej przerwie z czuciem piłki nie było najlepiej. Problem w tym, że trudno w drużynie Stali wskazać jaśniejszą postać, poza Sewerynem Kiełpinem. Jeśli jednak najlepszym piłkarzem jest bramkarz, wiadomo, że o sukcesie trzeba zapomnieć. Być może Skowronek powinien zostawić na boisku Adriana Paluchowskiego, który dobrze chronił piłkę i zaprezentował zmysł do gry kombinacyjnej. Można było mieć nadzieję, że w końcu coś wymyśli i uratuje mielczan. Na ostatnie pół godziny wszedł jednak defensywny pomocnik Marcel Gąsior, który nie spowodował, że Stal otrząsnęła się z letargu.

Szybsi i agresywniejsi

Nie tylko podkarpacki zespół miał problemy kadrowe. – Jeszcze półtorej godziny przed meczem musiałem dokonywać korekt – przypomniał Jarosław Skrobacz, opiekun beniaminka, któremu wypadł ze składu m.in. młodzieżowiec Maciej Spychała (brat bliźniak grającego w Stali Mateusza) – Jednak ci co weszli, wykorzystali szansę. Byli straszliwie zdeterminowani. Od początku dążyliśmy do zwycięstwa, z każdą minutą nasza gra wyglądała coraz lepiej – analizował trener “górników”. Gospodarze byli szybsi, agresywniejsi i bardziej pomysłowi. Opanowali środek boiska i już do przerwy powinni prowadzić. Bartosz Jaroszek mając przed sobą tylko Kiełpina nie trafił jednak w bramkę. Choć to może być pudło rundy, zawodnik GKS-u nie stracił rezonu. – Wysoki pressing przynosi skutek, dwaj środkowi obrońcy Stali mają już żółte kartki. W końcu coś strzelimy – zapowiedział w przerwie przed kamerami Polsatu.Nie przestaną zasuwać

W 66. minucie gospodarze przeprowadzili kapitalną akcję i stalowcy musieli odrabiać straty. Szło im mozolnie. Szarpał na skrzydle Andreja Prokić, próbowali ze stałych fragmentów, wszystko na nic. – To nie był nasz dzień. Stworzyliśmy za mało klarownych sytuacji, żeby myśleć o strzeleniu bramki i nakręceniu się. Rywal wygrał, bo pokazał ogromną determinację. Doskakiwał, podwajał, potrajał – przyznał Artur Skowronek. Ciężko mu było ukryć rozczarowanie, ale zakończył bojową deklaracją. – Niczego jeszcze nie przegraliśmy. Nawet jak będzie jeden procent szansy na ekstraklasę, nie przestaniemy zasuwać!

Piłkarze czuli, że zawiedli. – Po świetnym meczu z Rakowem przyjechaliśmy do Jastrzębia po następny komplet punktów, a nie wywieźliśmy nawet remisu. Nie mogliśmy złapać rytmu, mieliśmy problem z zawiązaniem akcji krótkimi podaniami czyli zrobieniu tego, z czego słyniemy. Musimy wyciągnąć wnioski z tej bolesnej lekcji i walczyć dalej – zapowiedział pomocnik Stali Maciej Urbańczyk.

Sytuacja jest jednak nieciekawa. ŁKS wygrał w Tychach i znów odskoczył Stali na 7 punktów. To już poważna przewaga, bo do zakończenia sezonu pozostało raptem 6 spotkań.

tsz

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o