Jedna osoba na trzy dni wstrzymała prąd dla stu sąsiadów

Sytuacja odciętych ludzi była dramatyczna i trzeba było ściągnąć agregat prądotwórczy, który pracował na miejscu jeszcze w czwartek. Fot. Artur Getler

NAGOSZYN, gmina ŻYRAKÓW. 40 domów bez prądu, bo ich sąsiad nie wpuścił energetyków.

W nocy z 21 na 22 stycznia w Nagoszynie (gmina Żyraków, powiat dębicki) zgasło światło. Przyczyną awarii było przewrócenie kilku słupów średniego napięcia, które odcięło od prądu Nagoszyn Wolę. Awaria była usuwana przez trzy dni, bo energetyków na swoją działkę nie chciał wpuścić jeden z mieszkańców Nagoszyna.

22 stycznia, kiedy energetycy przyjechali na miejsce, zaczęli po kolei naprawiać wywrócone słupy. Przywrócili prąd w części domów. Problem pojawił się, kiedy doszli do jednej z działek. Mężczyzna będący właścicielem działki i jego matka nie chcieli wpuścić energetyków na swój teren. – Na terenie należącym do tego mężczyzny znajdowały się dwa przewrócone słupy – powiedziała nam Beata Boryczko z Tauron Dystrybucja w Tarnowie.

– Właściciel nie chciał wpuścić sprzętu na swój teren, nie sformułował jednak pod naszym adresem żadnych konkretnych żądań finansowych.

Energetycy czekali więc z naprawą, natomiast bez prądu we wtorek i środę pozostawało 40 domów, czyli około 100 osób. – Przychodzili do mnie ludzie z pretensjami, matki narzekały, że dzieci marzną w domach, bo bez prądu nie działa ogrzewanie – mówi Stanisław Łanucha, sołtys Nagoszyna.

- Matka właściciela działki żądała od ludzi aby się złożyli i zapłacili jej 20 tys. zł odszkodowania, to wtedy wpuści energetyków – mówi pan Zbigniew z Nagoszyna.

Mieszkańcy byli wściekli, że mężczyzna, który wstrzymywał naprawę sam miał w domu prąd. – O mało nie doszło tam do linczu – mówi sołtys. – Nie pomogły namowy energetyków, ja też interweniowałem, na miejscu była policji i wszystko bez skutku.

W końcu energetycy sprowadzili na miejsce agregat prądotwórczy i zasilili nim 40 odciętych domów. Agregat pracował do czwartkowej w nocy. Wtedy to energetykom udało się usunąć awarię omijając częściowo działkę mężczyzny i docierając do powalonych słupów z drugiej strony, w taki sposób, że energetycy przejechali tylko przez część problematycznej działki. W sumie jednak wszystko zamiast kilku godzin trwało ponad 3 dni.

Tak naprawdę energetycy naprawiający sieć byli uprzejmi wobec mężczyzny. Zgodnie z prawem w przypadku awarii, gdy istnieje tzw. wyższa konieczność, np. gdy od prądu odcięci są inni ludzie, to nie potrzeba pozwolenia właściciela działki. Energetycy mogą wjechać na działkę i wykonać naprawę, nawet w asyście policji. – Ze swojej strony firma podwykonawcza, która na nasze zlecenie wykonywała naprawę zrobiła wszystko, żeby jak najmniej naruszyć działkę – mówi Beata Boryczko. – Wyszukano alternatywną drogę i dojechano do słupów na około, wszystko to jednak trwało.

***
W całej tej historii dziwne jest jeszcze jedno. W sytuacji kiedy prawie 50 tys. domów na Podkarpaciu było pozbawionych prądu opór jednego człowieka był w stanie uziemić jedną ekipę ze sprzętem, która w tym czasie mogła pomagać tysiącom osób pozbawionych prądu.

Artur Getler

do “Jedna osoba na trzy dni wstrzymała prąd dla stu sąsiadów”

  1. realista

    Daleko szukać nie trzeba. Na osiedlu Słocina też takich nie brakuje. Np. nie mogą się pogodzić z tym że woda płynie z góry a nie odwrotnie .Z żadnym z sąsiadów nie żyją w zgodzie, bo podobno ” razem z dziećmi pchają siatki ogrodzeniowe wraz z granicznikami i kradną im przez to ziemię”. Dzieci ich zamiast odrabiać lekcje pilnują granicy. Długo na temat ich głupoty można by jeszcze pisać. Nie dziwię się starym , ale jeśli młodzi pracujący pomiędzy ludźmi ( na stanowiskach kierowniczych} też takie różne dyrdymały wygadują i nie dają żyć spokojnie sąsiadom, to jest to poważny problem. Czy ludzie {być może} upośledzeni w jakimś stopniu umysłowo (nie kontrolują sensu swoich wypowiedzi i poczynań) mogą w nieskończoność utrudniać i zatruwać życie innym?

  2. upierdliwy-ale uczciwy

    upierdliwy ale sprawiedliwy, kasę brać to każdy potrafi……………….

  3. Markiz de Sade

    A w Niechobrzu, w rejonie Kątów też mieszka para upierdliwych ludzi, którzy blokują co tylko się da. Dzięki ich złośliwemu uporowi mieszkańcy tzw. Granic nie mogą doczekać się wybudowania drogi, która połączyłaby ich ze światem.
    Wstyd!

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.