Jesteśmy „murzynami” Europy

Anna-Moraniec1Obywatele europejscy, niezależnie od miejsca zamieszkania, mają od 25 października prawo do wyboru miejsca leczenia na terytorium UE oraz do zwrotu kosztów leczenia. W całej UE obowiązują już bowiem zapisy dyrektywy w sprawie transgranicznej opieki zdrowotnej. Obywatele europejscy nie znaczy jednak Polacy. My jesteśmy bowiem „murzynami” Europy i nie możemy się leczyć, gdzie chcemy. Postarali się o to urzędnicy Ministerstwa Zdrowia w trosce o budżet Narodowego Funduszu Zdrowia. Czy wyjdzie nam to na zdrowie?

Działanie rządu, który nie wywiązał się z obietnic i nie zdążył przygotować potrzebnych ustaw, czyli tego, co w tym samym czasie zdążyły zrobić rządy wszystkich innych państw, jest działaniem dyskryminującym i poniżającym naszych obywateli. I nie chodzi tylko o to, że Polacy gremialnie wyjeżdżaliby leczyć się za granicę, bo tak czy siak NFZ będzie zwracał koszty zabiegów tylko to wysokości takiej jak płaci w kraju. Wyjazd więc na usunięcie zaćmy do Anglii „wyrwałby” nam z kieszeni dobrych kilka tysięcy zł, więcej niż zwróciłby nam płatnik (zabieg zaćmy w naszym kraju kosztuje od 2,5 do 5,7 tys. zł, a w Anglii ok. 13 tys. zł).

Chodzi natomiast o to, że ogranicza, a nawet wręcz uniemożliwia pacjentom korzystanie ze swoich praw, czyli decydowania gdzie i u kogo będą się leczyć. Jest to bolesne tym bardziej, że rząd chce wdrożyć dyrektywę w jej niezbędnym minimum. Opóźnienia we wdrożeniu przepisów spowodowało bowiem opracowywanie listy procedur, których refundacja uzależniona będzie od zgody Narodowego Funduszu Zdrowia. Wiadomo już, że znajdą się na niej programy lekowe, kosztochłonne badania diagnostyczne oraz hospitalizacje dłuższe niż 1-dniowe.

Co na dyrektywie zyska pacjent? Uprawnienie będzie dotyczyć wyłącznie świadczeń gwarantowanych, refundowanych w Polsce, ale z różnych względów niedostępnych. Ograniczenia mają chronić wyłącznie budżet NFZ przed koniecznością zwrotu pieniędzy za leczenie pacjentów, którzy skorzystali z niego za granicą i skrócili tym samym kolejki w kraju. To draństwo ze strony władzy – kolejna manipulacja, a nie pomoc dla chorego.

Co tracimy, przynajmniej w tym roku? Wizytę u lekarza specjalisty – np. reumatologa, do którego trzeba czekać u nas nawet 236 dni, chirurga naczyniowego (226 dni), gastroenterologa (218), hematologa (198), endokrynologa (196 dni), podczas gdy u Czechów czy Niemców, którzy przygotowali swoje oferty w naszym języku, czeka się na wizytę tylko kilka tygodni, a nawet dni.

Anna Moraniec

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ambroży
Ambroży
7 lat temu

Niech Pani red. zastanowi sie raczej po co i za czyje Arłukowicz pojechał z Tuskiem niedawno do RPA i Zambii ( Na misje??- chyba nie ta linia polityczna ?) . Dlaczego w Polsce nie znajdzie się kilkunastu kilkunastu dziennikarzy i zapyta publicznie i do skutku premiera ze nie czas na wycieczki szczególnie jeśli są zapóźnienia w dostosowaniu do dyrektyw UE, kiedy sypiący się budżet jest do końca nie sklecony?. Że kilka lat po opuszczeniu fotela prezydenckiego filipińczyk Kwaśniewski wozi sie po Krakowie z obstawami które niewinnych ludzi gruchoczą po drodze swoimi limuzynami i powodują ciężkie wypadki?. Dlaczego do dzis publikujecie… Czytaj więcej »

ROMAN
ROMAN
7 lat temu

Pani redaktor – delikatnie Pani to sformułowała – my po prostu jesteśmy niewolnikami we własnym kraju – no bo nawet jak murzyna coś zabolało to plantator sprowadził mu doktora aby szybko go doprowadził do pełnej sprawności – w naszym wypadku o sprawność
nie chodzi mamy po prostu zdychać i w roku 2100 osiągnąć liczebność 16 milionów.