Jesteśmy przeszczęśliwi!

Bogusław Kubicki. Fot TC

Rozmowa z BOGUSŁAWEM KUBICKIM, trenerem Czuwaju

- Nie za dużo nerwów zafundowaliście sobie i kibicom w tym ostatnim, decydującym spotkaniu?
- Horror trzymał w napięciu do samego końca. Niemal non stop patrzyliśmy na zegar świetlny, kontrolując czas i różnicę bramek. Najpoważniejsza chwila zwątpienia przyszła w momencie, kiedy po dwuminutowych karach, w polu zostało tylko trzech naszych graczy. Walczyliśmy jednak do upadłego i się opłaciło. Jesteśmy wyczerpani, ale przede wszystkim przeszczęśliwi!

- Odprawiliście zespół, który od kilku lat występował w elicie, a jakby tego było mało, ma w swoich szeregach reprezentantów Polski…
- Przeciwstawiliśmy trzem wyjątkowo skutecznym w SuperLidze graczom, czterech wiodących w I lidze. Już na starcie takie porównanie wypadało na naszą niekorzyść, bo przecież Dawid Przysiek został królem strzelców sezonu zasadniczego ekstraklasy. Okazało się, że nie taki diabeł straszny. Oni musieli i bardzo chcieli. Na nas z kolei tak wielkiej presji nie wywierano i m.in. dzięki temu udało się spełnić jeszcze do niedawna niedoścignione marzenie.

- Do Wągrowca pojechaliście dzień wcześniej. Nie powtórzyliście błędu z wyprawy do Szczecina, który kosztował was wysoką przegraną.
- Nie ma co ukrywać, że to spotkanie miało trochę inny ciężar gatunkowy. Ośrodek Sportu i Rekreacji Nielby przyjął nas z otwartymi rękami, udostępniając wszystko, czego tylko potrzebowaliśmy. Wprost przeciwnie do kibiców miejscowej drużyny. Jesteśmy zniesmaczeni i zażenowani ich postawą. Nie boję się w tym miejscu użyć określenia “chamstwo”. Wyzywali i obrażali nas, ale również kibiców, którzy przyjechali z Przemyśla. Z pewnością nie dorośli do oglądania ekstraklasowej piłki ręcznej, a nawet tej w wydaniu II-ligowym.

- Przed sezonem kompletnie nikt nie widział w Czuwaju faworyta do awansu. Nie jest pan sam zaskoczony takim obrotem spraw?
- Jeśli powiem, że spodziewałem się tego wszystkiego, skłamię. Nasz sukces udowadnia jednak, jak piękny i nieprzewidywalny potrafi być sport. Rok temu ledwo uniknęliśmy spadku, a teraz świętujemy. Na starcie rozgrywek zakładaliśmy walkę o czwórkę, maksymalnie o “podium”. Prawdziwym strzałem w dziesiątkę okazało się zakontraktowanie na półmetku ubiegłego sezonu Radosława Jankowskiego i Macieja Kubisztala. Wnieśli do zespołu powiew świeżości i optymizmu. To wszystko zaprocentowało teraz, chociaż nie chcę wystawiać indywidualnych laurek poszczególnym graczom. Wszyscy razem i każdy z osobna zasłużyli na podziękowania i brawa.

- Dla pana i trenera Piotra Kroczka ten sukces jest chyba podwójnie ważny? W końcu to wy “wskrzesiliście” piłkę ręczną w Przemyślu i zaledwie w ciągu kilku lat wynieśliście na wysoki poziom?
- Nie ukrywam, że sporo poświęciliśmy. To wszystko nie miałoby jednak sensu, gdyby nie ludzie, których mamy w drużynie. Zaufali nam i dzięki temu jesteśmy teraz w tym miejscu. Mam nadzieję, że następny rok będzie równie udany, choć oczywiście priorytetem będzie pozostanie w ekstraklasie.

- Sukces niesie ze sobą spore wyzwanie. Już teraz pojawiają się pytania o budżet, zawodników…
- Razem z Piotrem zajmiemy się stroną sportową. Ta drużyna może w tym kształcie z powodzeniem grać w SuperLidze. Oczywiście już podejmujemy starania żeby wzmocnić skład, bo nie sztuka awansować, a się utrzymać. Działacze i miasto zajmą się kwestią organizacyjno – finansową, ale z ich pomocą na pewno podołamy.

- Na początek trzeba zatrzymać w składzie Radosława Jankowskiego.
- Nie mogę potwierdzić, że Radek zostanie. Już kilka tygodni temu zaczęły się pojawiać oferty m.in. z Chrobrego Głogów, jednak będziemy robili wszystko, żeby nam nie “uciekł”. Decydujący głos będzie miał oczywiście sam zawodnik, ale jeśli chodzi o finanse, wydaje mi się, że możemy konkurować z zespołami pokroju Chrobrego.

- Kiedy zatem poznamy jakieś szczegóły?
- Co roku w drugim tygodniu czerwca odbywa się u nas turniej oldboyów, przy okazji którego zapraszamy zawodników na testy. Musimy przede wszystkim wzmocnić prawe rozegranie (zawodnik leworęczny), ale pod koniec czerwca kadra powinna być skompletowana. Kilku graczy zgłosiło już chęć występów w Przemyślu, ale na konkrety przyjdzie pora.

- Kolejny sezon będzie prawdziwym świętem dla Przemyśla. Nad San zjadą przecież takie drużyny jak Vive Kielce, czy Wisła Płock…
- Na pewno będzie to wydarzenie, jakiego nie było od 1998 roku. Kibice z niecierpliwością czekają na takie spotkania. Nam pod każdym względem daleko do takich hegemonów jak Vive, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sprawić kilka niespodzianek.

Rozmawiał TOMASZ CZARNOTA

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.