Jesteśmy w szoku

- W niedzielę wieczorem zanalizowałem tabelę i strasznie żałowałem 0-3 z Pogonią w Siedlcach. Gdyby nie ten mecz, bylibyśmy zespołem z najlepszą defensywą - mówi bramkarz Resovii, Marcin Pietryka. Fot. Paweł Bialic

II LIGA. Bramkarz Resovii Marcin Pietryka o sportowej złości, drużynie, w której nikt nie odstawia nogi i pracy z najmłodszymi.

O Resovii znów zrobiło się głośno. “Pasiaki” pokonały mierzącą w awans Wisłę na stadionie im. Kazimierza Górskiego w Płocku, a miejscowych powstrzymywał fantastycznie dysponowany Marcin Pietryka, wychowanek i symbol rzeszowskiego klubu.

- Fajnie być sennym koszmarem napastników?
- Oj, fajnie! Cieszę się, że wreszcie “załapało”. Ustabilizowałem formę, w drugim meczu z rzędu nie wpuściłem bramki. To ważne, bo wcześniej przytrafiały się wpadki.

- Właśnie. Różnie panu szło w tej rundzie, zdarzały się błędy, które drogo zespół kosztowały. W jaki zatem sposób wrócił pan na właściwe tory? Ciężej pan pracował, zmienił coś w treningu, odnalazł gdzieś koncentrację?
- Nic z tych rzeczy. Mam swoje lata, za sobą mnóstwo doświadczeń i nie widzę powodu, dla którego miałbym zmieniać coś w swoich przygotowaniach. Po prostu nie obrażam się na rzeczywistość, tylko wyciągam wnioski z popełnionych błędów. Ważne jest by zachować spokój, ale jednocześnie zezłościć się na siebie, znaleźć motywację, żeby odkupić winy.

- Bramkarz musi mieć też trochę szczęścia, tak jak pan w Płocku.
- Wisła to faworyt ligi, ma w składzie dobrych zawodników i faktycznie łatwo nie było. Raz uratowała mnie poprzeczka.

- Generalnie płockie powietrze służy Resovii…
- Uwielbiam grać przeciwko Wiśle (śmiech). W Płocku nie puściłem jeszcze bramki, cieszyłem się po pamiętnym 4-0 i teraz, gdy Tomek Ciećko w ostatniej akcji zdobył gola na wagę 3 punktów. Pokonaliśmy też Wisłę w Pucharze Polski 5-3, ale w tamtym spotkaniu nie grałem.

- Ciećko trafił w trzeciej minucie doliczonego czasu. Wierzył pan, że to się tak może skończyć, czy jednak cieszył się z remisu?
- Gdy “Maka” (Bartłomiej Makowski – red.) podchodził do piłki, by wybić rzut wolny, krzyknąłem: “zagraj do mnie!”. Na szczęście nie posłuchał, bo jeszcze by mnie oskarżył o brak zwycięstwa (śmiech).

- Resovia straciła zaledwie 9 goli, to drugi najlepszy rezultat w lidze. Miło byłoby nie stracić w rundzie więcej niż 10 bramek.
- W niedzielę wieczorem analizowałem tabelę i strasznie żałowałem 0-3 z Pogonią w Siedlcach. Gdyby nie ten mecz, bylibyśmy zespołem z najlepszą defensywą. Odkąd powstała druga liga grupa wschodnia nie schodzimy jednak poniżej pewnego poziomu, a teraz mamy okazje, by wyśrubować wynik. Jeśli w dwóch najbliższych meczach z Wigrami i Siarką nie stracimy gola, zakończymy jesień bez jedynki z przodu. To byłoby coś!

- Co się zmieniło w grze Resovii po przyjściu trenera Tomasza Tułacza?
- Poprzedni trener Marcin Jałocha grał w ustawieniu 4-4-2, czyli z dwoma napastnikami. Teraz gramy tak, jak cały świat – 4-2-3-1. Jedno się nie zmieniło – staramy się szanować piłkę, jak najdłużej się przy niej utrzymywać. Mam wrażenie, że dziś nieco więcej jest tego resoviackiego charakteru. Tomasz Tułacz wymaga również, by zawodnicy byli uniwersalni. Boczni pomocnicy mają być napastnikami, zamiana ról jest pożądana. Mamy solidną defensywę, ale jednak więcej piłkarzy ofensywnych, dlatego taki styl nam pasuje.

- Jak balon był pompowany, a w klubie kasa i zawodnicy z bogatą przeszłością, to brakowało wyników. Teraz w Resovii nie ma pieniędzy ani wielkich oczekiwań, a drużyna znajduje się w czołówce. Z realnymi szansami na drugie miejsce na półmetku sezonu. Jak pan to wytłumaczy?
- Tworzymy drużynę. Nikt nie kalkuluje, idzie na maksa, nie odstawia nogi. Sprawy pozasportowe odsuwamy na bok, po rundzie będziemy się zastanawiać nad tym, co dalej. I czekać na to, co postanowią nasi szefowie.

- W szatni rozmawiacie o awansie?
- Przede wszystkim chcemy mocnym akcentem zakończyć rundę. Sześć punktów mogłoby utorować drogę na szczyt tabeli. Generalnie jesteśmy jednak w szoku, że tak wiele udało się nam dokonać.

- Jak idzie panu szkolenie dzieci i młodzieży?
- Odkryłem w sobie prawdziwą pasję i już wiem, co będę robił, gdy zawieszę buty na kołku. Opiekuję się licealistami i gimnazjalistami w naszej Szkole Mistrzostwa Sportowego, w Resovii prowadzę zajęcia z jeszcze młodszymi bramkarzami. Mam pod opieką 18-20 zawodników i dwie bramkarki.

Rozmawiał TOMASZ SZELIGA

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.