Każdy z nich uratował komuś życie

– Kolej przestała mnie potrzebować po 42 latach pracy. Zostałem zwolniony. I tylko moja krew jeszcze potrzebna, więc i ja potrzebny – mówi z goryczą Janusz Kosiec. Fot. Anna Moraniec

PODKARPACIE. Ilu osób uratowali? Kilkanaście, kilkadziesiąt? Oddali tyle litrów krwi, że najłatwiej przeliczyć je na… wiadra.

Całe swoje życie służą innym. Kim są cisi bohaterowie, którzy często pozostają bezimienni? Janusz Kosiec oddał sześć, a Czesław Pieróg ponad siedem wiader krwi. W piątek, 14 grudnia, zostali uhonorowani odznaczeniami – “Honorowy Dawca Krwi – Zasłużony dla Zdrowia Narodu”.

Czym dla nich jest to odznaczenie? Wyróżnieniem, honorem, dumą. Ale nie dla odznak oddają krew. Więc dlaczego? – Krew zacząłem oddawać w 1974 roku. Pracowałem wtedy w Warszawie, kolega miał wypadek, potrzebował dużo krwi, byłem jednym z wielu, którzy wtedy się zgłosili i tak zostało do dziś – mówi Janusz Kosiec.

Byli na każde zawołanie
Pan Janusz jest tzw. rzadkowcem – to znaczy, że ma krew grupy minusowej. – To wiąże się z tym, że często dostaję telefon do domu: panie Januszu, potrzebna jest pana krew, może pan przyjechać? Nigdy nie odmawiałem. Byłem dyspozycyjny. Zawsze. Pewnie za to to dzisiejsze odznaczenie.

Podobną postawę reprezentuje drugi z odznaczonych. – Po prostu lubię pomagać. Szczególnie gdy chodzi o dzieci, nigdy nie odmówię. Często przychodzili do mnie ludzie, mówiąc, że ich dziecko jest w szpitalu i potrzebuje dużo krwi. Dalej każdy i w każdej chwili może przyjść i powiedzieć: potrzebuję krwi dla dziecka. Pójdę i jeszcze skrzyknę kolegów – deklaruje Czesław Pieróg.

Takich bohaterów jest więcej
Cichych bohaterów na Podkarpaciu jest dużo więcej. Czynnych krwiodawców jest ok. 6 tys. Takich, co oddali po 5 wiaderek krwi, blisko 150. Przykładów nie trzeba szukać daleko. Marek Pawełek, prezes Oddziału Rejonowego PCK, oddał 67 litrów, Marian Madeja, prezes klubu przy tym oddziale – 63 litry. Wszyscy deklarują, że póki im zdrowie pozwoli, nie przestaną służyć tym, co nie zastąpione, co ratuje życie – własną krwią.

Mają czekoladowe życie
To, co robią krwiodawcy, robią z potrzeby serca, nie dla nagród czy przywilejów, bo tych teraz nie ma. Kiedyś zakłady pracy fundowały wycieczki, były darmowe leki, nagrody, premie. Teraz właściwie zostały jedynie czekolady, bo za oddanie krwi dostaje dziewięć tabliczek, no i darmowe przejazdy komunikacją miejską. – Od 1 października zasłużeni honorowi dawcy krwi, kobiety, które oddały 15, mężczyźni, którzy oddali 18 l. krwi mogą na terenie miasta Rzeszowa jeździć bezpłatnie po okazaniu legitymacji honorowego dawcy krwi – mówi Marek Pawełek.

Prawdziwie honorowe krwiodawstwo to służba. Czasami potrzeba właśnie w tej chwili krwi, a tacy ludzie nie zastanawiają się, tylko podwijają rękaw od koszuli. I tylko szkoda, że takich ludzi państwo nie potrafi docenić. – Kolej przestała mnie potrzebować po 42 latach pracy. Zostałem zwolniony, od kilku miesięcy szukam pracy i nic, za stary jestem. Odstawili mnie na boczny tor. I tylko moja krew jeszcze potrzebna, więc i ja potrzebny, choć stojący na bocznym torze – mówi z goryczą Janusz Kosiec.

Anna Moraniec

do “Każdy z nich uratował komuś życie”

  1. fryderyk

    Zdrowych i Wesołych Świąt , Wszystkim ,,KREWNIAKOM” …. Pozdrawiam …

  2. iza

    Nie ma większego daru niż krew. Ona ratuje życie innym.
    Dziękuję wszystkim bezimmiennym dawcom. Nie wiadomo kiedy i komu będzie potrzebna ich krew.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.