Kij w zbrojeniowym mrowisku

"Kraba" nazywają młotem artylerii. Strzela na odległość ponad 40 km, waży ponad 50 ton i sporo kosztuje, ale żadna armia bez takiej armatohaubicy się nie obejdzie. To głównie ten "skorupiak" zwrócił uwagę Bumaru na HSW. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. „Kraby”są produkowane nad Sanem, ale jeżeli rząd postawi na swoim, pieniądze za armatohaubice popłyną w zupełnie innym kierunku.

Znów rozpoczęła się wojna nerwów wokół Huty Stalowa Wola. Nie po raz pierwszy rozpętuje ją rząd. Tym razem kij w zbrojeniowe mrowisko włożył Rafał Baniak. Wiceminister gospodarki zapowiedział, że Huta definitywnie zostanie włączona do grupy Bumar. Zawrzało nie tylko w Stalowej Woli, bo Bumar nie tylko na HSW ma chętkę. Huta jest teraz w wyjątkowo dobrej sytuacji i owo włączenie nazywane jest wprost skokiem na kasę. Na szczęście nie jest to jeszcze skok zbrojny, a zwyczajnie polityczny. A wiadomo, że w polityce jest wszystko możliwe.

Min. Baniak zamiarami resortu gospodarki pochwalił się podczas niedawnych targów zbrojeniowych w Kielcach. Huta wróciła z nich z tarczą, bo nie tylko dostała kilka nagród, ale po raz pierwszy pokazała w rzeczywistości, na co ją stać. Pod jednym wystawowym dachem zmieściła kilkadziesiąt wozów, które sieją spustoszenie na polu walki. Nawet prezydent Komorowski zaglądał w lufy stalowowolskieg oręża, a potem zaprosił prezesa HSW na obiad.

Dostali wielki kontrakt i pieniądze na rozwój
W tym czasie wysłannicy rządu też zaglądali na stoisko HSW. Też im się spodobało, ale dało też powód do reformatorskich dumań. W końcu resort gospodarki, który w imieniu Skarbu Państwa sprawuje nadzór właścicielski nad HSW, wyjawił swoje komasacyjne zamiary. Nie pierwszy raz, ale wydawało się, że straszenie Huty Bumarem to już przeszłość. Krzysztof Krystowski, nowy prezes Bumaru, otwarcie mówi, że nie zależy mu na dominacji nad HSW, ale widzi konieczność partnerskiej współpracy ze Stalową Wolą, żeby wspólnie zaproponować wojsku nowy oręż. Nie tylko z HSW, bo poza kontrolą Bumaru jest w Polsce kilkanaście spółek zbrojeniowych, które teraz murem stanęły za Hutą. Na razie otwartą niechęć wobec zamiarów rządu ujawniają związkowcy. Ich pracodawcy zachowują dyplomatyczny dystans.

- Nie komentujemy zamiarów właściciela – mówi Bartosz Kopyto, rzecznik HSW. Bo i komentować nie ma co. HSW nie tak dawno podpisała jakże intratny kontrakt na dostawę dla wojska 24 armatohaubic „Krab” i kilkudziesięciu towarzyszących jej wozów logistycznych. Dostanie za to ponad pół miliarda zł, a to nie jedyny jej biznes z naszą armią. HSW po sprzedaży Chińczykom fabryki maszyn budowlanych, jest bogata i stać ją na rozwój kolejnych konstrukcji zbrojeniowych. Kupiła m.in. fabrykę samochodów specjalnych w Jelczu i zdążyła już sporo w tę fabrykę zainwestować. Teraz miałoby to wszystko przejść w ręce Bumaru.

Kasa będzie grała, a że zniknie konkurencja…
Zamiary rządu, który jest też oczywiście właścicielem wielkiego Bumaru, są oczywiste. Nasz zbrojeniowy monopolista się restrukturyzuje. Kilka mniej trafionych kontraktów z obcymi armiami i nadprzeciętne zatrudnienie spowodowały, że pozostała mu półmiliardowa strata księgowa. Więc pieniądze HSW by mu się w tej sytuacji przydały. Znikłaby nie tylko pustka w kasie Bumaru, ale i konkurencja, która normalnie jest twórcza, ale rządowi wyraźnie przeszkadza. UOKiK nie będzie tu miał nic do powiedzenia.

Jerzy Mielniczuk

do “Kij w zbrojeniowym mrowisku”

  1. ROMAN

    no to kto taki „ciemny” kontrakt załatwił że w kwitach wyszło że brakuje półmiliarda – nazwisko tego mądrego- a może by tak jeszcze oprucz tych 24 „KRABÓW” – zaczęli produkować nowy model atomowej kosy na sztorc- bo jak zaczną komasować a potem znowu dzielić to tylko nowoczesne indywidualne kosy nam zostaną do obrony.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.