Kobieta podpaliła się przed posterunkiem policji

59-letnia pani Halina oblała się benzyną i podpaliła pod drzwiami komisariatu Śródmieście, który znajduje się niedaleko dworca kolejowego. Fot. Wit Hadło

59-latka oblała się benzyną i podpaliła pod drzwiami komisariatu. Zdenerwowała się, że policja obwinia ją o nieuzasadnione wezwania do pobliskiego pubu.

- “Pani Basiu, jestem podejrzana, no jestem podejrzana”, to były ostatnie słowa jakie od niej usłyszałam, gdy weszłam do pokoju w którym była przesłuchiwana – mówi sąsiadka pani Haliny, która w miniony wtorek podpaliła się pod drzwiami rzeszowskiego komisariatu – Pani Halino niech się pani nie martwi – odpowiedziałam i wyszłam z komisariatu spiesząc się do pracy. Kilka minut później 59-latka płonęła jak żywa pochodnia.

Do dramatu doszło we wtorek (21.08) po godz. 9 rano. Pani Halina wraz z sąsiadką, panią Barbarą i jej mężem pojechała wcześnie rano do komisariatu Rzeszów – Śródmieście, który znajduje się niedaleko dworca kolejowego. Miała stawić się na przesłuchanie w sprawie nieuzasadnionych wezwań policji do sąsiadującego z jej blokiem pubu. – Wyjechaliśmy spod bloku około 6.30, bo pani Halina chciała wcześniej porozmawiać z naszym dzielnicowym. Umówiła się z nim na komisariacie o godz. 7. – mówi pani Barbara. – Sama zaproponowałam, że z nią pojadę, bo widziałam po niej, że się bardzo martwi tym wezwaniem. Zresztą chciałam poświadczyć, że wezwanie policji w ten dzień (weekend poprzedzający zamknięcie lokalu, czyli przed 31 lipca), było uzasadnione, bo przed lokalem było wtedy bardzo głośno. W życiu bym nie przypuszczała, że ten nasz wyjazd skończy się tak tragicznie. Nic nie zapowiadało tragedii, zachowywała się normalnie, rozmawiałyśmy o wszystkim, śmiałyśmy, że się elegancko ubrała.

Zamknijcie mnie!
Przed godziną 7 wszyscy byli już przed komisariatem. Pani Halina z sąsiadami poszła prosto do dzielnicowego. – On doskonale znał naszą sytuację, pani Halina często żaliła mu się na hałasy i brak pomocy znikąd. Zdenerwowała się bardzo mówiąc mu o wezwaniu na przesłuchanie “Z pokrzywdzonej robicie winną, dobrze zamknijcie mnie”, krzyczała, gdy dzielnicowy próbował ja uspokajać.

Niedługo potem przyszła policjantka i zaprosiła 59-latke na przesłuchanie. – Gdy próbowaliśmy wejść razem z nią, kazała nam pozostać na korytarzu. Usiedliśmy więc i czekaliśmy, lecz oboje z mężem śpieszyliśmy się do pracy. W końcu weszłam do sali przesłuchań i zapytałam, czy będziemy w ogóle potrzebni. Usłyszałam, że skoro nie mamy wezwania, to nie będziemy przesłuchiwani.  Pani Halina siedziała spokojnie. Gdy powiedziałam jej, że jadę popatrzyła na mnie i rzuciła: Pani Basiu jestem podejrzana, no jestem podejrzana. Odpowiedziałam jej, by się nie martwiła i wyszłam.

Wydarzenia przybrały później nieoczekiwany obrót. W pewnym momencie wzburzona zarzutami pani Halina, przerwała przesłuchanie i wybiegła z komisariatu. W pobliskim sklepie kupiła środek łatwopalny, oblała się nim i podpaliła. Policjanci widząc płonącą postać wzięli gaśnicę i ugasili kobietę.

Co się stało w komisariacie?
O tragedii pani Barbara dowiedziała się dopiero późnym wieczorem od syna pani Haliny. – Widziałam, że w jej mieszkaniu się nie świeci, ale myślałam, że śpi. Dopiero na korytarzu spotkałam wracającego ze spaceru z psem jej syna, który opowiedział mi o tragedii. Nie mogliśmy uwierzyć słysząc o tym. Poczuliśmy się nawet winni, bo przecież ona to robiła nie tylko dla siebie, ale również dla nas. Na drugi dzień pojechaliśmy z mężem na komisariat, próbując się dowiedzieć co się tam właściwie wydarzyło, w jakim stanie wyszła z przesłuchania, coś musiało się przecież stać, że zdecydowała się na taki krok. Nikt jednak nie chciał udzielić nam informacji.

Sąsiedzi są w szoku
Mieszkańcy bloku przy ul. Poniatowskiego, sąsiedzi pani Haliny są w szoku – No nie może się to nam w głowie pomieścić. To taka silna kobieta. Co się musiało stać, że zareagowała w ten sposób. To straszna tragedia nie tylko dla jej rodziny – przyznają nasi rozmówcy.

Spór mieszkańców z właścicielami zamkniętego już pobliskiego pubu ciągnął się od około 7 lat. Chodziło o hałasy dobiegające z lokalu, przez które mieszkańcy nie mogli spać po nocach. – Odbywały się tam koncerty, imprezy okolicznościowe, ludzie nie zdawali sobie sprawy z tego ze do nas tak wszystko słychać, mamy balkony i okna od strony gdzie znajdował się pub – przyznają. – Może byście już weszli do środka, chcemy ciszy nocnej, może już dosyć tym rozmowom, upominaliśmy klientów, ale nic nie działało. Pani Halina interweniowała w tej sprawie na policji, u straży miejskiej, a nawet gdy zamknięto lokal poszła do prezydenta, by nie wydawał koncesji na otwarcie kolejnego. Chodziła na rozprawy sądowe. – A próbowaliście Państwo rozmawiać z właścicielami lokalu, może wspólnie jakoś zaradzili byście problemowi – dopytujemy. – Nie – przyznają mieszkańcy.

To ona nas nękała, nie my ją
Właścicielka pubu, która prosi o zachowanie anonimowości sprawę naświetla nam z innego punktu – To nie my uprzykrzaliśmy życie tej pani, tylko ona nam. Wciąż nękała nas policją, zakładała kolejne sprawy w sądzie (łącznie 7), które przegrywała, a nawet rzucała z balkonu ziemniakami w naszych klientów. Nie raz wygrażała mi i teraz, po całym tym zajściu uważam, że była w stanie je spełnić. W końcu będąc na skraju wytrzymałości postanowiliśmy zamknąć lokal, co stało się 31 lipca. Myśleliśmy, że będzie wreszcie spokój.

Podobnego zdania są byli klienci lokalu. – Wiedzieliśmy o sporach z mieszkańcami bloku obok, zresztą sama właścicielka lokalu uczulała nas na zachowanie ciszy i spokoju przy wchodzeniu i wychodzeniu z pubu. Po godz. 22 właścicielka sama ściągała wszystkich klientów do środka, żeby nie było hałasów na zewnątrz. Nikt nikomu nie robił tu na złość, po co mielibyśmy niby sami na siebie ściągać problemy – przyznają.

***
59-latka przebywa obecnie w szpitalu w Łęcznej. Jest nieprzytomna. – Jej stan jest ciężki, została zaintubowana. Trudno jak na razie mówić o rokowaniach – tłumaczy Piotr Rybak, dyrektor SPZOZ w Łęcznej. – Pewne miejsca na ciele zaczęły się już goić, największym problemem jest jednak poparzenie górnych dróg oddechowych.
- Jedyne, co nam teraz pozostało, to modlić się o cud, by pani Halina z tego wyszła – mówią sąsiedzi.

Patryk Wolski

do “Kobieta podpaliła się przed posterunkiem policji”

  1. OLEK

    SAMA SOBIE ZROBIŁA KRZYWDĘ WIĘC NIE MA CO ŻAŁOWAĆ KOBIETY KTÓRA W TEN SPOSÓB CHCIAŁA ZWRÓCIĆ NA SIEBIE UWAGĘ, ZROBIŁA TO NA WŁASNE ŻYCZENIE.

  2. Klient

    Bylem w tym pabie dosc czesto. I powiem ze szkoda mi wlascicielki. Wlozyla cala dusze w to miejsce. Klientela byla dosc specyficzna. Ale bardzo spokojna. Wogole niepamietam zeby byly jakies bijatyki.
    Kilka razy przyjezdzala policja na wezwanie sasiadki ktora sie skarzyla na halas. I policja niejednokrotnie ja uprzedzala o bezpodstawnych wezwaniach. Niejednokrotnie wkurzona policja zastawala barmana i 3-4 osob ktore chcieli w ciszy i spokoju napic sie piwa. Poprostu tej pani sie nudzilo. Prosze redaktorow opisac te chisterie i imitacje zawalow u p. Ferenca w Ratuszu. O tym jak rzucala kamieniami i ziemniakami w ludzi wchodzacych do pabu. O wyzwiskach, o jej synu ktory czesto przesiadywal w tymze pabie i sie upijal za darmo.
    Moze i bylo kilka glosnych imprez w przeciagu tych 7iu lat. Ale wlascicielka tego pabu chodzila po sasiadach i uprzedzala i przepraszala za to.
    Tez bylem swiadkiem jak wlascicielka nie jednokrotnie probowala sie dogadac z ta pania. I kupowala jej i jedzenie i leki……
    Ach…. Szkoda gadac…. Bardzo zaluje o zamknieciu dobrej knajpy z dobrym towarzystwem, wieczorami podroznika i fajnymi koncertami rockowymi……

    • Rafał

      A ja choć tam nie mieszkam już 15 lat, znam od od kolegów tą sytuację z zupełnie innej strony.
      Bywało, że relacjonowali chuligańskie zachowania pod tym pubem ze szczegółami.
      Sam nie jeden raz przechodząc tamtędy mogłem się przekonać na własne oczy, że mieli rację.

      Może komuś się wydawać, że jak we wtorek poszedł tam raz na piwo i raz krzyknął głośniej to nie ma tragedii, ale wystarczy pomnożyć ten jeden krzyk przez liczbę klientów i później przez dni tygodnia a wynikiem będzie to czego co tydzień, bez przerwy słuchają mieszkańcy pobliskiego bloku.
      A po zamknięciu pubu, kiedy „wstawione” towarzystwo prowadzi polemikę w kilku aspektach jednocześnie to łatwo sobie wyobrazić co jest efektem takich przekrzykiwań.

      Nie uwierzę, że ta akurat knajpka jest wyjątkowa i ma wyjątkową klientelę wrażliwą na problemy sąsiadujących z pubem lokatorów.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.