Kolejny napad na stację benzynową

Na tej stacji paliw w Turbi przestępcy nie mają szans. Odważnemu pracownikowi, który co kilka lat musi odpierać ataki przestępców, należy się wysoka nagroda od właściciela. Fot. Jerzy Mielniczuk
Na tej stacji paliw w Turbi przestępcy nie mają szans. Odważnemu pracownikowi, który co kilka lat musi odpierać ataki przestępców, należy się wysoka nagroda od właściciela. Fot. Jerzy Mielniczuk

TURBIA, STALOWA WOLA. Na skok ubrał się jak bandyta z najlepszego filmu, ale nie spodziewał się takiego oporu pracownika. Policjanci zatrzymali go, bo „gazem śmierdział na odległość”.

38-letni mężczyzna chciał sobie sprawić mikołajkowy prezent okradając stację paliw. Nie ukradł nic, a „prezent” sprawi mu teraz Temida. Może dostać nawet kilka lat więzienia. Mieszkaniec pow. stalowowolskiego wybrał pechową stację. Równo cztery lata wcześniej napadli na nią dwaj inni amatorzy szybkiego zarobku. Tak jak 38-latek, wpadli kilkadziesiąt minut po napadzie. Właśnie wyszli z więzienia.

To miał być prosty i szybki skok. Stacja „Pegas” usytuowana jest na obrzeżach Turbi. Mały punkt obsługiwany jest przez jednego mężczyznę. Wystarczy postraszyć go pistoletem, a forsę od razu wyłoży. Tak myślał domorosły bandyta, ale planując akcję, nie wziął pod uwagę kilku aspektów. Choćby tego, że pracownik stacji już raz został napadnięty i o bandytach ma wyrobione zdanie.

Pojedynek pistoletu z miotaczem
6 grudnia po godz. 18. do budynku stacji wszedł mężczyzna w kominiarce na głowie i pistoletem w ręce. Bez zbędnych ceregieli zażądał pieniędzy. Sprzedawca odpowiedział, że pieniędzy nie ma, bo dopiero co utarg został wydany. Wtedy rabuś wystrzelił. Okazało się, że uzbrojony był w pistolet gazowy. Sprzedawca zrobił krok, a napastnik strzelił mu jeszcze raz gazem prosto w oczy. W szamotaninie pracownik stacji sięgnął po swój ręczny miotacz i prysnął wiązką drażniącego gazu w przestępcę. Nie wiadomo, czy napastnik był uczulony na gaz, czy psychika mu wysiadła, ale od razu wziął nogi za pas. Po kilku minutach na stacji byli już policjanci.

Pies tropiący podjął ślad, ale stracił go po kilkuset metrach. Wskazał przynajmniej, w którym kierunku łobuz uciekał. W okolicę sprowadzono więcej patroli i już po kilkudziesięciu minutach od napadu jeden z nich zatrzymał sprawcę. Oczywiście nie miał kominiarki na głowie, ale idealnie odpowiadał rysopisowi podanemu przez pracownika stacji. Wkrótce policjanci znaleźli ukryte w zaroślach kominiarkę i pistolet gazowy. W obliczu dowodów, 38-latek przyznał się do napadu. Ma rodzinę na utrzymaniu i długi, na których spłatę potrzebował pieniędzy. Ponieważ nic nie ukradł i szczegółowo opisał napad, prokurator potraktował go nader łaskawie, nakazując jedynie regularne meldowanie się w komendzie policji i zakazując opuszczania kraju. Przed sądem będzie odpowiadał za czyn zagrożony karą od 2 do 12 lat więzienia.

Bandyto, omijaj tę stację szerokim łukiem!
18 grudnia 2009 r. tę samą stację, jako obiekt rabunku wybrali dwaj młodzi mieszkańcy pow. Stalowowolskiego: Augustyn G. i Piotr W. Też zwrócili uwagę na jednoosobową obsługę i położenie na uboczu wsi. Też mieli wtargnąć do stacji ze straszakiem w ręce, ale jeden z nich zapomniał go. Napadu dokonali uzbrojeni jedynie w pałkę znalezioną przy drodze. W dwóch jednak powalili sprzedawcę na podłogę i ukradli 5 tys. zł. Wpadli kilkadziesiąt minut później, nie zdążywszy przepić ani złotówki. Jeden dostał 4,5, a drugi 3,5 roku więzienia. Później był napad na stację paliw w oddalonej o kilometr Agatówce. Tam szaleniec uzbrojony w tasak zrabował 9,5 tys. zł. Też szybko trafił do więzienia.

Jerzy Mielniczuk

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments