„Komandos” się doigrał

Blok przy ul. Ofiar Katynia. Tu w niedzielę przed północą doszło do strzelaniny. Tylko cudowi można zawdzięczać to, że nie doszło przy tym o tragedii. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Pijany i uzbrojony mężczyzna szedł nocą przez miasto, a policjanci szykowali zasadzkę. Gdy w nią wpadł, omalże nie zabił jednego z funkcjonariuszy.

Z trzema zarzutami, z których nielegalne posiadanie broni jest najdelikatniejszym, na rozprawę sądową będzie oczekiwał Jan B. Stalowowolanin w niedzielę postawił na nogi całą komendę policji. Najpierw chciał zabić jednego z uczestników imprezy, na którą został zaproszony, a później policjanta. Kto wie, czy nie zabiłby umundurowanego funkcjonariusza, gdyby w kluczowym momencie nie zaciął mu się pistolet. Prokuratura wystąpiła o tymczasowe aresztowanie 65-latka. Sąsiedzi odetchnęli, bo przez kilka przynajmniej lat nie będą się bać.

We wtorek (16.04) informowaliśmy o nocnej strzelaninie przy ul. Ofiar Katynia. Teraz wiemy już, że padły tam trzy strzały. Czwarty, a w zasadzie pierwszy, kilkadziesiąt minut wcześniej, w mieszkaniu przy ul. Popiełuszki. Dwa oddał Jan B., dwa policjanci. Jeden omalże odebrał życie 29-letniemu mężczyźnie.

Wymierzył w policjanta i… pistolet się zaciął
Horror. Podczas suto zakrapianej alkoholem imprezy w mieszkaniu bloku przy ul. Popiełuszki dochodzi do sprzeczki między biesiadnikami. W pewnym momencie 65-letni mężczyzna, na którego kompani wołają „Komandos”, wyjmuje broń i z bliskiej odległości strzela w brzuch sąsiadowi od stołu. Postrzelony pada, a strzelec wychodzi. – Tłumaczył później, że broń sama wystrzeliła podczas wyjmowania, ale świadkowie temu zaprzeczają – mówi Barbara Bandyga, prokurator rejonowy w Stalowej Woli.

Pozostali w mieszkaniu uczestnicy imprezy wzywają pogotowie. Postrzelony 29-latek trafia na stół operacyjny. Lekarze ratują mu życie. „Komandos” idzie w kierunku bloku przy ul. Ofiar Katynia, gdzie mieszka. O strzelaninie już wie policja i patrol próbuje zatrzymać niebezpiecznego mężczyznę. Policjanci wiedzą, że jest pod wpływem alkoholu i ma broń ostrą. Zachowują wszelkie możliwe środki ostrożności. To stąd tyle radiowozów przed północą znalazło się przy zbiegu ul. Popiełuszki i Ofiar Katynia.

Jest kwadrans przed północą, gdy policjant z patrolu wzywa Jana B. do zatrzymania się. Na wezwanie „Komandos” wyjmuje pistolet i strzela. Prawdopodobnie traktował to jako strzał ostrzegawczy i to on atakuje policjantów. Idzie w ich kierunku i mierzy z pistoletu wprost do jednego z funkcjonariuszy. Policjant strzela w powietrze i wzywa agresywnego mężczyznę ponownie do zatrzymania się i odłożenia broni. Ten naciska spust pistoletu. Broń zacina się.

Sąsiedzi znają jego mundurową przeszłość i ciężki charakter
Policjanci reagują błyskawicznie. Jeden z nich oddaje drugi strzał ostrzegawczy, a potem rzucają się na mężczyznę, który jeszcze próbował przeładować pistolet. Zatrzymany został przewieziony do komendy policji, gdzie do poniedziałkowego przedpołudnia trzeźwiał. Gdy był przesłuchiwany, mężczyzna, którego postrzelił, zbudził się po operacji. Jego stan jest na tyle dobry, że we wtorek mógł przesłuchać go prokurator. Po przesłuchaniu prokurator wystąpił do sądu o tymczasowe aresztowanie Jana B. Zarzuca mu podwójne usiłowanie zabójstwa, w tym funkcjonariusza policji na służbie i nielegalne posiadanie broni. Sąd nie powinien mieć wątpliwości.

Od sąsiadów wiemy, że sprawca nocnej strzelaniny jest byłym wojskowym. Pseudonim nadany pewnie przez sąsiadów z bloku nie jest przypadkowy, bo nie raz, przy sprzeczkach czy sąsiedzkich biesiadach, miał się chwalić, albo nawet straszyć bronią.

Jerzy Mielniczuk

do “„Komandos” się doigrał”

  1. Tadeusz

    „Idzie w ich kierunku i mierzy z pistoletu wprost w jednego z funkcjonariuszy. Policjant strzela w powietrze i ponownie wzywa agresywnego mężczyznę do zatrzymania…” (przeczytałem pełny tekst w wydaniu gazetowym). Strzela w powietrze!? To co, to jakiś sylwester, fajerwerki na wiwat, postraszenie? Przecież to sprawa życia i śmierci! Ten bandzior już powinien leżeć zanim zdołał wymierzyć w policjanta. To tylko chyba w Polsce są tak idiotyczne przepisy. Na szczęście broń się zacięła. Policjant żyje i, niestety, to wydarzenie w nim również.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.