Komisja wyborcza kwestionuje podpisy poparcia

MIELEC. Z wyścigu o el prezydenta musiał zrezygnować Ireneusz Dzieszko, największy z krytyków władz miasta.

Miejska Komisja Wyborcza zakwestionowała wszystkie listy kandydatów na radnych komitetu „Teraz Mielec”. Powód? Brak ustawowego limitu podpisów osób popierających chętnych na rajców. W efekcie z wyścigu o el prezydenta musiał zrezygnować Ireneusz Dzieszko, największy z krytyków władz miasta, który zapowiadał odesłanie prezydenta na emeryturę, a w samorządzie Mielca… obalenie feudalizmu.

W uchwałach MKW w Mielcu z 25 ub. m. możemy przeczytać m.in., że listy z wykazem kandydatów na radnych nie uzyskały wymaganego ustawowo prawidłowego poparcia co najmniej 150 wyborców. Część podpisów odrzucono z powodu błędnego PESEL-u, nie podania adresu, czy braku ujęcia w stałym rejestrze wyborców.

Aż do trybunału w Strasburgu

Po weryfikacji MKW we wszystkich czterech okręgach kandydatów „Teraz Mielec” poprawnie poparło kolejno: 114, 148, 138 i 129. A więc nigdzie komitet Ireneusza Dzieszko nie uzyskał wymagalnych 150 podpisów. W efekcie on sam zgodnie z prawem nie może ubiegać się o el prezydenta miasta. Dzieszko nie złożył jednak broni i zaskarżył decyzję mieleckiej komisji do Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu.

- Takie działania, są jawnym naruszeniem praw konstytucyjnych – uważa Dzieszko. – Komisja wyborcza kwestionuje podpisy, nie pisze dlaczego, mimo mojej ponawianej prośby nie pozwolono nam przejrzeć akt sprawy. Na tej zasadzie można zakwestionować wszystkim i wszystko. Mogę z góry zapowiedzieć, że jeżeli Sąd Okręgowy nie zmieni decyzji mieleckiej komisji, poprowadzę tą sprawę dalej, aż do trybunału w Strasburgu – zapowiada.

Fakty, czy insynuacje?

- To nie są pierwsze wybory, w których biorę udział – złości się niedoszły kandydat na prezydenta Mielca. – Ja naprawdę wiem jak się zbiera podpisy. Mam doświadczenia nawet w przedsięwzięciach gdzie prawidłowość podpisów kontroluje marszałek sejmu. I stąd uważam za zupełnie wykluczone, by nasze podpisy były nieprawidłowe. Sami je zweryfikowaliśmy i nawet po tym był co najmniej kilkunastoprocentowy zapas dla każdego z okręgów.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że Dzieszko, jako radny od dawna był największym z możliwych krytyków obecnych władz miasta. – W działanie MKW w mojej sprawie włączyła się wysoka urzędniczka z magistratu, która tu nie ma żadnych uprawnień – mówi wprost Dzieszko. – Naciskała na członków komisji, by absolutnie nie przyjmować mojej skargi.

Paweł Galek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.