Komitet nie da zginąć Justynie

Fot. Monika Kamińska

Społeczny Komitet “Godne życie dla Justyny” ma kilkaset podpisów poparcia pod żądaniem, by miasto zapewniło w końcu niepełnosprawnej dziewczynie godne warunki mieszkaniowe.

Komitet Społeczny “Godne życie dla Justyny” zebrał  kilkaset podpisów ludzi popierających już nie prośbę, a żądanie, by miasto zapewniło cierpiącej na porażenie mózgowe Justynie Krajewskiej (20 l.) z Przemyśla mieszkanie, w którym mogłaby razem z opiekującym się nią ojcem po prostu godnie żyć. – Ludzie chętnie podpisywali – mówią członkowie Komitetu. – Historia Justyny bardzo ich poruszyła – dodają. Na razie, niestety, dramatyczna sytuacja chorej półsieroty nie wzrusza urzędników. – Nie mamy mieszkań, a w sytuacji Justyny jest wielu ludzi w mieście – mówią.

O młodziutkiej, niezwykle utalentowanej muzycznie chorej przemyślance dowiedzieliśmy się blisko rok temu. Do naszego dziennikarza zwróciła się babka Justyny, Maria Krajewska. – Nie wiem już, co robić – wyznała. – Jeśli wy nie pomożecie, nikt nie pomoże – łkała kobieta. Nie czujemy się cudotwórcami, ale los ludzi dotkniętych nieszczęściem, bezradnych, chorych nigdy nie był nam obojętny. Odwiedziliśmy Justynę i jej ojca Jacka w starej kamienicy przy Rejtana w Przemyślu. Wprost niewyobrażalne: niepełnosprawna, poruszająca się częściowo na wózku inwalidzkim młoda kobieta mieszka na wysokim drugim piętrze, do mieszkania wiodą strome schody. W dwóch izbach, które zajmują z ojcem nie ma źródła ogrzewania, WC, łazienki i ciepłej wody. Jedyna myśl, jaka nam wówczas przyszła do głowy, to taka, że urzędnicy po prostu nie wiedzą w jakich warunkach, w komunalnym wówczas mieszkaniu żyje Justyna. Okazało się jednak, że wiedzą. Nasza interwencja w magistracie nic nie dała. – Czarno to widzę i nie mam pomysłu – powiedział nam odpowiedzialny za miejską “lokalówkę” wiceprezydent Przemyśla, Grzegorz Hayder.

Elżbieta Jaworowicz wstrząśnięta

Sprawa Justyny i warunków w jakich żyje dotarła także oficjalnie do radnych. Interpelację złożył szef klubu PiS w Radzie Miejskiej Przemyśla, Władysław Bukowski. – Nie mamy wolnych mieszkań – usłyszał. Tymczasem do nas zgłosili się dziennikarze z popularnego programu TVP prowadzonego przez znaną dziennikarkę, Elżbietę Jaworowicz. – To nieprawdopodobne, w jakich warunkach żyje ta dziewczyna – mówili. E. Jaworowicz z ekipą przyjechała do Przemyśla na początku stycznia. – Jestem wstrząśnięta – wyznała po wizycie u Justyny i jej ojca.

Pismo “na odczepnego”

Niedługo potem zwróciła się do Urzędu Miejskiego z zaproszeniem do studia w Warszawie. Chciała porozmawiać z kimś odpowiedzialnym za mieszkania w mieście na antenie. Niestety na nagranie nie pofatygował się nikt z władz miasta, nie wysłano nawet żadnego magistrackiego urzędnika. Dziennikarce odpisano w tym samym tonie, w jakim odpowiadano nam i zainteresowanym radnym. “Mieszkań nie ma, nie będzie, a prośby ojca Justyny nie można spełnić, bo byłoby to niezgodne z uchwałą Rady Miasta”. To ostatnie to ewidentne kłamstwo. Uchwała, na którą powołuje się magistrat zakłada bowiem możliwość odbiegania od sztywnych zapisów za zgodą Komisji Mieszkaniowej.

Gra na zwłokę i “świetne mieszkanie”

Już na początku tego roku okazało się, że część kamienicy, w której mieszka Justyna Krajewska z ojcem przeszła w prywatne ręce spadkobiercy dawnego właściciela. Zdecydował tak sąd. Trudno uwierzyć, że magistraccy urzędnicy rozmawiając z nami nie wiedzieli, że toczy się postępowanie. Po prostu grali na zwłokę. Zarządca części budynku przejętego przez prywatnego właściciela podwyższył czynsz. Jacek Krajewski nie płacił wymaganej kwoty, bo nie miał z czego. W związku z tym zarządca wymówił miastu zajmowane przez niego i córkę lokum. Miasto znalazło się w sytuacji patowej. Jeśli Krajewski z córką nie wyprowadzi się, sprawa trafi do sądu, a ten zapewne przyzna samotnemu ojcu z niepełnosprawną córką lokal socjalny, zapewne weźmie też pod uwagę stan zdrowia dziewczyny. Aby tego uniknąć, zaproponowano Krajewskiemu i jego córce “świetne” lokum przy Kopernika.

Ludzie gremialnie poparli petycję

Choć na urzędnikach dramat Justyny i warunki, w jakich żyje nie zrobiły żadnego wrażenia, sprawą chorej przemyślanki zainteresowali się zwykli ludzie. Po emisji programu “Sprawa dla reportera” skontaktowali się z nami chętni do pomocy Justynie i jej ojcu. Jolanta Rabka, Renata Winsławska, Czesław Ams i dr Grzegorz Zając zawiązali Społeczny Komitet “Godne życie dla Justyny”. – Nie możemy pozwolić, żeby ta dziewczyna wegetowała w takim lokum – mówili. Zaczęli zbierać podpisy pod petycją, by miasto zapewniło chorej 20-latce godne warunki mieszkaniowe. Mają ich już kilkaset.

Komitet nie da się miastu wykpić byle czym

Dr Grzegorz Zając, członek Komitetu, razem z nami obejrzał proponowane Krajewskim “świetne” mieszkanie na Kopernika. – Jedyny plus tego lokum, to to, że jest na parterze – stwierdził. – Ale dla Justyny takie mieszkanie się nie nadaje, nie ma podpiwniczenia, podłoga to klepki na gołej ziemi. Pomieszczenie na łazienkę jest małe, nie ma źródła ogrzewania – wyliczał. – Taka zamiana to ucieczka z deszczu pod rynnę dla Krajewskich – zauważył G. Zając. Innego zdania jest wiceprezydent G. Hayder. – Tysiące ludzi tak mieszka – zapewnił nas i Komitet. Cóż, możliwe, ale Justyna jest szczególnym przypadkiem. W domu porusza się głównie na kolanach i siedzeniu, ma schorzenia wynikające z porażenia mózgowego.

- Trzeba być bez serca – mówią Rabka, Winsławska, Ams i Zając

Oficjalnie magistraccy urzędnicy mówią nam i Komitetowi o braku mieszkań w Przemyślu, trudnościach i długaśnej kolejce po “komunałki”. Nieoficjalnie niektórzy z nich pozwalają sobie na bezwstydne uwagi, że Justynie najlepiej byłoby w domu opieki, a jej ojciec może sobie iść gdzie chce, bo  przecież ma “grzeszki” z przeszłości na sumieniu. Takie słowa padają z ust ludzi, którzy w codziennym, ale publicznym życiu powołują się chętnie na wartości chrześcijańskie i takież podejście do bliźniego. – Nie dopuścimy do takiego rozwiązania – zapewniają zgodnie członkowie Komitetu. – Ktoś kto mówi takie rzeczy jest bez serca – dodają. – Justyna to bardzo wrażliwa osoba, przywiązana do ojca, bojąca się obcych- wyliczają. – Dla niej dom opieki byłby więzieniem – dodają. Wierzą, że uda im się przekonać magistrat. – Nas jest tylko czwórka – mówią. – Ale popiera nas kilkaset osób, mamy to na piśmie – podkreślają Rabka, Winsławska, Ams i Zając.

Monika Kamińska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.