Koncert “pasiaków”

Sebastian Hajduk gola nie strzelił, ale zasłużył na pochwały.

RESOVIA – MOTOR LUBLIN Ostatni raz rzeszowianie równie wysoko wygrali 11 miesięcy temu, z Wisłą w Płocku.

- Otarliśmy się o perfekcję – stwierdził po meczu zdobywca dwóch goli Dariusz Kantor. Niepokonani od maja na własnym boisku resoviacy rozbili w proch wicelidera z Lublina, wygrali trzeci kolejny mecz i do drugiego w tabeli OKS Olsztyn tracą już tylko 5 punktów.

“Pasiaki” tej jesieni cztery bramki wbiły także Wigrom Suwałki, ale tych spotkań nie sposób porównywać. Podopieczni Marcina Jałochy znów zagrali bardzo agresywnie – zaatakowali od pierwszych minut, szybko zdobyli bramkę, a potem kontrolowali spotkanie. Motor, który przyjechał do Rzeszowa z opinią zespołu szalenie groźnego w ofensywie, przed przerwą szukał swojej szansy, Piotr Prędota trafił nawet w poprzeczkę, ale to gospodarze dyktowali warunki i stwarzali okazje. – Mówiłem, że trzeba wykorzystać, iż lublinianie tracą dużo goli – uśmiechał się bramkarz “pasiaków” Marcin Pietryka. W II połowie bezrobotny.

Gole po pięknych podaniach

- Prostopadłe podania i akcje skrzydłami – to był sposób Resovii na rozmontowanie defensywy Motoru złożonej z zawodników o parametrach futbolistów amerykańskich. Na 1-0 trafił Kantor, który otrzymał genialne, długie podanie od Michała Bogacza, zwiódł obrońcę i zmieścił piłkę w dłuższym rogu. Druga bramka to zasługa Piotra Szkolnika i jego mocnego zagrania wzdłuż linii bramkowej gości, w kolejnej znów palce maczał obrońca Resovii (asysta Grzegorza Krzaka), natomiast festiwal zakończył Piotr Piechniak, który skorzystał z kapitalnej akcji skrzydłem innego rezerwowego Tomasza Kota. Poza tym świetnych okazji nie wykorzystali Sebastian Hajduk i Michał Ogrodnik. Groźnie strzelał też Dawid Kwiek.

Bez słabych punktów

Resoviacy w końcówce rundy wyraźnie złapali wiatr w żagle i żałują, że wkrótce trzeba się będzie udać na zimowy odpoczynek. Znów kapitalnie na środku obrony zagrał Andrij Nikanowycz, który jest chyba najbardziej uniwersalnym zawodnikiem “pasiaków”. Ukrainiec łatał każdą dziurę, bodaj tylko raz źle obliczył lot piłki, a jego współpraca z Bogaczem układa się znakomicie. Podobnie udane duety tworzą Marcin Juszkiewicz z Michałem Chrabąszczem w środku pola i Kantor z Hajdukiem w ataku. Ten ostatni odzyskał dynamikę, zastawia się jak za najlepszych czasów i mocno pracuje dla drużyny.

Rozmowa z MICHAŁEM BOGACZEM, środkowym obrońcą Resovii

O awansie nie rozmawiamy

- Trzecie zwycięstwo z rzędu, znów po efektownej grze. Jeszcze miesiąc temu nie do pomyślenia…
- Wreszcie odpaliliśmy! Strzelamy gole, w obronie gramy “na zero”, mamy siły, by biegać i walczyć przez pełne 90 minut. Wszystko dzięki ciężkiej pracy, której wyznawcą jest trener Marcin Jałocha. Dwa razy w tygodniu ćwiczymy na siłowni, sporo biegamy.

- Dobra passa sprawiła, że zbliżyliście się do czołówki. Rozmawiacie w szatni o awansie?
- Rozmawiamy tylko o najbliższych przeciwnikach. Do końca sezonu jeszcze daleko, a my nie chcemy zapeszać.

- Linia obrony to bezwzględnie największy atut Resovii, a już Andrij Nikanowycz prezentuje się tak, jakby całe życie grał na stoperze.
- Trener Jałocha był obrońcą, więc błyskawicznie wyłapuje wszelkie nasze niedociągnięcia. Co do Andrija – skarżył się ostatnio, że środkowy obrońca tak mało biega. Mnie cieszy to, że potrafiliśmy zastąpić tak klasowego stopera, jakim jest Mirek Baran.

- Pokazał pan, że środkowy obrońca nie musi być facetem wyłącznie od czarnej roboty. Czterdziestometrowe podanie “na nos” do Dariusza Kantora to najwspanialsza asysta jesieni!
- To nie było przypadkowe zagranie. Jeszcze za trenera Artura Łuczyka ćwiczyliśmy podania za linię obrony rywala. Darek się pokazał, zawołał, dostał piłkę, a potem zrobił swoje. Rzeczywiście, fajnie wyszło.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.