Konflikt na linii prezydent – prezes MPK

– Prezes Krygowski sprzeciwił się prezydentowi, dlatego ten chciał usunąć go ze stanowiska – mówi Michał Białogłowski, przewodniczący NSZZ “Solidarność” w MPK. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Wiemy, dlaczego prezydent Tadeusz Ferenc chciał odwołania prezesa MPK, Sławomira Krygowskiego.

W poniedziałkowych Super Nowościach pisaliśmy o tym, że prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Rzeszowie, Sławomir Krygowski, dzięki przychylności Rady Nadzorczej MPK zachowa swoje dotychczasowe stanowisko. Odwołania prezesa chciał sam prezydent Tadeusz Ferenc. Co było kością niezgody między prezydentem a prezesem? Sprawę ujawniają związkowcy MPK.

W lokalnych mediach prezydent wiele zarzucał prezesowi Krygowskiemu. Mówił m.in. to, że nie potrafi poradzić sobie ze sprzedażą działek przy ul. Trembeckiego oraz że spisuje spółkę na straty i tylko dzięki pożyczkom ze strony miasta (dwie spłacone za kadencji Krygowskiego – przyp. red), ta jeszcze jako tako funkcjonuje.

Uważał także, że Krygowski, który urząd piastuje od 2009 roku, źle gospodaruje finansami MPK. Zdaniem prezydenta, MPK nie potrzebuje dwóch baz (przy ul. Lubelskiej i przy ul. Trembeckiego), stacji paliw czy myjni.

“Wad” prezydent widział znacznie więcej. Plusów – praktycznie żadnych. Dlatego zależało mu na tym, aby w czwartek (14.02) Rada Nadzorcza MPK odwołała (jak się później okazało bezskutecznie) prezesa Sławomira Krygowskiego i powołała na jego stanowisko 63-letniego Mieczysława Jakiela, byłego dyrektora sanockiego oddziału PGNiG.

Związkowcy mówią co innego
Członkowie NSZZ “Solidarność” w MPK oraz Wolnego Związku Zawodowego Pracowników MPK w Rzeszowie są oburzeni postawą prezydenta. – Pierwszy raz od 15 lat MPK zakończyło rok na finansowym plusie – zauważa Michał Białogłowski, przewodniczący NSZZ “Solidarność”. – Spłacone zostały całkowicie kredyty inwestycyjne (zaciągnięte w poprzednich latach) oraz blisko 70 proc. pożyczek od miasta. Możemy mieć uwagi do prezesa, ale na pewno nie to, że nie dba o finanse spółki – dodaje.

Zdaniem związkowców, prezydent miał inne “ale” do prezesa MPK. – Prezydent chciał sam ustalić stawkę za wozokilometr. Jego zdaniem, powinna wynosić 6,5 zł brutto (w 2012 r. wynosiła 6,6 zł – przyp. red.), a zdaniem prezesa nie można zejść poniżej stawki 7 zł bez uwzględnienia kosztów dzierżawy autobusów – mówi Białogłowski. – Prezes uważa, że przy tak niskiej stawce spółka nie przetrwałaby długo – dodaje. Audyt przeprowadzony w MPK na zlecenie miasta wykazał prawidłowość prowadzonej gospodarki finansowej i właściwą wysokość stawki za wozokilometr. Z powodu konfliktu stawka do tej pory nie została przyjęta.

Prawda jest inna?
Związkowcy odpierają wszystkie zarzuty prezydenta. Włodarz miasta chce m.in. tego, żeby MPK zrezygnowało z dwóch zajezdni na rzecz jednej – przy ul. Lubelskiej. – Trzeba zainwestować na zakupionym za prezesury Krygowskiego terenie i wybudować nową stację obsługi autobusów CNG, przenieść cały tabor. To wszystko będzie kosztowało ok. 23 mln zł. Skąd MPK ma na to wziąć? – Same dojazdy (paliwo, czas pracy, amortyzacja itd.) do bazy rocznie będą kosztowały ok. 2 mln zł. Czy na tym ma polegać oszczędność? – pyta Stanisław Sadlej, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników MPK

Ewelina Nawrot

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.