Koniec tułaczki

GORZYCE. Powodzianie, którzy od tygodni tułali się po wynajmowanych mieszkaniach zaczynają nowe życie w wybudowanym dla nich bloku

Pobielone ściany, skromne aneksy kuchenne i łazienki, ale przede wszystkim bezpieczny dach nad głową zastali powodzianie, którzy wprowadzili się do nowo wybudowanego bloku w Gorzycach. W dwupiętrowym pawilonie zamieszkali ci, którzy musieli rozebrać lub gruntownie odbudować swoje domy po przejściu kataklizmu.

Budynek zbudowany przez gminę stoi trochę na uboczu. Wczoraj było wokół niego biało i bardzo cicho. Nie we wszystkich oknach wiszą już firanki, część lokali czeka jeszcze na swoich lokatorów.

Zza drzwi pierwszego z mieszkań, do którego zdecydowaliśmy się zapukać dochodzi kilka męskich głosów.

- Niech pani siada – mówi starszy mężczyzna. – Mieszkam tu z synem i szwagrem. Nasz dom nie nadawał się do niczego. Rozebraliśmy go własnymi rękami. Tu mamy tylko łóżka, stół i wory z resztkami dobytku.

- Tułamy się od miesięcy – dodaje pan Bujak – Tu też nie będziemy mieszkać długo, bo chcemy odbudować dom. Mamy na to niby 100 tysięcy, co się za to uda zrobić, trudno powiedzieć, ale zrobimy wszystko, żeby wrócić do siebie. Nie wyobrażamy sobie życia gdzie indziej.

W kolejnych mieszkaniach spotykamy osoby samotne. Im bardzo trudno jest mówić o powrocie do domów. Mają swoje lata, zmagają się z chorobami. Nie podźwigną budowy domów. Urządzają się tutaj, w umowach, które podpisali przy odbieraniu kluczy do tych mieszkań zawarto wpis, że mogą tu mieszkać do czasu odbudowy domów. – Może jakoś się to wszystko poukłada – mówi staruszek poruszający się o kulach.

W bloku socjalnym mieszka wiele rodzin. – Kilka miesięcy wynajmowaliśmy mieszkanie w Stalowej Woli, tułaliśmy się też po Wilczycach i Nisku. Były to ogromne koszty, nawet 1300 zł miesięcznie. Tutaj mieszkamy za 52 zł plus opłaty – mówi Józef Biernat z Sokolnik. – Pomieszkamy tyle ile będzie trzeba i wracamy do siebie. Budujemy dom od nowa i nie zdążyliśmy go skończyć przed zimą. Jeszcze kilka miesięcy i ten koszmar się skończy.

Państwo Biernatowie mieszkają w bloku socjalnym z dwoma synami. Choć nastawiają się, że będą tu tylko kilka miesięcy, to na ścianach powiesili kiście sztucznych kwiatów. Jest też dywan, serweta, święte obrazy. – Chcieliśmy, żeby to miejsce chociaż trochę przypominało dom, ale niestety, domem naszym nigdy nie będzie – dodaje Zofia Biernat.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.