Ratujmy bieszczadzkie szpitale

Wkrótce może się okazać, że bardziej będzie się opłacało do każdej rodzącej wysyłać lotnicze pogotowie ratunkowe niż utrzymywać nierentowną porodówkę w Lesku czy Ustrzykach Dolnych.

BIESZCZADY. Powstała ministerialna propozycja ratowania bieszczadzkich szpitali.

Wspólna administracja, wspólne laboratorium analityczne i nie dublowanie się oddziałów szpitali w Lesku, Ustrzykach Dolnych i Sanoku to propozycja, która ma rozwiązać problemy finansowe placówek, a która padła ze strony ministerstwa zdrowia na specjalnym spotkaniu w Ustrzykach Dolnych. Pomysł nie spodobał się ani związkowcom, ani samorządowcom. Szpitale to przecież największe, a często jedyne zakłady pracy na ich terenie.

Szpital w Lesku przyjmuje około dwunastu tysięcy pacjentów rocznie. Ma 7 oddziałów i 13 poradni. Zatrudnia 411 osób. Ma 9 mln zł długu. Szpital w Ustrzykach Dolnych przyjmuje około 5 tysięcy pacjentów rocznie. Zatrudnia 173 osoby w tym 32 lekarzy. Ma 7 milionów długu.

Oddział pediatrii nie wykorzystuje prawie 2/3 łóżek, a położniczy przyjmuje jeden poród na dwa trzy dni. – Nie możemy sobie pozwolić na to żeby nie można było w Ustrzykach urodzić. Kobieta z Wołosatego do Sanoka ma ponad 100 km – mówi Krzysztof Gąsior, starosta ustrzycki.

Duży może więcej, ale…
Szpital Specjalistyczny w Sanoku, największy i najlepiej wyposażony, przy którym ostatnio otwarto nowoczesne lądowisko dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego też jest zadłużony. Łącząc siły szpitale mogłyby wspólnie negocjować kontrakty z NFZ i zamówienia publiczne. – Musimy jednak pamiętać, że są to największe zakłady pracy w naszych powiatach, trudno od tak zwolnić z nich część osób – mówi Marek Pańko, starosta leski.

Pomysł konsolidacji bieszczadzkich szpitali skrytykowali także przedstawiciele związków zawodowych lekarzy i pielęgniarek. Ich zdaniem to przeczy idei wolnego rynku i konkurencyjności. W odpowiedzi, wiceminister Andrzej Włodarczyk stwierdził, że wszystko będzie lepsze od czekania na upadłość szpitali na wolnym rynku. Mają temu zapobiegać nowe przepisy między innymi tępiące nepotyzm. Resort zamierza też ukrócić dotychczasową bezkarność niektórych dyrektorów szpitali, bezsensownie wydających dziesiątki milionów złotych. Jaka przyszłość czeka bieszczadzkie placówki służby zdrowia? Jeszcze nie wiadomo. Właściciele bieszczadzkich szpitali mają jednak niewiele czasu na dogadanie się w sprawie ról do wypełnienia przez podległe im placówki medyczne.

Anna Moraniec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.