Kontrolerzy nic nie znaleźli, w Jelnej dalej śmierdzi

- Ujęcie wody, z którego korzysta cała wieś zostało skażone bakteriami pochodzenia odzwierzęcego – mówi Michał Zawadzki, sołtys wsi Jelna. – Żadna ze służb, które były u nas na kontroli, nie zbadała skąd te bakterie się tu wzięły.

JELNA, GMINA NOWA SARZYNA. Mieszkańcy twierdzą, że świńska ferma ich truje.

Mieszkańcy Jelnej skarżą się na odór nie do zniesienia, jaki powoduje wylewanie ogromnych ilości gnojowicy z hodowli świń, która znajduje się w ich miejscowości. W lipcu doszło tam do skażenia bakteriami ujęcia wody, z którego korzysta cała miejscowość.

Po interwencjach mieszkańców oraz naszej redakcji do Jelnej pojechała kontrola z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, tyle, że nic nie znalazła, a problem pozostał.
Po raz pierwszy sprawę opisywaliśmy w “Super Nowościach” 19 lipca. Wtedy chodziło przede wszystkim o skażone ujęcie wody bakteriami pochodzenia zwierzęcego. Mieszkańcy uskarżali się na różnego rodzaju dolegliwości objawami zbliżone do zatruć pokarmowych i infekcji. Sanepid w Leżajsku oprócz stwierdzenia skażenia wody nie podjął działań mających na celu wyjaśnienie źródła zatrucia ujęcia wody.

Kontroli ciąg dalszy

Po naszej publikacji do Jelnej udała się kontrola WIOŚ, która miała sprawdzić sposób rozlewania gnojowicy przez firmę. – Kontrolerzy faktycznie przyjechali, ale dwa tygodnie po zgłoszeniu – mówi Michał Zawadzki, sołtys wsi Jelna. – W tym czasie, pracownicy fermy gnojowicę wywozili daleko poza naszą miejscowość.

Nic dziwnego, że kiedy inspektorzy przyjechali na miejsce… nic nie poczuli. W dokumencie pokontrolnym czytamy – nie był wyczuwalny charakterystyczny zapach, który wskazywałby, że na gruncie tym w ostatnich dniach rozlewana była gnojowica.

Nic nie stwierdzili

Mieszkańcy podejrzewają, że ferma wylewa się za dużo śmierdzącej cieczy na hektar terenu niż jest to dopuszczalne w przepisach. – W przebadanych próbkach gleby nie wykazano, żadnych przekroczeń – stwierdził Władysław Martens, zastępca Podkarpackiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska. Co ciekawe jak czytamy w protokole przedstawiciel właściciela fermy odmówił podpisania protokołu przesłuchania świadka, który miał być dołączony do wyników kontroli. Jego zeznania mogły okazać się kluczowe dla całej sprawy.– Efekt jest taki, że dalej zostaliśmy bez pomocy – mówi zrezygnowany sołtys Zawadzki. – Będziemy jednak dalej starać się zmusić fermę, bo gospodarowała odpadami tak jak należy.

Z właścicielem firmy nie udało nam się skontaktować. Pod numerem telefonu jaki otrzymaliśmy w firmie nikt się nie zgłaszał.

Artur Getler

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.