Kradzież której nie było

ŁAŃCUT. Mieszkaniec Łańcuta zgłosił kradzież dwóch uli.

O kradzieży miał go powiadomić telefonicznie znajomy, zajmujący się pasieką, ponieważ na co dzień znajduje się ona w Rakszawie. Właściciel oszacował straty na 1,2 tys. zł.

Razem z policjantem pojechał do Rakszawy, ale na miejscu właściciel działki i pasieki stwierdził, że niczego nie brakuje, a kradzieży … nie było. Okazało się, że właściciel kilka dni wcześniej sam uprzątnął i schował dwa ule, natomiast mężczyzna zajmujący się pasieką nie wiedział o tym. Sądząc, że doszło do kradzieży powiadomił o niej właściciela, a ten Policję. Właściciel uli wycofał złożone już zawiadomienie o kradzieży.

ga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.