Królewski gród chce znów być miastem!

MAJDAN KRÓLEWSKI. Ambicje mieszkańców kontra pragmatyka wójta – inżyniera.

Coraz więcej mieszkańców chciałoby, aby Majdan Królewski odzyskał prawa miejskie. Wójt Jerzy Wilk inicjatywie nie mówi „nie”, ale woli z tym jeszcze poczekać. – W obecnej sytuacji byłoby to działaniem na naszą niekorzyść, bo większość pieniędzy unijnych kierowana jest właśnie do gmin wiejskich – tłumaczy swoje stanowisko.

Majdan Królewski prawa miejskie otrzymał pod koniec XVIII wieku. Niestety, nie zachował się akt erekcyjny. Jedni historycy mówią, że królewski gród został miastem za przyczyną Augusta III Sasa, inni zaś, że ostatni król – Stanisław August Poniatowski.

Legendarny wójt rozbudził lokalne ambicje

Od tego czasu królewski gród, jako prężny ośrodek handlowy, ściągał z odległych stron cotygodniowe targi tłumy ludzi, których nie mógł pomieścić nawet obszerny Rynek. Przed II wojną światową w miasteczko liczyło 2200 mieszkańców, czyli niewiele ponad 400 osób mniej niż obecnie. Dla porównania – Przecław (pow. mielecki), który na początku b.r. odzyskał prawa miejskie, zamieszkuje zaledwie 1,6 tys. osób.

Majdan odżył, kiedy po upadku PRL stery gminy objął legendarny wójt Tadeusz Cebula. Już na starcie ostro wziął się za zmianę obskurnego centrum miejscowości. W środku Rynku powstał efektowny Ratusz, a obok niego sieć pawilonów handlowo-usługowych, które – ze względu na efektowną estetykę – nazywane są majdańskimi sukiennicami. Rozbudziło lokalne ambicje. Na jednej z sesji Rady Gminy padł wniosek o przywrócenie praw miejskich.

Gospodarskie spojrzenie na gminę

Radni jednak wniosek odrzucili. – Postąpili słusznie. Ratusz, sukiennice czy kuranty nie stanowią jeszcze o miejskości. Zbyt wielu mieszkańców utrzymuje się uprawy roli. Nie ma też – koniecznej w mieście – infrastruktury. Ale i te przeszkody pokonamy – zapowiadał Cebula. Ambitnych planów nie dane było mu jednak zrealizować. Zmarł w 2001 roku. Jego następca Jerzy Wilk mówi, że, choć lubi historię, to na gminę patrzy w sposób pragmatyczny.

- Dla mnie nie ma najmniejszego znaczenia, czy wołają na mnie wójt, czy burmistrz. Mnie interesuje gospodarka i to co się dzieje w gminie – tłumaczy Wilk. – W ostatnim czasie realizowaliśmy sporo inwestycji, wiele spraw zwaliło mi się na głowę. Stad nie miałem czasu zastanawiać się nad prawami miejskimi. Ale może rzeczywiście warto do tego tematu powrócić, przeanalizować wszystkie za i przeciw. I w końcu podjąć decyzję – zastanawia się.

Paweł Galek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.