Krzyk wykluczonych

Nauczyciele strajkujący pod Podkarpackim Urzędem Wojewódzkim w Rzeszowie w 2016 r. Fot. Wit Hadło

Mają kilkudziesięcioletni staż pracy, ogrom obowiązków i marne wynagrodzenia. Dla partii rządzącej, która rozdaje pieniądze przed wyborami, pozostają niewidzialni…

Wielkie obietnice i rozdawanie pieniędzy przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego nie objęły wszystkich grup zawodowych. Nadal niezauważeni pozostali niepełnosprawni, nauczyciele, czy pracownicy sądów i prokuratur. Dziś przełamują wstyd i otwarcie mówią, na ile mogą liczyć po wieloletnim stażu pracy. Belfrowie są gotowi strajkować, pracownicy prokuratur i sądów podobnie jak rodzice niepełnosprawnych chcą wychodzić na ulice. Może dzięki temu rząd ich w końcu ich zauważy.  Stanisław Rajda pracuje w Zespole Szkół Technicznych w Mielcu. Według MEN powinien zarabiać 5,6 tys. zł, na rękę ponad 4 tys. zł. – Za ostatni miesiąc otrzymałem 3,5 tys. zł netto z dodatkami za staż, wychowawstwo i dodatkiem motywacyjnym – tłumaczy nauczyciel. 18 lat temu osiągnął ostatni stopień awansu. Nie dostanie już więcej. Skąd się biorą kolosalne różnice w danych przedstawianych przez MEN i samych zainteresowanych? Resort bierze pod uwagę wszystkie możliwe dodatki, również, te, które rzadko kto dostaje: dla opiekuna stażu, dla dyrektora, wicedyrektora, za uciążliwość pracy, odprawę emerytalną czy, nagrodę jubileuszową.

Jak się okazuje mityczne 18 godzin pracy tygodniowo też nie do końca jest prawdą. – Moje pensum dydaktyczne wynosi 18 godz., do tego mam 4 godziny ponadwymiarowe. Przy czym pracuję w technikum i wcześniej miałem mniejszą liczbę godzin, bo uczniowie najpierw mieli przedmioty zawodowe, które mieli skończyć do końca grudnia. W tej chwili mam więc 30 godzin tygodniowo – tłumaczy Stanisław Rajda. Uczy w 3 klasach maturalnych, z którymi powtarza materiał do matury. Co tydzień ma do poprawienia 100 sprawdzianów. Po pracy uzupełnia dziennik elektroniczny, wypełnia mnóstwo dokumentów, spotyka się z rodzicami, odbiera od nich telefony. Do tego jeździ z uczniami na wycieczki. – Gdyby liczyć nauczycielowi tylko i wyłącznie 18 godzin pracy, to Stochowi trzeba by policzyć tylko tyle ile skacze i za to mu płacić, a chirurgowi tylko za to, kiedy stoi przy stole operacyjnym. Przecież to kuriozum – stwierdza matematyk.

Aktualny obraz pracy w szkole zniechęca młode pokolenie. Pensja, na jaką mogą liczyć na początku kariery jeszcze bardziej. Zasadnicze wynagrodzenie stażysty wynosi 2538 zł brutto, czyli 1800 zł na rękę. – 3 lata temu w mojej szkole szukano informatyka. Znalazł się chłopak. Dyrektor zaproponował mu pensję – wtedy 2200 zł. A ten chłopak mówi: „panie dyrektorze, rozumiem, że to jest za tydzień” – opowiada. – Mówi się, że starzy nauczyciele powinni odejść, ale młodzi ludzie nie chcą przyjść, bo oni po prostu liczą pieniądze. Wielu z nas zostaje w zawodzie dla uczniów. Co roku od pierwszej klasy słyszę: „panie profesorze, dopiero jeśli my odejdziemy, może pan iść na emeryturę”. Jeśli uczniowie tak mówią, to znaczy, że moja praca coś dla nich znaczy, ale pytanie jak długo będę mógł poradzić sobie z sytuacją w szkole – zastanawia się.

W środowisku nauczycielskim coraz bardziej wrze. – Z kilku szkół są już wstępne informacje o referendum. Bierze w nich 80-90 proc. pracowników, z których 90 a nawet 100 proc. głosujących popiera strajk. To pokazuje nastroje. Jak ludzie w oświacie się nie zbuntują, słysząc, że posłowie w zasadzie mają takie same wynagrodzenia?! – pyta nauczyciel – Dawniej mówiono nam, że to misja, powołanie, ale dziś pytamy: w jaki sposób misją i powołaniem nakarmić nasze dzieci?

Praca w prokuraturze za grosze

Pani Dorota pracuje Prokuraturze Rejonowej w Rzeszowie. Przeszła wszystkie szczeble awansu od stażu, przez młodszego i starszego referenta aż do referendarza. Staż pracy 23 lata. Wynagrodzenie? 2700 zł… brutto i brak perspektyw na podwyżkę. – Nie wiem, czy mogłabym więcej zarobić, ponieważ nasze widełki wynagrodzeniowe nie pokrywają się z rzeczywistymi pensjami i od 10 lat nie są waloryzowane. Nawet kiedy zmieniłam stanowisko, prokuratura okręgowa wysłała pismo, że zmienia stanowisko ze starszego referenta na referendarza, natomiast pozostałe warunki umowy pozostają bez zmiany. Awans i osiągnięcia zawodowe nie idą w parze z podwyżkami – mówi pani Dorota. Ma dwa tytuły magistra – administracji i prawa. Po pracy uczyła się angielskiego i niemieckiego, bo uważa, że w dzisiejszych czasach to nieeleganckie, żeby nie móc się dogadać z petentem. Zrobiła również kurs mediatora. – Lubię tę pracę, ale nawał obowiązków, goniące terminy i poziom wynagrodzenia są jej negatywnymi stronami. Czasami śmieją się ze mnie, że pracuję za takie pieniądze, ale nie mam wyjścia. Mam rodzinę, trojkę dzieci, kredyt hipoteczny. – Z pensji odcinana jest jeszcze rata pożyczki, bo potrzebowałam pieniędzy na leczenie syna. Zresztą, my prawie wszyscy się zapożyczamy – zaznacza.

Dziś jeśli ktoś przychodzi do pracy w prokuraturze zaczyna od najniższej krajowej. To nie zachęca. – Zdarzyło się, że pracowałam na dwóch stanowiskach, bo nie było chętnych, żeby zastąpić nieobecną koleżankę. Przychodziłam do pracy o 4 rano, żeby się wyrobić – wspomina. Sytuacja kadrowa jest tragiczna. Pracowników jest coraz mniej, bo odchodzą, a nowi nie chcą przyjść. – Było kilka osób na stażu, ale gdy mogły tutaj pracować nikt nie chciał. Stażystka poszła do innej firmy, dostała na początek 3 tysiące i powiedziała, że w życiu by do nas nie wróciła – opowiada. Sama też myśli o odejściu.

Od początku roku pracownicy prokuratur mieli dostać podwyżkę 200 zł brutto. – Ja jej jeszcze nie widziałam. Czujemy się pominięci, ignorowani. Zwykły obywatel myśli, że nasz zawód jest prestiżowy, że zarabiamy tak jak prokuratorzy, ale jest zupełnie inaczej. To jest służba dla ojczyzny, ale z tym też się wiąże ogromny stres i wiele obowiązków – przekonuje referendarz.

Niepełnosprawni nie są elektoratem PiS-u?

23 maja, trzy dni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, niepełnosprawni, ich rodziny przyjadą do Warszawy, by przypomnieć, że istnieją. Spotkają się pod Pałacem Prezydenckim, przejdą pod Kancelarię Premiera, a na koniec pod Sejm. – Czujemy się niewidzialni ! To okropne, kiedy słyszymy, że nie ma dla nas pieniędzy, a tu nagle, przed wyborami znalazły się one na… prezenty dla wyborców. Widać, rządzący uznali, że niepełnosprawni nie są elektoratem, o który warto zadbać – mówi pani Katarzyna, mama niepełnosprawnego Damiana.

– W ubiegłym roku wywalczono podwyżkę renty socjalnej, ale do marca wynosiła ona zaledwie 878 zł na rękę. Sam turnus rehabilitacyjny kosztuje kilka tysięcy, do tego leki, utrzymanie. To ma nam wystarczyć? – pyta kobieta. – Rehabilitacja miała być realizowana w ciągu siedmiu dni, a kiedy chciałam zapisać syna, okazało się, że ma czekać kilka tygodni – dodaje.

Pomysłem na ich potrzeby była danina solidarnościowa, na którą mieli się „zrzucać” najbogatsi. – Na razie nie ma żadnych konkretów, poza tym propozycja, aby ktoś „fundował” niepełnosprawnym świadczenia jest dla nas upokarzająca. W normalnym państwie to rząd dba o obywateli – kwituje.

wk

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Milijonleszkter Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Milijon
Gość
Milijon

Wyjątkowo podłym przykładem podejścia do rządzenia jest postawa minister edukacji, która wznieciła ogień i odchodzi „do Brukseli”, a pożarem niech się martwi ktoś inny. To przykład wyjątkowego partactwa i zaniechania na skalę nie do zaakceptowania. Niestety, mechanizm „wyborów” jest tak skonstruowany, że ma bez mała 100% pewności, że jej plan się powiedzie.

leszk
Gość

Pracownikom sądów dał bym podwyszke nawet te 500zł ale pracownikom prokuratury ZERO oni tak pracują że nic nie robią jak ich przełożeni to zwyczajne darmozjady ,kręci lody i brak poszanowania dla poszkodowanego obywatela szczególnie w Rzeszowie rejonowa same palacze chyba tam pracują bo smród tytoniu czuć jak się wchodzi a jak czuć smród przy wejściu to czy dalej moze pachnieć ?

ter
Gość
ter

zlikwidować kartę nauczyciela