Krzyż wraca do sądu

Gdyby Czesław Obara krzyża nie zabetonował i nie chwalił się swoim czynem, prokurator może nie złożyłby zażalenia na sądowe umorzenie śledztwa. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Niespodziewany zwrot w procesie, jaki prokurator wytoczył mężczyźnie, który zabrał nie swój krzyż i wkopał go przed swoim domem.

Prokuratura złożyła zażalenie na sądowe umorzenie sprawy przeciwko mężczyźnie, który wykopał krzyż z miejskiej działki i wkopał go na swoim podwórzu. Prokurator oskarżał go o kradzież, a sąd uznał, że Czesław Obara nie działał z zamiarem przywłaszczenia krzyża, tylko jego ochrony przez zbezczeszczeniem. Prokurator w sądowym wyroku doszukał się błędów w ustaleniach faktycznych.

Przypomnijmy, sprawa dotyczy krzyża, który został postawiony na miejskiej działce bez zezwolenia i sąd administracyjny nakazał jego usunięcie. Inspektor nadzoru budowlanego znalazł firmę, która za odpłatnością miała się tym zająć, ale nim firma zjawiła się na Os. Młodynie, ktoś krzyż wykopał. Zrobił to pewien stalowowolanin, który zresztą zaraz zgłosił się na policję, a po kilku tygodniach oddał krzyż księdzu.

Kopał z zamiarem kradzieży i okłamał policjantów
Ponieważ ksiądz oszacował wartość krzyża na 2 tys. zł, Obara usłyszał zarzut kradzieży. Uwolnił go od tego zarzutu sąd, ale był to wyrok nieprawomocny i oskarżony prawdopodobnie jeszcze raz stanie przed sądem. Prokurator wytyka sądowi, że ten zbyt liberalnie podszedł do zarzutu kradzieży. W zażaleniu oskarżyciel publiczny odnosi, że Obara jechał czerwcową nocą na Os. Młodynie z zamiarem kradzieży, a nie ochrony krzyża. Ma o tym świadczyć chociażby to, że okłamał policjantów, którzy jak się teraz okazało, nakryli go na wykopywaniu. Powiedział im, że działa z upoważnienia inspektora nadzoru budowlanego, a upoważnienia takiego nie miał. Po przewiezieniu krzyża na własną działkę, zabetonował jego podstawę, co z kolei ma świadczyć o dążeniu do trwałego posiadania tego przedmiotu kultu. Gdyby miał zabezpieczyć krzyż przed profanacją, jaką linię obrony przyjął oskarżony, mógłby schować go w jakimś pomieszczeniu, a nie eksponować go i chwalić się swoim czynem.

Gdy Obara usłyszał prokuratorski zarzut, pomoc obiecali mu politycy SLD i Ruchu Palikota. Szybko okazało się, że sami przy okazji chcieli trafić na łamy gazet. Pomoc sprawcy kuriozalnej kradzieży będzie prawdopodobnie bardzo potrzebna, bo po skardze prokuratury, sprawa raczej wróci na wokandę. Nie znajdzie się na niej natomiast sprawa obrazy uczuć religijnych przez proboszcza stalowowolskiej parafii Opatrzności Bożej. Prokuraturę zawiadomił o tym sam Czesław Obara, gdyż jego zdaniem ksiądz nie zabierając krzyża z miejskiej działki, nie poszanował go, a tym samym obraził uczucia innych. Prokuratura odrzuciła jego wniosek o ściganie księdza, a teraz zrobił to sąd.

jam

do “Krzyż wraca do sądu”

  1. ZB

    Po przeczytaniu w/w artykułu nie dziwię sie ,Panu Gowinowi,że chce likwidować prokuratury, sądy,których funkcjonariusze z nudów zaczynają przypominać społeczeństwu,że są nieodzowni.

  2. iza

    To, że sąd nakazał usunąć krzyż z Os.Młodynie to nie znaczy, że na tej działce nie ma krzyża.
    To oznacza tylko i wyłącznie, że jest PUSTE MIEJSCE PO KRZYŻU.

    Panie Prezydencie Szlęzak każdy kto tamtędy przechodzi widzi puste miejsce po krzyżu. Krzyża z myśli i pamięci ludzkiej nie wyrzucisz, nawet wówczas gdyś sam się go zaparł.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.