Ksiądz Marek od tirówek

Fot. Archiwum

W samochodzie nie raz spowiadał prostytutkę, ale nigdy nie ma pewności, czy po sakramencie wsiądzie ona do autobusu i wróci do domu.

Na swoje owieczki natrafił przypadkowo. Jadąc samochodem zatrzymał się za potrzebą i został wystawiony na próbę. Miał koloratkę, ale dziewczyny stojące na skraju lasu „nie takie numery widziały” i zaproponowały duchownemu usługę, za którą miał zapłacić 150 zł. Zaczął z nimi rozmawiać, tłumaczyć co to jest celibat, co to jest grzech, że księdzu nie wolno z kobietami.

Świętymi od razu się nie stały, ani nie zrezygnowały z dobrze płatnego zawodu, ale może przynajmniej się zastanowiły. Sam ks. Marek nie ma co do tego złudzeń, ale podjął rękawicę. Od tamtego czasu, a było to ponad trzy lata temu, zatrzymuje się coraz częściej, gdy widzi „tirówki”. Panie obyczajów nieciężkich, zdążyły się już do niego przyzwyczaić. Chyba nawet polubiły go. I trudno się temu dziwić, bo tylko on jeden nic od nich nie chce; ani ciała, jak większość, ani pieniędzy, jak alfonsi.

 Najchętniej sięgają po biały różaniec

Ks. Marek Poryzała mieszka i pracuje w Centrum Duchowości Święta Puszcza w podczęstochowskim Olsztynie. Piękna jurajska okolica sprzyja skupieniu. Pod wapiennymi ruinami średniowiecznego zamczyska wycisza się, pisze książki, czatuje z internautami, odpisuje na listy. A potem znów w drogę. Czy to w kierunku na Szczecin, na Warszawę czy Katowice – wszędzie spotyka swoje znajome. Zatrzymuje się, pozdrawia je znakiem krzyża i rozmawia. Na początku wdziewał sutannę i biret, żeby było jasne, że nie zatrzymał się w tym celu, co wszyscy inni. Teraz już nawet w cywilnym ubraniu jest rozpoznawalny. Panie czasami dzwonią do siebie i bywa, że wieść o jego przejeździe jest szybsza od niego. Zdarza się, ze same dziewczyny zatrzymują jego samochód.

- To nic nadzwyczajnego, bo zepchnięte na margines potrzebują kontaktu ze zwykłym człowiekiem – mówi duszpasterz. – Staram się uświadomić im skalę zagrożeń, jakie na nie czyhają. Próbuję namówić do skręcenia na inną drogę życia. Modlę się z nimi, albo za nie, a potem błagam Boga, by te modlitwy dały jakiś skutek.

Kilka lat temu przejął w swoje władanie stronę internetową www.grzechy.com. Adres strony wyraźnymi literami wypisał na samochodzie i teraz już nikt z mijających krótko ostrzyżonego szatyna w grupce rozbawionych panienek, nie ma wątpliwości, że to „ksiądz od tirówek” jest tutaj z posługą.

Na początek wyjeżdżał do „tirówek”, by zbierać materiały do swoich prac. Dziewczyny opowiadały mu swoje przeżycia, a on przelewał je na papier. Gdy je zebrał, ogarnęło go przerażenie. Teraz już jeździ do nich z normalną posługą duszpasterską. Normalna, w powszechnym rozumieniu, to ona nigdy nie była i nigdy chyba nie będzie. Musi się do niej odpowiednio przygotować. Post i modlitwa, a potem pakuje do samochodu wszystko, co najpotrzebniejsze i jedzie nawracać. „Jagodziankom” rozdaje święte obrazki z Jezusem Miłosiernym, Matką Boską Częstochowską albo z bł. Janem Pawłem II. W kieszeniach ma też krzyżyki i różańce na palec. Najczęściej sięgają po białe różańce, bo to symbol niewinności, do której tak w wolnych chwilach łkają.

 Odważył się pójść w innym kierunku

W samochodzie zdarza mu się wyspowiadać niewiastę, ale nigdy nie ma pewności, czy po sakramencie wsiądzie ona do autobusu i wróci do domu. Niektórych nawróceń jest pewien, co do innych ma nadzieję. Nadzieja rośnie, gdy przy którejś wspólnej modlitwie prostytutki odmawiają pacierz, nie czekając na podpowiedź księdza. Większość z nich, a ma do czynienia głównie z Bułgarkami, Rumunkami i Ukrainkami, w swoim języku pacierza nie odmawiała, a co dopiero po polsku. Dla niektórych był pierwszym nauczycielem języka polskiego. – Masz tu tekst „Ojcze nasz”, mówi to się tak i tak, a jak kiedyś będę tędy przejeżdżał, sprawdzę, czy już umiesz – wręczał na rozstanie strzępek papieru, który prawie każda od razu chowała pod biustonoszem.

Przed rekolekcjami dla tirówek post, a po nich …mycie rąk. To nie żarty. Ks. Poryzała wie, z kim się zadaje i czym ryzykuje. Lecząc ich ducha, namawia do nie zaniedbywania ciała i częstych badań. Każdy wie, w jakich warunkach jego podopieczne pracują. Za całą łazienkę w lesie robi plastikowa butelka z wodą. Choć to XXI wiek, choroby muszą się roznosić. Dlatego po każdym spotkaniu, gdy chce zapalić papierosa – a jest nałogowym palaczem – myje wcześniej ręce. Wiadomo, kogo Pan Bóg strzeże.

Choć jego misja trwa już kilka lat, nie spotkał się z większymi nieprzyjemnościami z jej powodu. Miał prawo obawiać się nieprzychylnych reakcji tak ze strony konserwatywnej części Kościoła, jak i zwykłych alfonsów „dziewczyn z lasu”. Jego posługa nie mogła ujść uwadze hierarchów. Bywał zapraszany na rozmowy, ale nigdy ganiony. Przełożeni zdają sobie sprawę z tego, że ks. Marek „nadrabia zaległości” w tej materii. On zaś powtarza tym, którzy ukosem patrzą na jego misje, słowa Jana Pawła II: „Trzeba czasem odważyć się pójść w tym kierunku, w którym dotąd jeszcze nikt nie poszedł”. On się odważył i niestraszne mu „podjazdy” alfonsów. Nie grożą mu wprost, czasami tylko zaznaczają swoją obecność. Może dlatego, że po spotkaniu z ks. Markiem prostytutki są silniejsze duchowo, zaczynają o siebie bardziej dbać?

Wstydliwa statystyka

Ks. Marek Poryzała w swych pierwszych pracach, skupiał się na genezach handlowania ciałem na skraju lasu. To łatwy i dobry zarobek, do którego zwykle pcha bieda. Co druga prostytutka jest mężatką, a dwie trzecie z nich ma dzieci. Trudna sytuacja materialna spycha na margines ponad 60 proc. przyszłych prostytutek. Niespełna 20 proc. liczy na szybki zarobek i deklaruje ucieczkę „z fachu” po zebraniu potrzebnej kwoty. Udaje się to niewielu. Większość z pań lekkich obyczajów twierdzi, że sama podjęła decyzję o płatnym oddawaniu się obcym. Ok. 40 proc. uległo namowom koleżanek, które nagle się wzbogaciły. Przy drogach zarabia tylko co czwarta prostytutka; reszta pracuje pod dachem. Polki rzadko wybierają zagajniki przy ważniejszych drogach, wolą agencje towarzyskie. Co trzecia prostytutka w Polsce pochodzi z zagranicy. Na Zachodzie ten wskaźnik jest o dużo większy, bo w krajach UE opieka socjalna jest na odpowiednio wysokim poziomie i Niemki czy Holenderki nie muszą stać przy drogach.

Prawdą jest też, że gdyby nie było zapotrzebowania na seksualne usługi, „podaż” byłaby zdecydowanie mniejsza. Niedawno przeprowadzono badania wśród mężczyzn, na temat korzystania z usług prostytutek. Przyznał się do tego prawie co dziesiąty Polak, a najchętniej za seks płacą mieszkańcy woj. opolskiego (13,1 proc. badanych). Najmniej szczodrzy dla prostytutek są mężczyźni z woj. warmińsko-mazurskiego (3,3 proc.). Na Podkarpaciu ten wskaźnik wynosi 6,1 proc. Tylko 11 proc. klientów agencji towarzyskich w Polsce, to katolicy. Nie ma wątpliwości, że wierzący – ale nie wierni! – mężczyźni zdecydowanie chętniej zatrzymują się przy drogach. I to właśnie dla nich największym demotywatorem do zejścia na drogę zła jest kapłan w samochodzie z napisem www.grzechy.com. Iluż grzechom cudzołóstwa on zapobiegł…

 Zbudować dom i zaprosić „tirówki” na rekolekcje

Kapelan „tirówek” ma marzenia, które próbuje realizować. Jednym jest ośrodek terapii współczesnych uzależnień. W „Pustelni”, którą chce zbudować od podstaw, znalazłoby się miejsce dla prostytutek, seksoholików uwikłanych w pornografię czy pedofilię. Już widzi trzymiesięczne turnusy dla grzeszników, którzy pod wpływem modlitwy i pracy (ora et labora) oraz specjalistów, oczyszczają się. Wspomina o tygodniowych rekolekcjach dla „tirówek”, których u nas nikt nigdy nie zapraszał gdzie indziej, jak do szoferki ciężarówki albo w przydrożne zarośla. Na budowę takiego ośrodka potrzeba jednak dużo pieniędzy i nie wystarczy ich ze sprzedaży książek. To pierwszy powód do swoistego tournee ks. Poryzały po Polsce.

Drugi to podpisy. Chce ich zebrać przynajmniej 100 tys., żeby w Sejmie złożyć obywatelski wniosek ustawy m.in. zakazującej prostytucji przy drogach i podnoszącej dopuszczalny wiek obcowania płciowego z 15. do 18. lat. Wysłał w tych sprawach list do Prezydenta RP i posłów. Kancelaria Prezydenta odesłała go do Ministerstwa Sprawiedliwości, a posłowie nie raczyli odpisać. Nie chce już liczyć na ich łaskę. Jest twardy w swoich dążeniach i nie bał się stawić czoła chociażby Kazimierze Szczuce i prof. Tomaszowi Nałęczowi w programie u „Tomasza Lisa na żywo”. Namawia kapłanów do podejmowania trudnego dzieła spierania się ze współczesnym grzechem. Chętnie jeździ z rekolekcjami, a po nocach debatuje w sieci. Wracając do Olsztyna, by dopisać jeszcze jeden rozdział do nowej książki, zatrzymuje się gdzieś na parkingu, by rozdać ostatnie obrazki, poczęstować jabłkiem i ciepłą herbatą. Niedawno pierwszy raz usłyszał „Bóg zapłać”, a to już jest coś! Najstarszego zawodu świata nie wykorzeni, ale już zwrócił uwagę na los niewiast, które w nim pracują.

Jerzy Mielniczuk

do “Ksiądz Marek od tirówek”

  1. baranie jaja

    jasne ,często widzę takie spowiedzi na tylnym siedzeniu i tylko auto podskakuje a,ten to się ustawił i pewnie bzyka za free a, może różańce rozdaje.Muszę i ja koloratkę kupić bo co tu mówić to u mnie stanowi poważny wydatek i żona ledwo wiąże koniec z końcem

    • ojciec marek poryzała

      Oj synku, synku pogubiony w swej idiotycznej hierarchii wartości – nawróć się i weź na 1 miejsce nie żonkę a Boga i Dekalog! Zapraszam na rekolekcje dla młodych. Właśnie jutro wykładzik na powyższy temat! o. marek

  2. stary dziad

    Grzechy mierzyl grzechomierzem !!

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.