Ksiądz wycofał swój wniosek o ściganie podpalacza

21-latek przywożony jest do sądu w czerwonym kombinezonie i pod specjalną eskortą, którą objęci są niebezpieczni oskarżeni. Te środki ostrożności zarządził sąd po próbie ucieczki z konwoju, której dopuścił się Łukasz P. w lutym b. roku. Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. Kolejni ważni świadkowie w procesie 21-latka oskarżonego o serię podpaleń.

Wczoraj przed Sądem Rejonowym w Tarnobrzegu odbyła się kolejna rozprawa 21-letniego Łukasza P., któremu prokuratura zarzuca serię podpaleń, podrzucenie pod kościół atrapy bomby i grożenie zniszczeniem mienia. Sąd przesłuchał wczoraj kolejnych świadków, wśród których był proboszcz miejscowej parafii. Ksiądz ten najpierw wystąpił o ściganie mężczyzny, a potem wycofał swój wniosek o ściganie piromana.

Proboszcz parafii, do której należy oskarżony i jego rodzice nie krył wczoraj, że bardzo niezręcznie czuje się w roli świadka. Duchowny przyznał wczoraj jedynie, że miało miejsce podrzucenie pod kościół pakunku wielkości cegły, z której wystawały kable i była dołączona kartka.

- Nie było mnie wtedy we Wrzawach, a informację o pakunku przekazał mi dyrektor szkoły. Być może gdybym był na miejscu, wyrzuciłbym ten pakunek i nikogo o nim nie informował, bo nie wyglądał on groźnie, ponieważ jednak mnie nie było, zadzwoniłem na policję i poprosiłem o zajęcie się sprawą.

Prokurator poprosił księdza, aby wyjaśnił dlaczego najpierw zgłosił wniosek o ściganie Łukasza P., a potem go wycofał. Ksiądz przyznał, że sam takiego wniosku by nie złożył, ale policjanci, którzy pracowali nad sprawą podpalacza sugerowali, żeby podpisał taki wniosek, bo “bardzo on pomoże”. – Ja nie chciałem nikogo oskarżać, nie chciałem stawać przed sądem, chociaż wiem, że dobrze byłoby dojść do prawdy. Złożyłem ten wniosek pod wpływem policji.

Tajemnica spowiedzi
Ksiądz pisząc z pomocą adwokata prośbę o wycofanie wniosku o ściganie napisał, że nie poczuł się zagrożony bombą, a na pytanie sędzi, czy wie, że na dołączonej kartce było napisane” To ja jestem tym podpalaczem z Wrzaw. Zacząłem od kółka rolniczego, a skończę na was psy” przyznał, że nie znał dotąd treści tej kartki, a także nie wiedział, że grafolog, który ją badał stwierdził w 100 procentach, że autem groźby jest Łukasz P.

Ksiądz został także przepytany na okoliczność nagabywania go przez rodziców Łukasza P.

- Czy matka Łukasz P. przychodziła do księdza – pytała sędzia? A adwokat oskarżonego pytał nawet o to, czy przychodziła do księdza do spowiedzi?
- Byli u mnie rodzice oskarżonego, a jego matka była u mnie także u spowiedzi. Nie mogę jednak na ten temat mówić przed sądem – mówił ksiądz. – Gdy spotkałem się z obojgiem rodziców powiedziałem im, że modlę się za Łukasza i żeby go pozdrowić. Nie było rozmowy o wycofywaniu wniosku.

Podpalał już jako dzieciak
Drugim ważnym świadkiem, który został wczoraj przesłuchany był mężczyzna, który złapał na podpaleniu Łukasz P. już w 2007 roku. Świadek przejeżdżał przez swoje pole i zauważył płonącego chochoła. Ponieważ był zawodowym strażakiem i rozpoznał, że do podpalenia doszło przed chwilą, objechał pole i zaczął rozglądać się za podpalaczem. W stronę Wrzaw biegł chłopiec, którego udało mu się dogonić. – Najpierw się nie przyznał do niczego, ale potem powiedział jak się nazywa i, że po prostu się bawił. Jakiś czas później także paliły się chruściny na polu wikliny i także zauważyłem podpalacza, uciekał przede mną i wbiegł na podwórko państwa P. Ojciec chłopaka wyszedł wtedy do mnie i przyznał, że syn cały czas był na podwórku i nigdzie się z niego nie ruszał.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.