Kto mieszka w namiocie pod śniegiem?

TARNOBRZEG. Szokujące odkrycie. Mimo siarczystego mrozu ktoś mieszka w iglo z płótna

Zasypane śniegiem drzewa, ścieżki. Wokół przeszywający mróz i przenikająca cisza. Kilkadziesiąt metrów w głąb tarnobrzeskiego Zwierzyńca wzrok przykuwa niewielki fragment wystającego spod bieli pomarańczowego namiotu. Czy ktoś w nim teraz mieszka?
Przeszywający wiatr, zmarznięte błoto, potężne zaspy oraz setki sterczących w niebo gałęzi trzeba pokonać, by dotrzeć do miejsca, w którym ktoś urządził sobie schronienie pod śniegiem. Co ciekawe, kryjówka ta znajduje się zaledwie kilkaset metrów od jednego z tarnobrzeskim blokowisk. Tam jednak, chodniki i parkingi są odśnieżone, tu gdzie stoi namiot, pokrywa śniegu sięga około 30 cm.

Wokół legowiska nie znaleźliśmy żadnych przedmiotów, które mogłyby należeć do właściciela namiotu. Być może znajdowały się pod śniegiem, ale ten skutecznie wszystko maskował. Na pewno pod wysłużoną pomarańczową płachtę ktoś ostatnio zaglądał, bo droga do niej była wydeptana męskimi butami. Kto mieszka w lesie mimo chłodu i mrozu?

W marcu tego roku, w tarnobrzeskim Zwierzyńcu natrafiliśmy na bezdomnego, który przezimował na materacu i pod kilkoma kołdrami całą poprzednią, wyjątkowo ostrą zimę. Mężczyzna opowiedział nam wówczas historię swojego rozstania z żoną i kłopotów z mieszkaniem, jakie później nastąpiły. Czy to ten sam tarnobrzeżanin także tegoroczną zimę zamierza przetrwać pod gołym niebem?

Pan Zbigniew mieszkał w lesie przez wiele miesięcy. Na swoje potrzeby zagospodarował wówczas kawałek ziemi i kilka najbliżej rosnących drzew. Na gałęziach wieszał ubrania i reklamówki z jedzeniem. Sypiał pod grubą wełnianą kołdrą i kilkoma mniejszymi kocami. Spał na materacu przytarganym z jakiegoś śmietnika. W sumie nie narzekał na mróz. Mówił, że się przyzwyczaił. Nocnych ciemności się nie bał, bardziej policjantów, którzy od czasu do czas nachodzili jego kryjówkę i wypisywali mandaty. Drażnili go także przypadkowi przechodnie, którzy kilka razy przegrzebali mu dobytek i okradli z tego, czego nie zabrał ze sobą, gdy szedł do miasta na zupę.

Od wiosny mężczyzna miał znaleźć zatrudnienie w firmie, w której pracował zanim zaczęły się jego kłopoty. Co dzieje się nim z obecnie nie wiemy, ale spróbujemy dowiedzieć się, czy to on, czy inny znajdujący się w tragicznej sytuacji człowiek zmuszony został do takiej ostateczności.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.