KUL nie chce biblioteki

Chyba jeden z ładniejszych gmachów Stalowej Woli, ale co z tego, skoro chętnych do ożywienia go nie ma. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Wybudowali duże gmaszysko, a teraz zastanawiają się, co z nim zrobić. Uczelniany księgozbiór nie będzie przeprowadzany do nowych murów.

- Nie tak to sobie wyobrażałem. To może być moja osobista porażka – mówi Andrzej Szlęzak (51 l.), prezydent Stalowej Woli. Włodarz Stalowej Woli jeszcze broni nie składa i próbuje dogadać się z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim na temat przejęcia nowiutkiej i nowoczesnej biblioteki, ale sam coraz mniej wierzy w to, że lubelska uczelnia wprowadzi się do gmachu w centrum miasta. To dla miasta i źle, i dobrze. Sytuacja powinna dać do myślenia tym, którzy w przyszłości będą decydować o wielkich inwestycjach.

Gmach biblioteki międzyuczelnianej został wybudowany w ub. roku. Budowa kosztowała ponad 18 mln zł i jest wspierana z funduszy unijnych. Teraz trwa jego wyposażanie w nowoczesny sprzęt, ale nie widać przenoszenia księgozbiorów, co powinno już się kończyć.

Nie mają 300 tys. zł na roczne utrzymanie
Biblioteką miał zarządzać KUL. Filia tej uczelni jest w Stalowej Woli od dwudziestu lat, miasto chciało ją wesprzeć. W magistracie powstał projekt budowy kilku akademickich budynków i od razu zaczęły się z tym kłopoty. Najpierw ówczesny wojewoda Mirosław Karapyta (53 l.) nie chciał zgodzić się na dotowanie uczelni wyższych z samorządowych pieniędzy, ale przegrał w sądzie. W ub. roku z placu budowy jednego z trzech budynków ujętych w projekcie uciekł wykonawca. Na szczęście udało się uratować unijną dotację i gmach szybko wykończy inna firma. Teraz okazuje się, że nie ma chętnego do wprowadzenia się do przeszklonego gmachu przy ul. Popiełuszki.

Nie ma, bo miasto za darmo pod nowy dach nikogo nie wpuści. Nie może komercyjnie wynajmować powierzchni, bo dostało wszak pieniądze na budowę z UE. Może jednak tak spisać umowę z dzierżawcą, by ten przynajmniej ponosił bieżące koszty utrzymania. I o to właśnie poszło z KUL-em. Roczne koszty utrzymania gmachu są szacowane na 300 tys. zł. Uczelnia nie chce tego otwarcie powiedzieć, ale nie stać jej na taki wydatek. Była mowa o podzieleniu tych kosztów na pół z miastem, ale i to spełzło na niczym.

- No cóż. Przez pięć lat będziemy płacić za utrzymanie gmachu, ale po tym czasie będzie on już własnością miasta – kontynuuje prezydent Szlęzak. – Zważywszy na wartość budynku, który po pięciu latach będziemy mogli chociażby sprzedać, takie wyjście awaryjne może okazać się całkiem dobrym interesem dla miasta.

Biblioteka tylko z nazwy międzyuczelniana
KUL prawie na pewno nie przeniesie już swego księgozbioru do nowego gmachu. W tej sytuacji czeka to Miejską Bibliotekę Publiczną. Jest wielce prawdopodobne, że do budynku biblioteki, która już tylko z nazwy jest międzyuczelnianą, wprowadzi się inna uczelnia. I to cała. KUL i tak musi martwić się, jak zagospodarować dwa inne budynki, które prawie sprezentowały mu miasto i Unia. Jeden rok temu miał już gościć studentów, ale ktoś spaprał projekt i teraz za kilka milionów trzeba go przebudować. Drugi, to wspomniana budowa, z której murarze uciekli. Ich utrzymanie też będzie sporo kosztować, ale uczelnia nie będzie miała już odwrotu.

Jerzy Mielniczuk

do “KUL nie chce biblioteki”

  1. ROMAN

    no i te przykłady w sposób dobitny pokazują prymityw umysłowych tych co decydowali o budowie tych inwestycji – nie patrząc perspektywicznie na to w jaki sposób będą je potem utrzymywać ; czyli niewłaściwy decydent na niewłaściwym stołku – a teraz to są sdkutki tych wcześniejszych nieprzemyślanych decyzji – i jak z nich wybrnąć ?

    • galicjok

      Pociagnac tych ktorzy podjeli te decyzje do odpowiedzialnosci ADMINISTRACYJNEJ i SADOWEJ za niegospodarnosc !
      Wszak urzednik odpowiada za bledne decyzje w Polsce.
      Na co sie wiec czeka ?

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.