Liczą się punkty, a nie styl (ZDJĘCIA)

Mistrzowie Polski z Rzeszowa musieli się mocno natrudzić, by pokonać AZS Olsztyn. Fot. Wit Hadło
Mistrzowie Polski z Rzeszowa musieli się mocno natrudzić, by pokonać AZS Olsztyn. Fot. Wit Hadło

PLUSLIGA. Asseco Resovia wygrała szósty mecz z rzędu i jest liderem na półmetku rundy zasadniczej.

– Najważniejsze jest zwycięstwo. Mnie gra mojego zespołu mniej cieszy, ale są trzy punkty i o to w tym wszystkim chodzi – mówił po meczu z Indykpolem AZS, trener Andrzej Kowal. Jego zespół wygrał w PlusLidze szósty mecz z rzędu i na półmetku rundy zasadniczej wciąż jest liderem.

Olsztynianie po raz ostatni w Rzeszowie wygrali w 2008 roku, od tamtego czasu regularnie z Asseco Resovią przegrywają. Niedzielna porażka była już jedenastą z rzędu. Rzeszowianie mecz rozpoczęli od mocnego uderzenia.

ZOBACZ ZDJĘCIA

– Czasami większe obawy są jak zaczniesz mecz od gładko wygranego seta, bo ta koncentracja gdzieś później ucieka – mówi trener Kowal i dodaje. – Jak się wysoko wygrywa, to na kolejny trzeba wyjść jeszcze bardziej zdeterminowanym i zmotywowanym. Nam tej koncentracji zabrakło szczególnie na początku drugiej partii i Olsztyn nam odjechał. Te myśli w głowie po ostatnim meczu w Budvie w jakiś tam sposób wpłynęły, że tego seta oddaliśmy – stwierdza szkoleniowiec mistrzów Polski.

Kosok: – Wytrzymaliśmy ciśnienie
– Staraliśmy się od samego początku narzucić im swoją agresywną grę. Wzmocniliśmy serwis i dobrze nam szło – opisuje środkowy Asseco Resovii, Grzegorz Kosok. – W II secie role się odwróciły, to rywale odrzucili nas od siatki, nakręcali się z każdą akcją, a nam zupełnie nie szło. Całe szczęście, że kolejne dwie partie potoczyły się już po naszej myśli. Szczególnie gorąco było w IV secie, ale wytrzymaliśmy próbę nerwów – dodaje Kosok.

Olsztynianie mieli swoje szanse już w III secie, kiedy to prowadzili 19:18, ale nagle oddali inicjatywę rywalom. Kilka błędów w ataku spowodowało, że ekipa trenera Kowala zdobyła z rzędu pięć „oczek” i nie oddała już prowadzenia.

Obronili trzy setbole
Jeszcze więcej emocji w przenikliwie zimnej hali na Popdromiu było w secie IV. Niemal od początku warunki gry dyktowali goście, ale w końcówce nieco się pogubili (mieli trzy setbole, a resoviacy przy pierwszym meczbolu zakończyli spotkanie).

– Czasami przychodzą takie mecze, że nie wszystko idzie tak jak byśmy sobie życzyli, ale trzeba je wygrać. Tak było w pojedynku z Olsztynem. Po porażce w Budvie bardzo chcieliśmy udowodnić sobie, że tamten mecz to przypadek i chyba za bardzo poszło to w drugą stronę, ale najważniejsze, że zdobyliśmy trzy punkty – stwierdza Kosok.

W poczynaniach jego zespołu widać było, że chyba nie wszyscy jeszcze wymazali z głowy fatalny występ w meczu LM w Budvie. – Nie da się tak szybko w trzy dni zapomnieć i zregenerować się po słabym spotkaniu. Gdybyśmy mieli więcej czasu, to na pewno nasza gra wyglądałaby inaczej, ale to nie ma znaczenia. Najważniejsze są punkty – mówi trener Andrzej Kowal.

ASSECO RESOVIA    3
AZS Olsztyn    1
(25:16, 16:25, 25:20, 28:26)

RESOVIA: Drzyzga, Penczew 10, Nowakowski 7, Konarski 18, Achrem 14, Kosok 6 oraz Ignaczak (libero), Tichacek 1, Schops 1, Veres 7, Grzyb
OLSZTYN: Dobrowolski, Łuka 5, Oivanen 9, Krzysiek 28, Bengolea 19, Hain 7 oraz Zurek (libero), Pająk 3, Sobala.

Sędziowali: M. Herbik i T. Janik (obaj z Warszawy). Widzów 4,5 tys. MVP meczu: Dawid Konarski.

rm

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments