Londyn tuż, tuż

Paulina Buziak to dziś kandydatka numer 1 do występu na igrzyskach w Londynie. Fot. Wit Hadło

LEKKA ATLETYKA. Chodziarka Sokoła Mielec, Paulina Buziak, o życiowym marzeniu, które jest na wyciągnięcie ręki i biciu rekordu Polski

Właśnie ustanowiła rekord Polski i prowadzi w wyścigu o olimpijski paszport. – Jestem tak blisko spełnienia swoich marzeń, że czasem boję się głośno o tym mówić, by nie zapeszyć – uśmiecha się PAULINA BUZIAK. Ale prawda jest taka, że tylko kataklizm mógłby odebrać chodziarce Sokoła Mielec wyjazd na igrzyska do Londynu.

- Kupiła już pani przewodnik po Londynie?
- Jeszcze nie. Szczęście jest blisko, ale dopóki nie mam olimpijskiej nominacji w kieszeni, do całej sprawy podchodzę bardzo spokojnie. Rywalizacja wśród kobiet jest duża. Cztery z nas wypełniły minimum PZLA, a na igrzyska pojedzie trójka. Na razie najsłabszy czas ma Kaśka Kwoka, ale na pewno będzie walczyć. Wynik można poprawić jeszcze na zawodach Pucharu Świata w Rosji i mistrzostwach Polski w Bielsku-Białej. Po tej imprezie, w połowie czerwca, ogłoszony zostanie skład kadry, która pojedzie do Londynu.

- Ale pani raczej nie musi się oglądać na innych. Podczas zawodów w Zaniemyślu pobiła pani sześcioletni rekord Polski należący do Sylwii Korzeniowskiej. Jeśli pani powie, że się tego spodziewała, to nie uwierzę.
- Sama byłam zaskoczona wynikiem, jaki osiągnęłam. Koncentrowałam się tylko na wypełnieniu minimum, tymczasem pomaszerowałam 3 minuty szybciej od własnego rekordu życiowego.

- Podczas zawodów padał deszcz czyli było tak, jak pani lubi. Może to dobry znak, przecież Londyn to także mżawka i chmury.
- Też o tym myślałam (śmiech). Bicie rekordów jest miłe, ale ważniejsze, że wytrzymałam fizycznie. Ostatni kilometr pokonałam w najszybszym tempie.

- Jak pani świętowała sukces? Po Zaniemyślu było jakieś winko, szampan?
- Co to to nie! Żadnych szaleństw. Radość w domu była jednak ogromna. Udział w igrzyskach to marzenie każdego sportowca. Człowiek zapisuje się w historii.

- Sokół Mielec, którego barw pani broni, to skromniutki klub. Nie korci panią, żeby wyjechać do większego ośrodka, skorzystać z szansy na dalszy rozwój?
- Mój klub jest biedny, ciężko o odżywki, sprzęt, pieniądze potrzebne na wyjazdy na obozy. Był czas, gdy zastanawiałam się, czy nie skorzystać z propozycji Katowic albo Krakowa, ale postanowiłam zostać w Mielcu. Lokalny patriotyzm? Można tak powiedzieć. Trenuję w doborowym towarzystwie. Rafał Augustyn także jest bardzo bliski wyjazdu na igrzyska. To byłoby wydarzenie – dwóch olimpijczyków z tak małego klubu!

- Katarzyna Kwoka z Resovii po osiągnięciu minimum nie ukrywała satysfakcji, iż utarła nosa działaczom POZLA, którzy w nią nie wierzyli. Pani też nie zostawi na swoich przeciwnikach suchej nitki? Wszak w pani umiejętności również wątpiono.
- Podniosłyśmy szum, wywalczyłam jakieś pieniądze, choć to nie są zawrotne sumy. Na same buty, które szybko się zużywają, trzeba wydać 500 zł, a gdzie reszta? Ale nie narzekam. Pracuję w pocie czoła, a zajęć mi nie brakuje, bo niedawno zaczęłam drugi kierunek studiów.

Rozmawiał: Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.