Ludzie już go osądzili. Teraz sądzi sąd.

Fot. Wit Hadło

Plugawe ulotki terroryzowały Lutoryż. Kto je pisał? Organista? Oskarżony najpierw przyznał się do winy, teraz twierdzi, że jest niewinny.

- Żeby pani wiedziała, co się tu u nas działo. Jeden na drugiego wilkiem patrzył, każdy każdego osądzał, ludzie bali się z domów wychodzić, rozmawiać – mówi jedna z mieszkanek Lutoryża. – Nic dziwnego, jak takie świństwa powypisywane leżały w rowach, na przystankach, w urzędzie i kościele… Kto z kim śpi, kto kocha inaczej, kto się roztył za nie swoje i kto jakie inne świństwa robi. Co rusz przybywało nowych. A wszystkie te brudy z imienia i nazwiska.

Koszmar lutoryżan zaczął się dokładnie w dzień Sylwestra 2011 r. Na przykościelnym placu w Lutoryżu ktoś rozsypał pierwsze ulotki. Ludzie przeczytali, krew się w nich wzburzyła, ale myśleli ze to wybryk jednorazowy. Jednak nie. Pojawiały się kolejne i kolejne, w odstępach kilkudniowych, a liczyć je trzeba było w tysiącach sztuk. Wkrótce cały Lutoryż bielił się od ulotek o niewybrednej treści, pisanych słownictwem rodem z rynsztoka. W miejscowości zapanowała psychoza strachu. Kto będzie kolejnym celem, jakie to brudy wywleką tym razem. – Tego to się nawet czytać nie dało. Coś potwornego. Mnie osobiście nie dotyczyły, ale przecież ludzi od nas, na dzień dobry jesteśmy – mówi inna mieszkanka, która imienia podawać nie chce. – Horror tu był, istne piekło. Ludzie się w domach pozamykali, rozmawiać tez chętnie nie chcieli ze sobą. W końcu winnego wtedy jeszcze nie było – dodaje.

Jest winowajca?!
Skoro winnego nie było, to trzeba było go znaleźć, bo ten cały dramat w końcu przecież kiedyś skończyć się musiał. Ludzie zaczęli podejrzewać siebie nawzajem. Niechętnie wdawali się w dysputy, a gdy już rozmawiać im przychodziło, przezornie ważyli każde słowo.

W końcu nastąpił przełom. Pewnego dnia do domu sołtysa Jana Nawrota zaszedł organista, mieszkaniec sąsiedniego Czudca. Pogadali, a następnego dnia w kopercie pod wycieraczką czekał na sołtysa list, w którym treść ostatniej rozmowy dokładnie opisano. Nawet ponoć sąsiadka wójta widziała, jak ten sam organista ów rzeczony list podkładał.

Sołtys na policję poszedł, zażądał ścigania organisty i w mig znaleźli się i tacy którzy ponoć widzieli jak ów organista nawet same ulotki rozwoził. Ale oficjalnie potwierdzić tego jednak nie chcieli. Zaczęto się także domyślać, że przecież organista po domach chodzi, opłatki roznosi, w pogawędki chętnie się wdaje, wiedzę o każdym ma, informacje świeże, a że wykształcony jest, to i do pisania ulotek zdolny. – To był horror, ja powiedziałem, że tego mam dość – mówi sołtys Lutoryża, który w rozmowę z nami wdaje się niechętnie. – To nawet nie chodziło o mnie, ale o te dzieci, które były szkalowane. Jeden ministrant opisany został, że niby w Internecie jest film, na którym widać, jak ten sika do zupy, a tą zupę potem inni jedzą. Plotka trafiła do szkoły gastronomicznej, gdzie się chłopak uczył, nieprzyjemności miał (jak się okazało później, żadnego filmiku nie było – przyp. red).

Przyznał się, bo bał się śmierci
W czwartek, 15  marca, dokładnie o 7 rano pod dom organisty, a dokładnie jego rodziców, z którymi mieszkał, zajechali policjanci. – To był szok. Ojciec mnie woła, że jacyś panowie do mnie – wspomina ten dzień pan Przemysław. – Ja nie wiedziałem że to policja, przyjechali po cywilu, zabrali komputery, drukarki, płyty CD. Zapytali, czy mam ulotki. Owszem, wydałem z kieszeni spodni, z marynarki. Skąd tyle miałem? A wie pani ile tego było? Po kościele chodziłem, zbierałem, żeby tam takie świństwa nie leżały, do kieszeni pchałem, do auta, a ile gospodyni księdza do spalenia naniosłem. Nie spodziewałem się, że oni rano wpadną, zresztą nie widziałem w tym nic złego, że mam te ulotki. Ludzie przecież też je w domach trzymali.

Ulotki znalazły się jeszcze w samochodzie organisty i w zielonej teczce.

Pan Przemysław pojechał na komendę. – Potraktowali mnie jak bydlę, jesteś winny i tyle, jak się nie przyznasz to wylądujesz na Załężu, mówili – wspomina dalej mężczyzna. – Na komendzie zakuli mnie w kajdany. Ja mam stwierdzoną depresję z lękiem napadowym, leczę się od dwóch lat, mam potwierdzenia lekarskie. Jak dostanę atak, to mogę nawet na zawał serca zejść. Bałem się, że się tam uduszę, że tego nie przeżyję, to się przyznałem. Chciałem tylko wyjść – przekonuje.

24 godziny w areszcie pan Przemysław spędził na lekach, które przepisał mu psychiatra. – Dawka była końska, dużo większa niż powinienem brać, to i umysł nie był jasny. W takim stanie przyznałem się, podpisałem protokół, ale tu zaznaczyć muszę, że winny nie jestem, winnym się nie czuje, a zeznania za nieważne uważam, bo pod wpływem leków byłem.

Zeznania pan Przemysław w końcu odwołał i sprawę postanowił w ręce sądu oddać. Dowodów nie ma, oprócz wydanych przeze mnie ulotek i śladów w komputerze, które stwierdzili śledczy – przyznaje. – Ale świadków nie ma, nikt mnie za rękę nie złapał, nawet rzekomy list, który niby podrzuciłem sołtysowi, pocztą przyszedł.

Ksiądz też wydał na mnie wyrok
Organista twierdzi, że ludzie już wyrok na niego wydali. – Jakbym mieszkał w Lutoryżu, to już bym dawno miał szyby powybijane, jak nie dom spalony. Nawet plotka poszła, że w momencie zatrzymania z partnerem mnie zastano. Potem liczba partnerów urosła do trzech, a niektórzy twierdzili, że to nie partnerzy byli, tylko…dzieci. Trzy dni po zatrzymaniu ksiądz na ambonie ogłosił, że dyscyplinarnie mnie z pracy zwolnił, a za porozumieniem stron to było i stwierdził, że dobrze, że tego nikt z jego parafii nie zrobił. Osądził mnie przed tysiącem ludzi i nie pozwolił się nawet wytłumaczyć – dodaje.

Sam proboszcz pytany o sprawę rozmawiać z nami nie chciał, twierdząc, że on tu do powiedzenia nic nie ma.

Sprawa toczy się obecnie w rzeszowskim Sądzie Rejonowym. Rozprawy są tajne. Wyroku jeszcze nie ma, ale ludzie już odetchnęli. Plugawe ulotki z Lutoryża zniknęły.

Katarzyna Szyczyrek

do “Ludzie już go osądzili. Teraz sądzi sąd.”

  1. wiesław

    wrobili chłopaka

    lokalnej mafii powinna sie przyjrzeć CBA

  2. Anka

    Moze ktos sobie robil badania psychologiczno – socjologiczne. Jak ludzie sie zachowaja gdy…:)

  3. palma80

    widać mają na sumieniu że w domach się pozamykali…

  4. orest

    pewnie mieli podsłuch w konfesjonale

  5. ROMAN

    no tak to jest metoda – wywlec „brudy” – prawdziwe lub fałszywe- skłócić środowisko- napuścić jednych i drugich – niech nic nie gadają – szczekaczki zamknięte – może ktoś coś wywlecze – gęba w kubeł.
    O to właśnie chodzi – teraz jeden na drugiego się będzie boczył – teraz tylko będą trawić jedną słuszną prawdę ! siedzieć cicho w domach.

  6. Antoni

    niech zyje Uraina!!

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.