Ludzie umierają na naszych oczach

Fot. KM PSP w Przemyślu

Nie reagujemy na krzywdę i zagrożenie innych, bo nie chcemy się ośmieszyć!

- Jakiś tydzień temu źle się poczułam – opowiada Katarzyna, 41-letnia przemyślanka. – Było mi słabo, oblewał mnie zimny pot – wspomina. – Mąż był w pracy, a ja nie chciałam wzywać pogotowia – przyznaje się kobieta. – Wyszłam z domu, niby odetchnąć, ale tak naprawdę uznałam, że bezpieczniejsza będę wśród ludzi na ulicy, niż sama w domu – wyznaje 41-latka. – Myślałam, że jeśli przewrócę się na ulicy, ktoś mi zawsze pomoże. Po lekturze “Super Nowości” nie jestem już taka pewna – dodaje. – Jak przeczytałam u was, że stary człowiek leżał na jezdni i prosił o pomoc, a nikt nie zareagował, to łzy mi się cisnęły do oczu – mówi Katarzyna. – Czy ludzie już serc nie mają? – pyta.

Leży człowiek na ulicy – pewnie pijak, niech leży. Tak myśli większość ludzi, a nawet jeśli nie mają pewności co do przyczyny dziwnego położenia bliźniego, wolą odwrócić wzrok i odejść jak najszybciej. Bo po co im kłopot? Niech ktoś inny zadzwoni po karetkę, podejdzie do leżącego. Słychać u sąsiadów odgłosy awantury, płacz bitego dziecka, czy katowanej kobiety? Lepiej się nie wtrącać, bo jeszcze po sądach ciągać będą, a zdenerwowany agresor obleje czymś drzwi “denuncjatora”. Kiedy dochodzi potem do tragedii, zwykle sąsiedzi twierdzą, że słychać było jakieś krzyki, ale “ja się tam nie wtrącam”. Taka postawa jest naganna i świadczy o naprawdę szkaradnym egoizmie, bo od naszej reakcji, choćby takiej anonimowej może zależeć czyjeś zdrowie, albo nawet życie.

Starszy człowiek leżał na jezdni, nikt nie reagował
W poniedziałek (21 maja) na naszych łamach opisaliśmy sytuację z Maćkowic. Starszy człowiek leżał na jezdni w kałuży i rozpaczliwie machał do przejeżdżających kierowców. Nikt nawet nie zwalniał, nie mówiąc o zatrzymaniu się! Jedynymi, którzy zareagowali byli dziennikarze “Interwencji” Polsatu, zupełnie przypadkowo przejeżdżający przez wieś. 78-latek przewrócił się niedaleko swego domu idąc na przystanek PKS, wybierał się do szpitala w Przemyślu. Nikt nie wie jak długo staruszek leżał podczas deszczu w kałuży, na śliskiej jezdni, którą na pewno przekraczając dozwoloną prędkość mknęły samochody.

– Cud, że nikt na tego człowieka nie najechał – stwierdził Grzegorz, operator “Interwencji”. – Przecież na takiej śliskiej drodze kierowca, który zobaczyłby go w ostatniej chwili mógł zwyczajnie nie wyhamować – dodał. Nie tylko kierowcy mają coś na sumieniu. Stojący na balkonie swego domu mężczyzna, jak się okazało potem, sąsiad starszego pana także nie reagował na dramatyczną sytuację. Dopiero, gdy ekipa “Polsatu” podniosła 78-latka z jezdni “raczył” poinformować dziennikarzy, gdzie staruszek mieszka i czym prędzej zniknął w swoim domu. – Jak można się tak zachować? – dźwiękowiec “Interwencji”, Leszek nie krył oburzenia na postawę “dobrego” sąsiada. – To się w głowie nie mieści – zauważył.

Zły, bo się z niego na wsi śmieją
Dziennikarze wezwali karetkę, która zabrała 78-latka do szpitala. Zbulwersowani niewyobrażalną wręcz znieczulicą opisaliśmy ten przypadek. W tym samym dniu, w którym relacja została opublikowana zadzwonił do naszego dziennikarza człowiek, który twierdził, że to on jest sąsiadem staruszka z Maćkowic. Nie przedstawił się, za to zarzucał nam, że opisaliśmy całą sytuację kłamliwie, najpewniej z powodu przedstawienia jej nieprawdziwie przez ekipę “Polsatu”. Kiedy uświadomiliśmy panu, że nasz dziennikarz był naocznym świadkiem jego “obywatelskiej postawy”, nadal upierał się, że wyszedł na balkon dopiero zobaczywszy samochód, którym podróżowali “polsatowcy”. Na koniec stwierdził, że przez nas cała wieś się z niego śmieje! Zaiste bardzo ważna “refleksja” nad tym, co się wydarzyło. Widać, że sąsiad staruszka, o ile z nim oczywiście mieliśmy wątpliwą przyjemność rozmawiać, nadal myśli tylko o sobie i o tym, jak wypadł w oczach innych, a nie o tym, jak zachował się w obliczu dramatycznej sytuacji, jaka spotkała jego sąsiada. Nawiasem mówiąc, ten najbliżej mieszkający staruszka człowiek nie pojawił się nawet na chwilę u niego, gdy ekipa “Polsatu” i nasz dziennikarz oczekiwali na karetkę w domu 78-latka.

Na szczęście nie wszyscy “tak mają”
Nie zawsze jednak mamy do czynienia z taką sąsiedzką znieczulicą. Mieszkańcy jednego z przemyskich bloków przy uli. Grunwaldzkiej zareagowali na wołanie o pomoc swej sąsiadki. Starsza pani była sama w zamkniętym mieszkaniu. Źle się poczuła i nie była w stanie podejść do drzwi, by je otworzyć. Kiedy sąsiedzi zorientowali się, że nie mogą się do niej dostać zadzwonili na policję, a ta wezwała strażaków i karetkę, która zabrała przemyślankę do szpitala.

Nie chcemy wyjść na panikarzy i “frajerów”
Dlaczego jedni reagują prawidłowo w takich sytuacjach, a inni nie? Zdaniem dr. Marcina Florkowskiego, psychologa i wykładowcy akademickiego naszym zachowaniem w podobnych sytuacjach kierują trzy mechanizmy. – Zwykle, wbrew temu co się uważa powszechnie, reagujemy w podobnych sytuacjach, gdy nie ma nikogo innego, kto zareagować mógłby – wyjaśnia dr M. Florkowski. – Jeśli natomiast jesteśmy jednym z wielu, który zareagować może, zdarza się, że “odpuszczamy”. Pierwszym mechanizmem mającym wpływ na nasz brak reakcji jest przyjmowanie zachowania innych, jako swoistego wzorca. Na zasadzie: “skoro inni nie reagują, najwyraźniej nie ma ku temu powodów” – tłumaczy psycholog. – Zareagowanie, gdy inni tego nie robią wymaga “wychylenia się”, a większość ludzi boi się wyjść na kogoś, kto robi coś niepotrzebnego, panikuje, jest “frajerem”. Trzecim powodem podjęcia decyzji o braku reakcji w podobnych sytuacjach jest świadomość, że niekoniecznie musimy umieć pomóc oraz świadomość, że będziemy musieli zaangażować w pomoc na przykład czas – dodaje.

Właśnie “frajer” nie pomoże!
Na pewno, trzeba to z przykrością stwierdzić, nie wszyscy umiemy udzielać pierwszej pomocy , prawdopodobnie nie potrafi tego większość z nas. Być może dlatego też, bojąc się zrobić komuś na przykład nieprzytomnemu krzywdę, nie podejmujemy się wykonania masażu serca, czy nawet zbadania pulsu. Ale telefonując na alarmowy numer 112 naprawdę nie zrobimy komuś żadnej krzywdy, a możemy uratować mu życie. Jasne, możemy się wygłupić, wyjść na panikarza wzywającego karetkę do smacznie śpiącego amatora trunków, ale na Boga, czy naprawdę większym wstydem jest być “panikarzem”, czy patologicznym egoistą, który przeszedł obojętnie obok kogoś umierającego? Warto też pamiętać, że nieudzielenie pomocy jest zagrożone karą więzienia do 3 lat.

Monika Kamińska

do “Ludzie umierają na naszych oczach”

  1. Wojtek

    Ja tam wolę wyjść na panikarza niż by mnie potem miało gryźć sumienie ze mogłem pomóc a nie zrobiłem tego.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.