Ludzie wierzyli, że Chrystus broczył krwią

Jedni przybyli na miejsce, stali wpatrzeni w rzeźbę Chrystusa, inni klęczeli żarliwie się modląc .

Choć wstępne analizy tajemniczej substancji wykluczyły jej biologiczne pochodzenie, niektórzy i tak swój cud mieli…

- Cud, cud najprawdziwszy, pani patrzy, jak on wodzi wzrokiem za każdym z nas i ta krew zastygła na skroniach…. – szeptała jedna z kobiet licznie zgromadzonych wokół cokołu z figurą Chrystusa. – Jaka krew, toż to farba, perfidna mistyfikacja. Ktoś się patrzy teraz  na nas durnych i śmieje się z naszej naiwności – karciła ją inna. Co niektórzy w nietypowym wydarzeniu doszukiwali się nawet ingerencji mocy piekielnych.

Wieść o rzekomej krwi wypływającej spod korony figury Chrystusa, która stoi przy jednym z kościołów w Krośnie, lotem błyskawicy obiegła w minioną sobotę miasto i okolice. W niedługim czasie z  całego regionu zaczęli tłumnie przyjeżdżać ludzie, którzy na własne oczy chcieli przekonać się o cudzie. Od rana do wieczora umazanemu krwisto-czerwoną cieczą Chrystusowi, z lornetkami w rękach przyglądali się wierzący, mniej wierzący i sceptycy. Jedni klęcząc prosili o łaski, drudzy wdawali się w zażarte dyskusje nad pochodzeniem tajemniczej substancji. Inni znakiem krzyża przeganiali demony.

Na własne oczy

Tajemnicza ciecz w kolorze krwistej czerwieni pojawiła się na pomniku rankiem w minioną sobotę.

Poniedziałek. Jedziemy do krośnieńskiej dzielnicy Polanka, gdzie przy kościele pw. Najświętszej Maryi Panny stoi okrzyknięty już mianem cudownego pomnik. Przykościelny parking pęka w szwach. Z samochodów, z nie tylko krośnieńskimi rejestracjami, wychodzą całe rodziny. Matki z dziećmi, mężowie, babcie, dziadkowie. Wszyscy bieżą do pomnika bacznie przyglądając się po drodze tym, którzy już widzieli i z wypiekami na twarzach bądź z szyderczymi uśmiechami wracają do domów. Po drodze słychać zażarte dyskusje o rzekomym cudzie i o cieczy, która z całą pewnością jest ludzką krwią…

Chcemy dojść do pomnika. Nie jest łatwo, bo wokół cokołu zebrał się już spory tłumek  gapiów. Jedni stoją wpatrzeni, inni klęczą modląc się żarliwie – Pani, tu jest tak cały czas. Jedni przychodzą, inni odchodzą – słyszymy przeciskając się pomiędzy ludźmi, chcąc podejść jak najbliżej pomnika. Rzeczywiście twarz niosącego krzyż Chrystusa umazana jest krwistoczerwoną zastygłą już cieczą. Trzeba przyznać, że taki widok robi niesamowite wrażenie. – Ciarki mnie przeszły, on ma takie niesamowite oczy. Gdzie nie staniesz, tam patrzy na ciebie. I te źrenice jak u człowieka – szepce na oko czterdziestokilkuletnia mieszkanka Krosna. – Tak, ja tu byłam w sobotę pod wieczór i takich oczu nie miał – dodaje druga – Były bardziej kamienne, teraz są jak prawdziwe. I ta krew… Matko Święta.

Cud, nie cud

Pan też w cud wierzy? Pytamy młodego mężczyznę z lornetką w ręku. – Ktoś farbą umazał, ot i cały cud macie. Jakby ta krew płynęła, to bym się zastanawiał. – Tak! – przerywa mu kobieta obok – Pan, to jak ten niedowiarek, co dopiero musiał rękę do boku Jezusa włożyć to uwierzył, pan by pewnie na tę koronę łapę pchał. – No co pani. A z resztą… – z rezygnacją macha ręką mężczyzna.

Pani Anna przejechała 20 kilometrów, by zobaczyć figurę. – Jestem bardzo wierząca – przyznaje. – Miałam dwie operacje serca, lekarze nie dawali mi szans. Tylko boska opatrzność uchroniła mnie od śmierci. Czy wierzę w cud? Trudno powiedzieć. Będą wyniki analizy tej cieczy, to się przekonamy.

W tłumie stoi pani Anna, która przejechała20 kilometrów, by zobaczyć figurę. – Jestem bardzo wierząca – przyznaje. – Miałam dwie operacje serca, lekarze nie dawali mi szans. Tylko boska opatrzność uchroniła mnie od śmierci. Czy wierzę w cud? Trudno powiedzieć. Będą wyniki analizy tej cieczy, to się przekonamy.

Niektórzy, choć oficjalnych wyników jeszcze nie ma, bo na nie za wcześnie, uparcie przekonują, że owszem są i potwierdziły, że tajemnicza ciecz to krew. Pan Stanisław wierzy, że całe wydarzenie jest znakiem Bożym, bo przecież jak mówi “znaki się dzieją na całym świecie”. Starszy mężczyzna z kolei doszukuje się ingerencji mocy piekielnych i znakiem krzyża chce przegonić Złego. – Przede wszystkim trzeba się przeżegnać i jak jest szatan, to ucieknie – przekonuje.

Nacierali się chusteczkami z rzekomą krwią

Byli i tacy, którzy nie tylko na własne oczy ale i własnoręcznie chcieli się przekonać, czy ciecz  jest pochodzenia ludzkiego. – Skakali po tym pomniku, wycierali go chusteczkami i sami się tym nacierali – mówi pani Alicja.

Niedługo trzeba czekać, a kilkunastoletni chłopak wdrapuje się na pomnik i chusteczką higieniczną przeciera twarz Chrystusa. W tłumie poruszenie. Ludzie z ciekawością spoglądają na nie zabrudzony kawałek papieru. – I jak myślisz co to jest? – pytamy  – Na moje oko to zaschnięta farba – mówi 19-letni Dawid. – Ktoś głupi żart zrobił – dodaje i odchodzi.

Ale nie wszystkich to przekonuje. – W sobotę, jak tak ciecz się pojawiła, nad pomnikiem latały muchy. Do farby by nie zlatywały, tylko do krwi. Proboszcz próbował ją zmazywać z ministrantami, ale mu się nie udało.

Idziemy na plebanię, by zapytać o sprawę proboszcza parafii ks. Jana Kutynę – Dopóki nie ma wyników analizy tej substancji, cóż ja mogę powiedzieć. Do ogłoszenia cudu jeszcze daleka droga.– mówi duchowny. – Nie wiem, co przywodzi tych ludzi tutaj, może szukają sensacji – dodaje.

***

To była krew, tyle że…sztuczna

Czerwona substancja, którą umazana jest twarz pomnikowego Chrystusa nie jest pochodzenia biologicznego. To sztuczna krew wykorzystywana w produkcjach filmowych, którą zakupił w Internecie 16-letni chłopak i dla żartu umazał nią głowę figury.

Katarzyna Szczyrek

do “Ludzie wierzyli, że Chrystus broczył krwią”

  1. Boletz

    Co za Ciemnogród! Aż się wierzyć nie chce, mamy XXI wiek, komputery, satelity, latamy w kosmos, a ciemnota podkarpacka dalej się modli do betonowej figurki umazanej farbą. Ręce opadają.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.